Esport weselszy niż zazwyczaj. Ten turniej podbił serca fanów

Turnieje esportowe kojarzą się z wielkimi arenami i tysiącami widzów przed publicznością. Jak się jednak okazuje, na esportowej mapie świata są obecne wydarzenia, które pokazują, że o największe nagrody można rywalizować w iście domowej atmosferze.

Skandujące tłumy fanów, światła reflektorów i scena, której nie powstydziłby się najpopularniejszy popowy artysta. Tak potrafi prezentować się esport podczas najważniejszych rozgrywek. Jak się okazuje, aby walczyć o wysokie nagrody finansowe i prestiż zwycięstwa wystarczy jeden dom, sporo pasji i zamiłowania, co udowadniają turnieje HomeStory Cup w grze Starcraft II.

Zobacz wideo Relacja z PLE GG Gaming Weekend

Idealny proces w ewolucji

Esport w ostatnich latach zyskał wielu nowych fanów i odbiorców, którzy mogą nie kojarzyć pierwotnego wizerunku omawianego zjawiska. Rywalizacja na płaszczyźnie gier komputerowych nie od razu wypełniła największe areny na świecie. Pomijając wyjątek, jakim jest Korea Południowa, trend z początku skupiał relatywnie niewielką grupę zainteresowanych. Grono stale rosło, jednocześnie zwiększając potencjał zjawiska.

Prześmiewczo mawia się, że esport wywodzi się z piwnic graczy. Czy jednak jest to stwierdzenie dalekie od prawdy? Przecież to właśnie domowe zacisza dały początek wspólnej rywalizacji w sieci lokalnej. Te ewoluowały, najpierw przenosząc się do nieco większych pomieszczeń, sal gimnastycznych, aby dotrzeć na pokaźnych rozmiarów hale widowiskowe.

Dla niektórych kameralna atmosfera przypadła jednak do gustu na tyle mocno, aby zachować ją na długie lata. W ten sposób zrodziła się idea turniejów, które pozwalają graczom dosłownie poczuć się tak, jakby byli u siebie w domu.

StarCraft I: RemasteredPolski esportowiec rzucił wyzwanie Koreańczykom. To już 20 lat

Wystarczy dom, chęci i sporo pasji

Krefeld to średnich rozmiarów niemieckie miasto, które znajduje się nieopodal Dusseldorfu. Fani muzyki metalowej mogą kojarzyć je jako miejsce pochodzenia Blind Guardian. W przypadku szczególnej grupy fanów esportu kojarzony jest z wieloletnią serią turniejów HomeStory Cup rozgrywanych w StarCrafta II.

Te różnią się jednak od standardowych turniejów, które sympatycy kosmicznego RTS-a mogą oglądać podczas imprez pokroju Intel Extreme Masters Katowice czy poszczególnych przystanków DreamHack. Gracze nie występują bowiem na scenie, lecz swoje spotkania rozgrywają w gamingowym barze należącym do Dennisa "TaKe" Gehlena.

Jak się okazuje, nie zawsze tak było. Wcześniej gościły w jego salonie jego domu, lecz rozwój imprezy wymusił jej przeniesienie, gdyż dla wszystkich chętnych zaczęło najzwyczajniej brakować miejsca. Jak to się jednak wszystko zaczęło? W prosty sposób - w 2010 roku TaKe zaprosił do siebie ośmiu przyjaciół, którzy byli jednocześnie profesjonalnymi zawodnikami StarCrafta II.

Gracze wówczas rywalizowali o 500 EUR, jednak to nie pula nagród zwróciła uwagę społeczności. Była to niepodrabialna, domowa i kameralna atmosfera, która pozwalała na bliższy i bardziej autentyczny kontakt z zawodnikami, niż jest to zazwyczaj.

Rozrywka, której fani pragnęli

HomeStory Cup przypadł do gustu widzom, a pozytywny odbiór szybko skłonił Gehlena do organizacji kolejnych wydarzeń. Już po pięciu miesiącach Krefeld ponownie stało się miejscem rywalizacji dla fanów gry od Blizzarda. Wówczas liczba graczy wzrosła dwukrotnie, a pula nagród, z uwagi na pozyskanie sponsora, podskoczyła do 2800 EUR.

Już drugi przystanek był ogromnym postępem, a każdy kolejny dokładał do niecodziennej inicjatywy coś nowego. Wraz z nadejściem 2012 roku i piątej odsłony HSC, pula nagród została wywindowana do 25 tysięcy euro. Co ciekawe, turniej, kiedy ten pułap został osiągnięty po raz pierwszy był miejscem triumfu jednego z najlepszych polskich graczy SC2 w historii, Artura "Nerchio" Blocha.

Organizatorowi wystarczyły zaledwie dwa lata, aby ideę wspólnej rozrywki w salonie zamienić w pełnoprawne zawody. Te jednocześnie nie utraciły swojego charakteru. Gracze znajdowali się w relatywnie niewielkiej przestrzeni, która nakłaniała do komunikacji i wzajemnej interakcji. Te były nierzadko pokazywane na transmisjach, które pomimo profesjonalnej oprawy, zachowano w luźnej koncepcji, pozwalając sobie na odrobinę szaleństwa i spontaniczności.

Brak sztywnych reguł i formalnego podejścia dopuszczał wiele zabawnych sytuacji. Esportowcy grający w Twistera pomiędzy meczami? Proszę bardzo! Jeden z najpopularniejszych graczy StarCrafta śpiewający piosenkę "Let It Go" - też miało miejsce. Tradycją rozgrywek była wzajemna integracja profesjonalistów z fanami. Nierzadko ci byli zapraszani na sofę będącą odpowiednikiem stanowiska komentatorów.

 

Jedną z zabawnych sytuacji wspomina sam organizator turnieju w rozmowie z Esports Observer. W pewnym momencie na kanapie zasiadało czterech Koreańczyków. Ci nie potrafili za dobrze mówić po angielsku, a to właśnie w tym języku miała odbywać się transmisja. To sytuacja, która na turniejach dużego formatu nie miałaby prawa bytu, a tutaj spotkała się z dobrym przyjęciem ze strony fanów.

Co ciekawe, jednorazowo turniej odbył się poza domem i lokalem należącym do TaKe’a. Przy okazji dwudziestej, jubileuszowej edycji, organizator zabrał graczy na sztuczną tropikalną wyspę nieopodal Berlina. Dodatkowo turniej zaoferował wówczas rekordową pulę nagród, która wyniosła 53 tys. EUR.

Pojedynek Ninjy i Mr Beasta w League of LegendsWielki mecz esportowych influencerów. Stawką 150 tys. dolarów

HomeStory Cup zniknął na kilka lat

Ostatnia edycja turnieju, którą mogliśmy oglądać, odbyła się w 2019 roku. Następnie, z powodu wybuchu pandemii koronawirusa, zawody zostały wstrzymane na długi czas. Z całą pewnością była to przykra, lecz potrzebna decyzja podyktowana bezpieczeństwem i zdrowiem uczestników.

Nie oznacza to jednak, że TaKe zaszył się w Krefeld i nie dawał o sobie znać. Na przestrzeni 2020 i 2021 roku zorganizowano turnieje online o wymownej nazwie StayAtHome Story Cup. Podczas czterech edycji rozdano łącznie 20 tys. dolarów. Ciekawostką jest, że trzykrotnie triumfowali gracze z Europy - Serral oraz Clem. Pojedyncze zwycięstwo dla Korei zabezpieczył Stats.

Trzy lata bez HomeStory Cup to jednak zdecydowanie za dużo. Z takiego założenia wychodzi nie tylko społeczność, ale także gracze. Turniej już powróci już w lipcu jako część ESL Pro Tour. Szczegółów dotyczących puli nagród brak, jednak reprezentacja polskich graczy szykuje się świetna. W walce o trofeum zobaczymy Mateusza "Geralda" Budziaka, 

Krystiana "Krystianera" Szczęsnego, Grzegorza "MaNę" Komincza, Piotra "Spirita" Walukiewicza oraz Mikołaja "Elazera" Ogonowskiego.

Powrót esportu do stanu sprzed pandemii zdecydowanie cieszy. W przypadku HSC ta radość jest podwójna, wszak to nie tylko okazja do oglądania StarCrafta II na najwyższym poziomie. To także dawka esportowego humoru, którego nie można uświadczyć w żadnym innym miejscu.

ValorantNadchodzi franczyzowa liga w VALORANT. Riot Games otrzymało ponad 150 zgłoszeń

Więcej o: