Przebieg tegorocznych mistrzostw świata w League of Legends stanowił ogromne zaskoczenie. Jak się okazało, do kolejnej sytuacji, która zadziwiła fanów, doszło w wielkim finale rozgrywek. Po niezwykle intensywnym, pięciomapowym pojedynku, najlepszą formacją zmagań okazało się DRX.
W nocy z soboty na niedzielę rozegrano wielki finał tegorocznych mistrzostw świata w League of Legends. Po dwóch stronach barykady zmierzyły się formacje na co dzień występujące w lidze koreańskiej, T1 oraz DRX. Ostatecznie na szczycie podium uplasowała się druga z wymienionych formacji. Ta zdecydowanie nie była stawiana w roli faworyta przez osoby uczestniczące w zabawie Pick’Em.
Pierwsza odsłona starcia sprawnie powędrowała na konto T1, które dało jasny sygnał - przybyło tutaj po czwarte trofeum w swojej historii. Wczesna wpadka nie załamała jednak DRX, które odpowiedziało już na kolejnej mapie. Ta była niezwykle dynamiczna, a przede wszystkim długa. Do jej rozstrzygnięcia potrzebne było niemal pięćdziesiąt minut. Znacznie krócej potrwał trzeci pojedynek, który ponownie postawił na wyższość wicemistrzów ligi koreańskiej.
DRX zostało postawione pod ścianą. Aby zdobyć tytuł mistrza, musieli wygrać kolejne dwie mapy. Do remisu zespół doprowadził w sprawny sposób, zdecydowanie deklasując rywali. Na piątej mapie zawodnicy postanowili sięgnąć po niestandardowe wybory - Pyosik postawił na Hecarima, zaś Beryl na Barda. Te nie oznaczały jednak gładkiej przeprawy. Rozgrywka przypominała istny dreszczowiec, gdzie to T1 mogło cieszyć się wczesnym prowadzeniem.
Gracze DRX zdołali jednak sprawnie odpowiedzieć. Wydawało się, że zakończą spotkanie chwilę po 20 minucie. Wówczas jednak ich plany na zgarnięcie Barona Nashora pokrzyżował Gumayusi, który skradł stwora sprzed ich nosa. To przedłużyło spotkanie, które ostatecznie znalazło swój finał kilkanaście minut później. Do rozstrzygnięcia potrzebny był Elder Drake, który pozwolił przechylić szalę pojedynku na korzyść drużyny Defta.
Wygrana tegorocznych Worldsów nie tylko pozwoliła na poznanie nowych mistrzów świata, lecz także na napisanie pięknej historii. DRX dołączyło do rozgrywek jako czwarty, ostatni seed ligi koreańskiej. Zespół rozpoczął zmagania już w fazie play-in, aby przedrzeć się przez wszystkie etapy turnieju, ostatecznie meldując się na szczycie podium.
To także szereg osobistych sukcesów. Deft, po wieloletniej karierze, w końcu spełnił swoje marzenie o zostaniu mistrzem. Być może była to jego ostatnia szansa, wszak z uwagi na wiek - zawodnik ma 26 lat i został najstarszym mistrzem świata w League of Legends - czyha nad nim widmo odbycia obowiązkowej służby wojskowej.
Na uwagę zasługuje także osiągnięcie Beryla, ten został drugim w historii graczem, który sięgnął po Summoner’s Cup reprezentując dwie różne formacje - wcześniej dokonał tego z DWG KIA. Na uwagę zasługuje także Zeka, midlaner DRX. W swoim pierwszym roku występów w LCK, zawodnikowi udało się zarówno pojechać, jak i wygrać Worldsy. To piękny wstęp do potencjalnie wieloletniej kariery.
Choć zakończenie mistrzostw świata oficjalnie zamyka tegoroczny sezon, nie oznacza to końca emocji związanych z League of Legends. W nadchodzących tygodniach warto obserwować rynek transferowy, który może wyłonić kandydatów do sięgnięcia po trofeum w przyszłym roku.