Rosyjski skład odkupiony przez Amerykanów. Esportowcy kosztowali milion dolarów

Organizacja potrzebowała zawodników, zawodnicy potrzebowali organizacji. Podpisując skład Gambit, Cloud9 trafiło szansę jak w totka. Rosyjska ekipa może ponownie wprowadzić amerykańską markę na najjaśniejsze salony esportowej sceny CS:GO.

Gambit Esports nie mogło dłużej utrzymywać pod swoimi skrzydłami sekcji CS:GO. Restrykcje narzucone w konsekwencji rosyjskiej agresji na Ukrainę doprowadziły do konkretnego ograniczenia dochodów, a dodatkowo nakazano im grę w neutralnych barwach, przez co nie mogli reklamować swoich sponsorów. Zdecydowano się sprzedać skład, a chętny szybko się znalazł. Okazało się nim Cloud9, które z hukiem wróciło na scenę CS:GO po roku przerwy.

Zobacz wideo Relacja z PLE GG Gaming Weekend

Mistrzowski skład Cloud9 za grosze

Rok 2021 minął Cloud9 pod znakiem eksperymentów. Bardzo kosztownych eksperymentów. Projekt, w który włożono wiele milionów dolarów, okazał się zupełnym niewypałem. Ściągnięci zawodnicy nie potrafili razem utworzyć zgranego kolektywu. Słabe wyniki i burzliwa atmosfera wewnątrz składu bardzo szybko skłoniła C9 do porzucenia całej koncepcji. "Chmury" tymczasowo wycofały się w cień.

W stanie hibernacji Cloud9 przeczekało dwanaście miesięcy. Z pewnością jednak ten okres nie został w zupełności zmarnowany. Organizacja lizała rany po poprzednich błędach, czekając jednocześnie na właściwy moment, aby ponownie włączyć się do rywalizacji na scenie CS:GO.

Takowa szansa pojawiła się w kwietniu. Wspomniane Gambit nie mogło dłużej bawić się w półśrodki, czekając na lepsze jutro. Nie zapowiadało się, ażeby miały zostać z nich zdjęte wszystkie ograniczenia. To blokowało dalszy rozwój całej struktury jak i samych zawodników, którzy w niej się znajdowali. 

Według doniesień Cloud9 zapłaciło za całą piątkę i trenera kwotę około miliona dolarów. Trzeba powiedzieć, że jest to całkiem przyzwoita kwota, biorąc pod uwagę, iż organizacja wykupiła czołową drużynę z czołówki światowego rankingu. Ceny na esportowym rynku stale się zmieniają - obecnie niektóre organizacje potrafią żądać nawet miliona dolarów za pojedynczego zawodnika. Tak jest chociażby w przypadku Virtus.pro i Mareksa "YEKINDARA" Galinskisa, który przez tak wysoką kwotę odstępnego nie może tak łatwo opuścić zespołu "Niedźwiedzi".

G2 Esports, PGLWielki test przed wakacyjną przerwą. Co może zmienić IEM Kolonia na esportowej scenie?

Rosjanie już się spłacają

Swój debiut nowy skład Cloud9 od razu zaliczył z wysokiej poprzeczki. Rosjanie pojechali na PGL Major Antwerpia 2022, gdzie typowano ich w roli jednego z faworytów. Poszło im słabo, z bilansem 1-3 prędko pożegnali się z turniejem. Mimo wszystko trzeba było na to patrzeć przez pryzmat pośredniej taryfy ulgowej. Drużyna przechodziła przez różnorakie perturbacje, dowiadując się o przenosinach do nowego pracodawcy ledwie dwa tygodnie przed startem rywalizacji. 

Jeszcze w maju Cloud9 poleciało do Dallas, aby zagrać tam w ramach turnieju Intel Extreme Masters. Belgijski blamaż podziałał na nich jak skuteczny kubeł zimnej wody - C9 zaliczyło może i wczesną porażkę z FURIĄ, lecz potem nie napotkali na swojej drodze żadnej przeszkody nie do sforsowania.

Więcej treści esportowych na Gazeta.pl.

Z Grupy B wyszli z trzeciego miejsca. W ćwierćfinałach po zażartej serii wygrali z FaZe Clanem. Zwycięstwo nad jedynką światowego rankingu, potwierdziło ambicje Cloud9, które do Dallas przyjechało z konkretnym celem - zdobyć trofeum. 

Półfinał z BIG również nie okazał się dla nich większym wyzwaniem, pomimo przegranej na starcie mapy. Cloud9 zapewniło sobie miejsce w finale, gdzie czekało na nich ENCE z trzema Polakami w składzie. I nad decydującym meczem nie ma co się specjalnie rozpowiadać. Polscy kibice nie mieli powodów do radości - Cloud9 wygrało 3:0. 

Pierwszy duży sukces wpadł na konto składu po przywdzianiu nowych barw. Może i w Dallas zabrakło kilku czołowych zespołów z Natus Vincere na czele, ale sprzątnięcie tytułu sprzed nosa FaZe, G2 czy ENCE to spore osiągnięcie. Nowe Cloud9 pokazało, że trzeba się z nim liczyć również na LAN-ach, odklejając łatkę drużyny, która radzi sobie dobrze tylko w formacie online.

Mikołaj Elazer Ogonowski, zawodnik StarCraft II dla Team LiquidPółfinały NationWars 7. Polscy esportowcy grają o mistrzostwo

Obiecująca przyszłość Cloud9

Dość niespodziewanie Cloud9 wróciło do gry na esportowej scenie CS:GO. Po latach inwestowania w amerykańsko-kanadyjskie kombinacje z okazyjną domieszką europejskich zawodników, C9 spróbowało czegoś zupełnie nowego. Wykorzystało szansę i rzuciło się na linę, przechwytując świetnie wyglądające Gambit. 

Rosyjska ekipa ponownie zameldowała się w czołowej piątce rankingu, tak jak miało to miejsce jeszcze za gry dla byłego pracodawcy. Kolektyw jest jedną z najdłużej trzymających się ze sobą kombinacji. Bez zmian wszystko utrzymuje się od września 2020 roku, kiedy to drużynę wzmocnił Abay "HObbit" Gasenow. Nawet przenosiny do Cloud9 nie rozbiły zgranego ze sobą składu.

W bardzo obszernym wywiadzie z HLTV obecną sytuację organizacji skomentował jej współzałożyciel, Jack Etienne.

Nigdy nie chcieliśmy opuszczać sceny CS:GO. To niesamowite, że fani Cloud9 tak szybko dostosowali się do nowego zespołu. Wszystko idzie bardzo dobrze. Próbujemy zapewnić zawodnikom wizy i przeprowadzić ich do któregoś z europejskich państw. 

Etienne przyznał również, że żałuje kasowego projektu z 2021 roku i chętnie odzyskałby wszystkie pieniądze, jakie organizacja w niego włożyła. Amerykanin liczy również na rozwój sceny CS:GO za oceanem, gdyż ta od dłuższego czasu jest w dużym kryzysie. Współzałożyciel Cloud9 jest jednak bardzo zadowolony z dotychczasowej współpracy z rosyjskim składem i liczy, że jego podopieczni będą stale rywalizować w najwyższych rangą turniejach.

Owen 'smooya' ButterfieldMógł być najlepszym graczem CS:GO na świecie? Wielki niewykorzystany potencjał

Więcej o: