Dlaczego polski Counter Strike jest na dnie? Wyniki jak u piłkarzy

Tak źle jeszcze nie było. Polskie drużyny CS:GO są na peryferiach wielkiego grania. Nie uczestniczymy w najważniejszych turniejach, gramy w ligach drugiej i trzeciej kategorii.
Polskie Virtus.pro
fot: ESL

Wisła All in! Games Kraków i Izako Boars to dwa popularne zespoły, który w ostatnich tygodniach przestały istnieć. Jeśli dodamy do tego bardzo mizerne wyniki naszych zespołów, uzyskamy obraz polskiej sceny Counter Strike'a, która nie daje kibicom ostatnio zbyt wiele powodów do radości. Dlaczego tak się stało?

Zobacz wideo Robert Lewandowski może wymusić zmianę numeru w Barcelonie. "Zamąci" [Sport.pl LIVE]

To wszystko wina Virtus.pro

Oczywiście to nie jest prawdą. Virtus.pro to rosyjska organizacja esportowa, która kilka lat temu zatrudniała święcący triumfy polski skład CS:GO. Nasi rodacy odnosili sukcesy na arenie międzynarodowej. Wygrywali ważne turnieje, takie jak ESL One Katowice 2014, który doczekał się wtedy najwyżej rangi "Major". Przez te wszystkie lata żyliśmy bardzo zakłamanym obrazem. Polacy odnosili sukcesy, więc wszystko było w porządku. Przyszłość jednak pokazała, że właśnie wtedy lekko się rozleniwiliśmy i przyzwyczailiśmy do dobrego. Nie dbaliśmy należycie o rozwój esportu w Polsce, a reszta Europy i świata odjeżdżała w szybkim tempie. Efektem tego, teraz polskie organizacje esportowe nie mają narzędzi, aby konkurować z najlepszymi drużynami na świecie.

(Nie)rozbudowane struktury i marketing

W polskich organizacjach esportowych brakuje profesjonalistów z krwi i kości. Mamy do czynienia ze swego rodzaju pętlą, którą będzie teraz trudno przerwać. Aby zatrudnić fachowca, który ma doświadczenie z zarządzania i marketingu w innej branży potrzeba pieniędzy. Jednak, aby je skutecznie pozyskiwać potrzeba... fachowców. Drużyny esportowe, z nielicznymi wyjątkami takimi jak AGO, należące m.in. do Bogusława Leśnodorskiego, nie potrafią skutecznie przekonywać sponsorów. Takie podmioty esportowe jak ESL Polska czy Polska Liga Esportowa udowadniają jednak, że w polskich warunkach można to robić. Często drużyny są utrzymywane przez jednego sponsora. Jeżeli sponsor znika, znika też drużyna.

G2 Esports czy FaZe Clan to jedne z popularniejszych marek esportowych na świecie. Organizacje te poza emocjami związanymi z drużynami esportowymi, oferują swoim kibicom coś więcej. Próbują stać się markami lifestyle'owymi z rozbudowanym merchandisingiem i ciekawymi influencerami. W Polsce koszulek esportowych w tej chwili nie sprzedaje praktycznie żadna drużyna. Każdy zespół zaczynał kiedyś od zera. Problem w tym, że najwięksi robili to kilka lat temu, a czas w esporcie leci wyjątkowo szybko. Może się okazać, że lata, które straciliśmy w Polsce, są już nie do nadrobienia. Fani piłki nożnej doskonale znają ten problem. O ile jakiś milioner lub szejk nie rzuci pieniędzy na stół, nie doczekamy się prawdopodobnie polskiej organizacji, która gra w topowych turniejach.

Nie uczymy się na błędach i źle budujemy drużyny

Budowa profesjonalnej drużyny esportowej nie jest taka łatwa jak mogłoby się wydawać. Skrzyknięcie piątki kumpli do wspólnej gry to już za mało. Oczywiście, czasami okaże się, że taka ekipa może osiągnąć sukces. Najczęściej jednak kończy się to porażką. Aby wszystko grało na serwerze, musi być również porządek poza nim. Tutaj ważną rolę do odegrania mają tzw. psychologowie esportowi, którzy często proszą, aby ich nazywać "Performance Coachami". Gdy hiszpańska organizacja MAD Lions budowała skład CS:GO pod wodzą polskiego trenera, Jakuba "kubena" Gurczyńskiego, zawodnicy przechodzili wiele rozmów, w tym z psychologiem, który pomagał odpowiednio dobrać zawodników do drużyny. Trzeba było ich dopasować pod względem myślenia, motywacji, ambicji. W Polsce zespoły buduje się "ad hocowo". Często w oparciu tylko o to, co widać na serwerze.

Jest jedna rzecz, której nigdy nie zrozumiem. Trenerzy, właściciele i menedżerowie nie uczą się na błędach. Jeżeli skład ma ambicje międzynarodowe, należy wziąć zawodnika, który sprawdził się w za granicą lub mocno się wyróżnia w polskich rozgrywkach. Tymczasem tzw. szufla w Polsce nie ma żadnych logicznych zasad. Jak w losowaniu lotto, następuje zwolnienie blokady i bierze się zawodników negatywnie zweryfikowanych na polskiej scenie i liczy się na cuda. One oczywiście nie nadchodzą i jak co pół roku kolejny raz włączamy maszynę losującą.

Trenerzy esportowi zwracają uwagę na pokoleniową zmianę. Młodsi zawodnicy są inni niż kiedyś, mają inne potrzeby i inaczej się zachowują. Wielu z nich nie ma mentalności zwycięzcy i zadowalają się pierwszym lepszym kontraktem, nie mając większych ambicji. Brakuje tego planowania kariery. Przeskok z małej drużyny do najpopularniejszej organizacji w Polsce często może się okazać bolesny. Polscy zawodnicy nie wytrzymują też próby nerwów podczas decydujących meczów kwalifikacji. Nie raz mieliśmy sytuację, że polska drużyna była o krok od awansu na dany turniej. Za każdym razem czegoś jednak brakowało.

Wszyscy chcą być Realem Madryt

Nie mierzymy sił na zamiary. W zdrowym ekosystemie esportowym mniejsze drużyny wyszukują perełki, szlifują je, a potem sprzedają silniejszym zespołom, które osiągają sukces. Ci pierwsi dostają pieniądze na utrzymanie i szkolenie kolejnych zawodników, więksi za to mają sprawdzonych zawodników, którzy pomagają osiągają dobre wyniki. Tutaj lubię zawsze podawać przykład duńskiej sceny i Tricked Esports. Dwie drużyny, które w ostatnim czasie stały się właśnie esportowym Ajaxem lub Dinamem Zagrzeb. Tricked kilka lat temu sprzedało cały swój skład do hiszpańskiego MAD Lions, domykając tym samym najwyższą transakcję w historii duńskiego CS:GO. Kilka miesięcy później wychowali kolejnego zawodnika, którego sprzedali do duńskiego Astralis. Ten co prawda się nie sprawdził, ale zawsze istnieje takie ryzyko. Żaden transfer nie daje gwarancji sukcesu.

W Polsce wszyscy chcą być Realem Madryt, nawet jeśli nie mają ku temu żadnych podstaw. Czasami lepiej zdać sobie sprawę z tego w jakim miejscu łańcucha pokarmowego się znajdujemy i po prostu dostosować swoją wizję do możliwości. W innym przypadku nadal będziemy błądzić i żyć marzeniami, które są nie do spełnienia.

Chciałbym kiedyś się dowiedzieć co sprawia, że w polskim CS:GO obecnie zgadza się niewiele rzeczy. Obawiam się, że to wina wszystkiego po trochu. Trudno będzie to wszystko naprawić bez profesjonalnych kadr i mam spore wątpliwości czy kiedykolwiek pod tym względem uda nam się dogonić wielkie światowe marki. Dobra wiadomość jest jedna - jest od czego się odbić, bo gorzej już być nie może.