Na IEM Rio 2022 została tylko jednak brazylijska ekipa. Ta jednak pewnie idzie po swoje i nie da się łatwo wyrzucić z rywalizacji. Mowa tu o FURII, która spróbuje napisać wyjątkową historię na własnym gruncie.
Wygrać Majora w CS:GO to ogromne osiągnięcie, które udało się najlepszym zespołom w historii. Ale wygrać Majora przed własnymi kibicami? Coś absolutnie wyjątkowego. Zdarzyło się to już kilkukrotnie, a jak wiadomo, historia lubi się powtarzać. Na IEM Rio 2022 na poważnego kandydata do tytułu wyrosła napędzana dopingiem miejscowych fanów FURIA.
FURIA pokazuje klasę w Rio
W fazie pretendentów przegrali tylko raz, a część legend przeszli bez straty choćby jednej mapy. Zawodnicy FURII są w niesamowitym gazie. Podczas gdy ich rodaków z Imperial i 00NATION nie było stać nawet na jedno honorowe zwycięstwo, ci z każdym meczem wydają się być tylko mocniejsi.
Co prawda nikt nie mówił, że FURIA należy do słabszych ekip Majora, ale aż tak dobrej dyspozycji reprezentantów gospodarzy nie dało się przewidzieć. Ewidentnie atmosfera robi swoje, a gracze czują się jeszcze bardziej zmobilizowani. Tak więc FURIA bezpiecznie czeka już w ćwierćfinałach na dobranego przeciwnika, z którym zmierzy się w czwartek. Jest więc moment, by przyjrzeć się jej realnym szansom w wyścigu po puchar.
Na dwóch ostatnich Majorach FURIA dochodziła właśnie do etapu ćwierćfinałów i na tym kończyła swoje przygody. Można nawet zaryzykować stwierdzeniem, że obecny skład zespołu na papierze wcale nie jest najmocniejszym, jaki ten miał pod swoimi skrzydłami w swojej historii. Mimo wszystko jednak widać tu niesamowitą symbiozę i wymienność. Każdy z graczy dobrze się ze sobą dogaduje, pozwalając drugiemu na wykorzystanie swych najlepszych walorów.
Więcej treści esportowych na Gazeta.pl.
FURIA przez długi czas miała problem z odpowiednim wkomponowaniem w swój styl snajpera. To na tej pozycji najczęściej dochodziło do zmian. Od kilku miesięcy z zespołem gra Rafael "saffee" Costa i wydaje się, że to właśnie on okazał się receptą. Były gracz paiN Gaming jest świadom, że nie pełni w piątce głównej roli. O ile w większości ekip na esportowej scenie to właśnie snajper jest głównym aktorem, tak w FURII pełni on bardziej funkcje drugoplanowego wsparcia. Najważniejsi w układance są bowiem Yuri "yuurih" Santos oraz Kaike "KSCERATO" Cerato.
Ten duet stał się już wizytówką FURII. Ogromna precyzja i systematyczność to ich znaki rozpoznawcze. Dwójka po prostu gwarantuje jakość. Nie raz zdarza się, że muszą ratować drużynę po karkołomnych wyczynach Andreiego "arTa" Piovezana, który lubi postawić wszystko na jedną kartę, grając bardzo indywidualnie i agresywnie. Czasem mu to wyjdzie, a czasem bardzo zagrozi sytuacji zespołu. Andre "drop" Abreu to z kolei dopełnienie tego projektu. Młodzian oszlifowany w akademii organizacji jest dobrym samarytaninem, który uzupełnia braki po kolegach, często nadstawiając za nich karku. Gracz wsparcia znający swoje obowiązki. Z całości wychodzi naprawdę zgrany kolektyw - zespół potrafiący stawić czoła nawet największym gigantom sceny CS:GO.
Wsparcie kibiców się przyda
FURIA już zna swojego rywala w ćwierćfinale. Będzie nim Natus Vincere, a więc najbardziej utytułowana i renomowana ze wszystkich organizacji, jakie pozostały jeszcze w grze na IEM Rio 2022. Wyjątkowo twardy orzech do zgryzienia, zwłaszcza bacząc na świetną formę lidera NAVI, Oleksandra "s1mpla" Kostyliewa. Najlepszy gracz CS:GO świata czuje się na brazylijskim gruncie bardzo dobrze. To na niego FURIA musi uważać przede wszystkim.
Ale cóż - jeśli celuje się w tytuł mistrzowski na Majorze, trzeba radzić sobie i z takimi przeszkodami. Brazylijczyków na pewno wspomogą ich rodacy z publiczności, którzy dają z siebie wszystko każdego dnia turnieju. Ich dopingu obawia się nawet sam "s1mple", który poprosił żartobliwie o taryfę ulgową z ich strony.
FURIA ma szansę stać się czwartą ekipą w historii CS:GO, która wygra Majora przed własną publicznością. Wcześniej udało się to fnatic w Jönköping, Virtus.pro w Katowicach oraz Cloud9 w Bostonie. Ich wiktoria w Rio mogłaby jednak stać się najbardziej pamiętnym z tych sukcesów, bacząc na panującą w trakcie turnieju atmosferę budowaną przez kibiców. Wpierw jednak trzeba przejść NAVI, potem półfinały, a wreszcie pokazać klasę w finale. Czy to się Brazylijczykom uda, to pokażą następne dni. Spotkanie z Natus Vincere rozegrają w piątek, planowo o godzinie 21:30.