Najlepszy pojedynek w historii esportu? Teraz by to się nie wydarzyło

Scena esportowa w League of Legends rozwija się od przeszło dziesięciu lat. Przez długi czas doszło do wielu historycznych zagrań, które uważa się za kultowe. Nie inaczej jest w przypadku słynnego pojedynku dwóch Zedów w wykonaniu Fakera oraz Ryu. Jak do niego doszło?

"Faker, what was that?!" - dla wielu fanów League of Legends te słowa natychmiast przywodzą na myśl słynny pojedynek pomiędzy dwoma koreańskimi zawodnikami środkowej alei, Fakerem oraz Ryu. Zagrywka z perspektywy lat zdecydowanie zasłużyła na miano legendarnej. Jak jednak do niej doszło? W obecnych czasach LoL-a byłoby to niemożliwe.

Zobacz wideo F1 22 NA PS5. Nowi kierowcy, najnowszy tor, duże zmiany w menu

Legendarna zagrywka z 2013 roku

League of Legends trafiło na komputery graczy już w 2009 roku. Trzeba przyznać, że od tamtego czasu gra, która pierwotnie powstała w umyśle dwóch studentów, przeszła sporą drogę. Jednym z elementów rozwoju jest powstanie ogromnej sceny esportowej. Pierwszego mistrza świata w LoL-u poznaliśmy już w 2011 roku. Wówczas tytuł trafił do Fnatic, które było reprezentowane przez Macieja "Shusheia" Ratuszniaka.

W przeciągu długich lat rywalizacji w oficjalnych spotkaniach ligowych lub turniejowych dochodziło do wielu fenomenalnych zagrań. Te na długie lata zapisały się w historii tytułu i są wspominane do dzisiaj. Jednym z nich jest historyczny pojedynek pomiędzy dwoma Koreańskimi zawodnikami specjalizującymi się w grze na środkowej alei - Lee "Fakerem" Sang-hyeokiem oraz Ryu "Ryu" Sang-wookiem.

Do pojedynku, a zarazem uwiecznionej na filmie sytuacji, doszło podczas finałów letnich rozgrywek Champions 2013. Mecz w formacie do trzech wygranych map rozpoczął się po myśli ekipy Ryu, czyli KT Rolster Bullets, które wyszło na dwupunktowe prowadzenie. To właśnie w tamtym momencie rozpoczął się pochód do zwycięstwa w wyniku SK Telecom T1 2. Do pojedynku pomiędzy Ryu a Fakerem, kiedy obaj kontrolowali postać Zeda, doszło pod koniec serii. Ta ostatecznie zakończyła się na korzyść SKT.

 

W niezwykle intensywnej wymianie Faker, który z pozoru znajdował się na przegranej pozycji, popisał się ogromnymi umiejętnościami mechanicznymi. Jego każdy ruch wyglądał na zaplanowany, omijając umiejętności wroga, jednocześnie doprowadzając do historycznej wygranej. Zagranie wzbudziło entuzjazm nie tylko komentatorów, lecz także społeczności. Na przestrzeni lat osoby chcące analizować League of Legends pochylały się nad nim wielokrotnie. Historyczny moment był także wykorzystywany do budowania narracji przed kolejnymi pojedynkami pomiędzy Fakerem i Ryu.

League of Legends EliseZmiany w League of Legends. Będą obowiązywać podczas mistrzostw świata

Wyjątkowa reguła w koreańskim LoL-u

Sprawne oko miłośnika League of Legends z całą pewnością zauważyło, że w meczu, z którego pochodzi pojedynek Ryu i Fakera jest coś nie tak. W aktualnych rozgrywkach esportowych LoL-a niemożliwe jest, aby dany bohater pojawił się w grze dwukrotnie. Wyklucza to przebieg fazy wyborów oraz wykluczeń postaci, w którym podstawową zasadą brak możliwości wybrania czempiona, który został zbanowany lub podebrany wcześniej przez przeciwną drużynę.

W historii esportu League of Legends istniała jednak pewna reguła, dzięki której po latach możemy z nostalgią wracać do zmagań dwóch Zedów. Obowiązywała ona tylko w rozgrywkach dedykowanych Korei Południowej i mówiła, że jeśli pojedynek w formacie best of five sprowadzi się do piątej mapy, wówczas wybór postaci przebiega nie w systemie turniejowym, lecz ślepego losu. Tryb ten nie zawiera w sobie możliwości wykluczania postaci, a także nie zezwala na podglądanie wyborów przeciwników. Dzięki temu w jednym meczu, po dwóch stronach barykady, mogły pojawić się te same postacie.

Reguła przestała obowiązywać w 2015 roku. Choć jej usunięcie zdecydowanie wpłynęło na integralność rozgrywek, zmniejszając element losowości w decydujących spotkaniach, społeczność nie była do tego mile nastawiona. W komentarzach zamieszczonych w Internecie wciąż można odnaleźć słowa oburzenia, twierdzące, że w ten sposób odbiera się jedną z najbardziej charakterystycznych części koreańskiego League of Legends.

Choć aktualnie pamięta się o niej zwłaszcza ze względu na pojedynek Fakera oraz Ryu, do dublowania postaci dochodziło wielokrotnie. Najczęściej drużyny decydowały się na wybór dwóch Shenów. To wkrótce stało się popularnym żartem, do którego odniesiono się na transmisji. Podczas jednej z relacji dwóch anglojęzycznych komentatorów nadawało w identycznych strojach Shena, bezpośrednio nawiązując do trendu.

Historię wspominają inni gracze

Choć od fenomenalnego zagrania minęło blisko dziewięć lat, te wciąż pozostaje na językach widzów, jak i profesjonalnych graczy League of Legends. W 2019 roku nowe światło na sytuację rzucił Choi "inSec" In-seok, aktualnie znany za swoje zasługi podczas gry na pozycji junglera. Zawodnik brał udział w spotkaniu, kiedy doszło do pojedynku pomiędzy Fakerem oraz Ryu. Wówczas przez krótki czas specjalizował się jednak w grze na górnej alejce.

inSec jest osobą, która mogła zupełnie zmienić przebieg wymiany z udziałem graczy z środkowej alei, jednocześnie kradnąć część chwały dla siebie. Grał on wówczas Shenem, którego umiejętność ostateczna pozwala na przeniesienie się do sojusznika, jednocześnie nakładając na niego tarczę pochłaniającą obrażenia. Jednak nie zdecydował się na interwencję, dlaczego?

O powodach swojej decyzji opowiedział podczas autorskiego livestreama. Przyznał, że Ryu idąc na spotkanie Fakerowi był niezwykle pewien swojej wygranej.  - Ten skurczybyk powiedział, że wygra. Że to zrobi. Oglądałem tę wymianę, po czym wróciłem wzrokiem na swój ekran - wspominał inSec, nie kryjąc w głosie emocji. Pewność siebie, złość i rozczarowanie szybko można przeczytać z mimiki midlanera KT Rolster Bullets, gdy jego twarz na chwilę pojawia się w kadrze tuż po spektakularnej przegranej.

Apex Legends, rusza sezon 13.Ban za wyzywanie. Twórcy popularnej gry na przeciw toksyczności

Kariery graczy potoczyły się w różne strony

W 2013 roku społeczność zwiastowała udana karierę zarówno Fakerowi oraz Ryu. Z perspektywy czasu łatwo nam ocenić, że te potoczyły się w zupełnie dwie różne strony. Faker został najbardziej utytułowanym graczem w historii League of Legends, a po pierwszy tytuł mistrza świata sięgnął zaledwie kilka miesięcy po historycznym pojedynku.

Koreańczyk do dziś pozostaje aktywny na profesjonalnej scenie, wciąż reprezentując barwy tej samej organizacji. Zmieniła się wyłącznie jej nazwa, wszak obecnie nazywa się po prostu T1. Faker podczas nadchodzących Worldsów stanie przed szansą na zdobycie czwartego tytułu mistrza świata w swoim życiu.

O Ryu, w porównaniu do Fakera, aktualnie słyszy znacznie mniej osób. W 2014 roku zawodnik zdecydował się na transfer do europejskich rozgrywek, gdzie reprezentował kolejno Millenium oraz H2k-Gaming. W kolejnych latach trafił do Ameryki Północnej, gdzie na dłużej związał się z 100 Thieves. Aktualnie, po powrocie z obowiązkowej służby wojskowej, rozpoczął karierę szkoleniowca. Swoje usługi świadczy akademii koreańskiej organizacji Liiv SANDBOX.

MOUZ NXT na WePlay Academy LeaguePolacy skutecznie wypromowani. Liga akademii kopalnią esportowych talentów

Więcej o: