To był rok G2 Esports. Polacy pokochali tamten zespół

Europa, choć uchodzi za jeden z najsilniejszych regionów LoL-a na świecie, nie sięga po międzynarodowe trofea. Zmianę trendu przyniósł historyczny skład G2 Esports, który wzbudził nadzieje na znacznie więcej.

Profesjonalne rozgrywki League of Legends mają ponad dziesięć lat. To niezwykle długa i interesująca historia, którą można zawrzeć przykrą klamrą: najważniejsze turnieje zawsze trafiały w ręce Azjatyckich formacji. Począwszy od mistrzostw świata w 2011 roku, do teraz najważniejsze trofeum nigdy nie trafiło do formacji wywodzącej się z innego kontynentu. Od czasu do czasu zachodnie formacje podejmują próby przerwania stanu rzeczy, a do najciekawszej z nich doszło w 2019 roku.

Zobacz wideo Esportowe abecadło. Poznaj najważniejsze pojęcia w League of Legends

Organizacja stworzona do wygrywania

Nikt nie zrozumie głodu esportowego zwycięstwa lepiej, niż sam zawodnik. Dla niektórych branża rywalizacji na płaszczyźnie gier komputerowych może stanowić wyłącznie biznes, jednak w przypadku Carlosa "ocelote’a" Rodrigueza Santiago zawsze widoczny był pociąg do osiągania jak najlepszych wyników.

Choć ocelote obecnie kojarzy się wyłącznie z nieco zbyt ekspresywnym właścicielem jednej z najpopularniejszych organizacji, sam niegdyś był graczem. Nieco nieokrzesanym, w przeszłości często zarzucano mu toksyczne zachowanie, jednak przede wszystkim zmotywowanym do ciągłego wygrywania. Jego kariera nabierała rozpędu wraz z całym esportem przy League of Legends, a reprezentowane przez niego SK Gaming uchodziło swego czasu za jedną z czołowych formacji Starego Kontynentu.

Wraz z upływem lat ocelote zmienił się z gracza w biznesmena. Jednym z najważniejszych kroków w jego karierze, który potem miał w znaczący sposób wpłynąć na całą branżę, było stworzenie własnej organizacji. Gamers2, które dopiero po upływie kilkunastu miesięcy zostało przemianowane na G2 Esports, już wraz z powstaniem zostało natchnione ambicjami swojego założyciela: przede wszystkim dążyć do zwycięstwa.

Rogue, Adrian 'Trymbi' Trybus, Worlds 2021LEC bez wyraźnego lidera. Trzecia kolejka wszystko skomplikowała

Wielokrotny mistrz Europy

Historia G2 Esports w najlepszych rozgrywkach Starego Kontynentu rozpoczyna się właściwie w 2016 roku. Zespół, w którego skład wchodził między innymi Mateusz "Kikis" Szkudlarek, zaledwie kilka miesięcy wcześniej wygrał Challenger Series, jednocześnie wygrywając miejsce w EU LCS-ie. Wówczas nie obowiązywał jeszcze format franczyzowy, przez co na najwyższy szczebel rozgrywek mogła dotrzeć każda drużyna, która w bezpośrednich barażach okazała się lepsza od najsłabszego przedstawiciela ligi.

Nie były to nieśmiałe początki. Wręcz przeciwnie, G2 Esports z przytupem weszło w wiosenny sezon wysyłając wszystkim rywalom jasny komunikat, że interesuje ich wyłącznie zwycięstwo. Nie był to jedynie blef podyktowany dobrymi wynikami w pierwszych tygodniach rozgrywek. W przeciągu dwóch lat organizacja czterokrotnie stanęła na szczycie podium Europy, odwiedzając wszystkie turnieje międzynarodowe.

Choć wyniki zespołu były bardziej niż zadowalające, a większość specjalizujących się w LoL-u organizacji przyjęłaby je bez śladu wątpliwości. Cel G2 Esports był jednak znacznie większy i wykraczał poza wąskie ramy regionu. Chodziło, rzecz jasna, o triumf nie tylko na tle Europy, lecz całego świata.

Piątka, która dała nadzieję

Na przestrzeni lat skład G2 Esports ewoluował. Zmiany zachodziły na wszystkich pozycjach z wyjątkiem środka, gdzie nieustannie królował Luka "Perkz" Perkovic. W 2018 do zespołu dołączyli Wunder, Jankos, Hjarnan oraz Wadid. Zespół zdecydowanie zaczął odstawać od czołówki Europy, po raz pierwszy od czterech splitów oddając pole Fnatic. Zespół mimo wszystko pojechał na Worldsy, gdzie po raz pierwszy w swojej historii osiągnął pułap półfinałów, pokonując po drodze Royal Never Give Up.

Największy jak dotąd sukces na mistrzostwach świata pokazał, że organizacja zmierza w poprawnym kierunku. Potrzebne były jednak kolejne szlify, aby wynik w kolejnym roku nie tylko utrzymać, ale poprawić. Wkrótce doszło do tego za sprawą dwóch naprawdę głośnych zmian.

Podczas kolejnych działań na rynku transferowym organizacja utrzymała większość składu. Wunder i Jankos utrzymali swoje pozycje, zaś Perkz dokonał transferu na dolną alejkę, gdzie wcielił się w rolę strzelca. Był to skutek pozyskania największej gwiazdy odwiecznych rywali. Z Fnatic do G2 Esports przeszedł bowiem Rasmus "Caps" Winther, jeden z najbardziej utalentowanych midlanerów Europy. Geniusz tego posunięcia rysował się w samych aspektach zakulisowych, wszak do transferu doszło zupełnie za darmo - organizacja ocelote’a zaoferowała lepsze warunki, gdy wygasł kontrakt gracza z dotychczasową formacją.

Piąty, a zarazem ostatni element zespołu stanowił Mihael "Mikyx" Mehle, wspierający, który miesiące wcześniej reprezentował Misfits Gaming. Gracz wyróżniał się umiejętnościami indywidualnymi, a jego relatywnie krótki staż i młody wiek dawał spore nadzieje na dalsze wzrosty w sprzyjającym do tego środowisku.

TrackmaniaPolak wicemistrzem świata. Zaskoczenie w świecie Trackmanii

Jeden cel: dominacja

Bez większych wątpliwości można uznać, że dla wielu fanów League of Legends rok 2019 zapadł jako jeden z najbardziej emocjonujących w wieloletniej historii. Naszpikowana gwiazdami wyjściowa piątka G2 Esports dawała jasny sygnał - był to czas triumfu Europy na tle całego świata. W obliczu tak ambitnego wyzwania przejście przez wiosenną edycję League of Legends European Championship było zaledwie drobnostką, która dopuściła zespół do Mid-Season Invitational 2019.

Turniej określany popularnym skrótem MSI, to jedna z dwóch okazji w ciągu roku, gdy w szranki stają zespoły ze wszystkich wiodących regionów. Z perspektywy Jankosa i spółki był to także pierwszy solidny sprawdzian na drodze do upragnionego celu, wygrania mistrzostw świata. Z początku zawodnikom nie szło najlepiej. Awans z fazy grupowej wywalczyli na 3. miejscu, załapując się na przedostatnią lokatę premiowaną udziałem w play-offach.

Zmagania w formacie drabinki turniejowej rozpoczęły się dla G2 Esports z wysokiego "C". Ich rywalem był koreański zespół, będący najbardziej utytułowanym na świecie SK Telecom T1. Spotkanie w formacie best of five sprowadziło się do pełnych pięciu map, rozpoczynając się zwycięstwem ze strony Koreańczyków. W kolejnej odsłonie starcia przedstawiciele LEC urwali pojedynczy punkt, jednak po trzeciej grze ich rywale znajdowali się w punkcie meczowym.

Z perspektywy oddanego fana europejskiej formacji spotkanie było istnym dreszczowcem, a jego piąta odsłona mogła przyprawić o dynamiczne skoki ciśnienia. Mecz jeszcze w fazie wyboru postaci pokazał adaptacje i unikalny styl G2 Esports. Z uwagi na przeszłość związaną z midem, Perkz wciąż czuł się świetnie grając magami. W decydującym, wygranym w niespełna 30 minut starciu, zespół postanowił wybrać na dolną aleję drugiego maga - Syndrę - jednocześnie w pełni przerzucając odpowiedzialność za fizyczne obrażenia na Jankosa i Wundera.

Awans do finału, względem niezwykle wymagającego półfinału, okazał się dla G2 Esports przysłowiową bułką z masłem. Tam, o dziwo, ich przeciwnikiem był zespół z Ameryki Północnej, Team Liquid. Mecz zakończył się w najkrótszym możliwym czasie, a podczas trzeciej potyczki Jankos i spółka udowodnili swoją wyższość jeszcze przed 20. minutą rozgrywki. Był to przełomowy moment w historii esportu, a Europa zdobyła pierwsze od 2011 roku międzynarodowe trofeum.

G2 Esports wygrało (prawie) wszystko

"Tak wygląda najwyższy poziom League of Legends i pochodzi on z Europy!" wykrzyczał jeden z komentatorów podczas ostatniej batalii w finale Mid-Season Invitational 2019. G2 Esports udowodniło swoją potęgę, zaznaczając chęć dominacji nie tylko w LEC-u, ale także na całym świecie. Letnie rozgrywki zapewniające wyjazd na mistrzostwa świata stały się zaledwie drobnostką, jednym z punktów na planie zakładającym triumf podczas najważniejszego turnieju LoL-a.

G2 Esports dotarło na Worldsy z jeszcze większą wprawą dominując po drodze europejskie rozgrywki zasadnicze, choć w play-offach League of Legends European Championship Fnatic stawiło zespołowi spory opór. Pochód do zwycięstwa rozpoczął się sprawniej niż podczas MSI. Podopieczni Grabbza niemal zdominowali fazę grupową, oddając 1. miejsce koreańskiemu Griffin, które dowiodło swojej wartości podczas dogrywki.

W play-offach też szło gładziej. W ćwierćfinałach Europejczycy pokonali DAMWON Gaming, zaś w półfinale ponownie przypieczętowali wyższość nad SK Telecom T1, tym razem pozwalając rywalom urwać wyłącznie jedną mapę. W ten sposób G2 po raz pierwszy w historii organizacji dotarło do finałów mistrzostw świata. Jednocześnie dokonali tego wystarczająco efektywnie, aby w oczach wielu stanowić faworytów do zdobycia prestiżowego tytułu.

Passa zwycięstw odwróciła się od G2 Esports w najgorszym możliwym momencie. Mówienie jednak, że była to kwestia szczęścia, byłoby sporym nadużyciem. W wielkim finale formacja z Europy została zdominowana przez chińskie FunPlus Phoenix, które nie straciło ani jednej mapy. Był to brutalny koniec marzeń nie tylko drużyny, ale licznego grona jej fanów. Brutalny koniec marzeń o przywróceniu tytułu mistrza świata Europie po ośmiu latach, gdy ostatni raz dokonało tego Fnatic dowodzone przez Macieja "Shusheia" Ratuszniaka.

Dark, profesjonalny gracz StarCrafta IIKoreańczycy wygrali w Walencji. Azjaci zdominowali turniej StarCrafta II

Za rok dadzą radę!

Przegrana w finale Worldsów nie była kwestią przypadku, nieszczęśliwego losu czy błędu gry. Z bolesną porażką ciężko było się pogodzić co bardziej oddanym fanom, nie mówiąc o zawodnikach, którzy dążąc do tego jednego meczu, dali z siebie wszystko w perspektywie ostatnich lat czy miesięcy.

Za rok miało być lepiej. To zdecydowanie dobra wymówka, którą niczym mantrę powtarzali fani. Dwanaście miesięcy na poprawę nawet minimalnych błędów i mistrzostwo trafi do Europy. Tak się jednak nie stało. W 2020 roku, pomimo wygrania wiosennych rozgrywek, G2 Esports nie pojechało na Mid-Season Invitational - turniej został odwołany z uwagi na pandemię koronawirusa. Worldsy zaś nie przyniosły oczekiwanej poprawy - tym razem formacja odpadła w półfinale przeciwko DAMWON Gaming, przyszłym mistrzom świata. Nie był to zły wynik, jednak nie zaspokoił ogromnego apetytu napędzanego sukcesami z przeszłości.

Piątka graczy, która wygrała Mid-Season Invitational 2019, wkrótce została rozbita. Jako pierwszy za ocean wyleciał Perkz, który otrzymał lukratywną ofertę od Cloud9. Jego miejsce zajął Martin "Rekkles" Larsson, kolejna gwiazda skradziona sprzed nosa Fnatic. Tragiczny, jak na standardy G2 Esports, 2020 rok doprowadził do ogromnych zmian w składzie, gdzie pozostali wyłącznie Jankos oraz Perkz. Zespół został uzupełniony przez BrokenBlade’a oraz młodych, lecz utalentowanych graczy na dolnej alejce: Flakkeda i Targamasa.

Kiedyś przyjaciele, obecnie - rywale

Historyczny skład G2 Esports z 2019 roku stanowił połączenie jednych z najlepszych graczy na poszczególnych pozycjach w historii Europy. Nic zatem dziwnego, że wciąż stanowią o sile regionu. Tym razem nie grają do jednej bramki, lecz rywalizują ze sobą o jak najlepsze pozycje.

Jankos oraz Caps jako jedyni pozostali w G2 Esports. Wunder odnalazł się w Fnatic, a pozyskanie go przez brytyjską organizację było chociaż symbolicznym rewanżem za podebranie gwiazdy środkowej alei, choć ci musieli wyłożyć na stół odpowiednią kwotę. Perkz po powrocie ze Stanów Zjednoczonych znalazł dla siebie miejsce w Team Vitality, gdzie gra w zespole gwiazd obok takich osób jak Alphari czy Carzzy.

Ciekawym przypadkiem jest z kolei Mikyx. Gracz, który po przesunięciu na ławkę rezerwowych nie trafił od razu do nowej drużyny. Po kilkumiesięcznej przerwie trafił do Excel, gdzie stanowi o potędze zespołu. Wraz z jego obecnością zespół po raz pierwszy odkąd dołączył do LEC, ma wysokie szanse na zajęcie dobrego miejsca.

Markus 'KJAERBYE' KjaerbyeMłody mistrz wrócił do gry po roku absencji. W lipcu zawita do Gdyni

Więcej o: