Koniec profesjonalnej kariery był dla niego nowym otwarciem. Czołowy twórca gamingowy

W minionej dekadzie Michael "Shroud" Grzesiek stał się jedną z twarzy amerykańskiego esportu. Porzucił to jednak na rzecz kariery w internecie, co zszokowało jego fanów. Trudny wybór doprowadził go jednak na szczyt w branży streamingowej.

Sierpień 2017 roku. Cloud9 odsuwa od aktywnego składu Jordana "n0thinga" Gilberta i Michaela "Shrouda" Grześka. Ruch wzbudza ogromne poruszenie i zaskoczenie społeczności CS:GO. Na tym jednak plotki nie milkną, gdyż Grzesiek zapowiada, że przestaje aktywnie grać profesjonalnie w Counter-Strike'a. Oficjalnie tą decyzję potwierdzi dopiero w kwietniu 2018 roku, ale od rozstania z Cloud9 w zasadzie nie będzie już rywalizował w żadnej liczącej się rywalizacji. Domknięcie pewnego rozdziału staje się jednak początkiem innej historii - tą "Shroud" pisze do dziś. W jaki sposób stał się jednym z największych twórców internetowych na świecie?

Zobacz wideo Relacja z PLE GG Gaming Weekend

Początki "Shrouda" w esporcie

Pierwsze kroki "Shrouda" w esporcie wcale nie należały do typowego początku drogi profesjonalnego gracza. Grzesiek od początku prowadził bowiem transmisje na żywo, grając półzawodowo z różnymi sklejkami zawodników. To właśnie one zapewniły mu rozgłos i wypromowały w esportowych kuluarach. 

Dużo streamowałem. To była dobra forma skautingu poprzez oglądanie transmisji.

Ogromną pasję do gier i komputerów Grzesiek dzielił ze swoim ojcem. Konkretnym tytułem, który przyciągnął jego uwagę na długo było właśnie CS:GO. Stopniowo polepszał swoje umiejętności, wraz z powiększaniem kanału na Twitchu. W esporcie dostał szansę w 2014 roku. Związał się na dłużej z Cloud9, które oferowało mu rozległe opcje rozwoju. 

Pozytywne symptomy zmiany można było zaobserwować po Cloud9 w 2015 roku. Zespół zaczął liczyć się na arenie międzynarodowej, co przełamało wreszcie niemoc regionu amerykańskiego w CS:GO. "Shrouda" chwalono za umiejętności indywidualne i etykę pracy. Pojawiały się opinie, że nie ma w USA i Kanadzie zawodników, którzy równaliby się z nim na tym polu. Niesamowite zagrania zaczęły być również wizytówką jego transmisji. Chociaż "Shroud" coraz mniej nadawał na żywo ze względu na obowiązki zawodowe, tak nadal przyciągał wielotysięczną publikę.

Na pierwszy duży sukces Cloud9 czekało jednak do 2016 roku. Udało mu się wtedy wygrać 4. sezon ESL Pro League, mimo że nie było wcale faworytem. "Chmurom" brakowało jednak regularności, aby rozpocząć serię lepszych wyników. Tym samym w kolejnych miesiącach radzili sobie ze zmiennym szczęściem. Przełamanie nadeszło na ESL Kolonii w 2017 roku. Amerykańska ekipa ponownie zaskoczyła, dochodząc do finału - tym razem zabrakło jednak siły, ażeby wygrać z SK Gaming i to Brazylijczycy zgarnęli. Jak się okazało, Kolonia była ostatnim duży podrygiem "Shrouda" w esportowej karierze.

VALORANTNowości w VALORANT. Mapa i specjalne atrakcje dla graczy

Utrata zapału i emerytura

Przez te wszystkie lata w Cloud9 sporo się zmieniło. Z oryginalnego tworu pozostali tylko "Shroud" i "n0thing". Krótko po finale w Kolonii organizacja dość zaskakująco i tą dwójkę przesunęła do rezerw. Coś wisiało w powietrzu, bo żadne znaki na niebie i ziemie nie zapowiadały tak radykalnych zmian. Gilbert powoli szykował się do zejścia ze sceny po latach rywalizacji na najwyższym poziomie w kilku z odsłon Counter-Strike'a. Wydawało się jednak, że Grzesiek będzie kontynuował swoją karierę dalej. W końcu, dlaczego "Shroud" miałby odwieszać myszkę na kołku, kiedy społeczność ponownie uwierzyła w siłę amerykańskiego CS:GO? Sęk w tym, że to sam "Shroud" stracił wiarę - i to w całą swoją przyszłość w esporcie.

Więcej treści esportowych na Gazeta.pl.

Transmisje prowadzone przez "Shrouda" przestały kręcić się tylko i wyłącznie wokół CS:GO. Wielu jego fanów było zirytowanych tym faktem. W ich oczach jako profesjonalny zawodnik powinien cały czas być w treningu, luźniejszym bądź poważniejszym. Tymczasem Grzesiek próbował swoich sił w nowych tytułach, coraz bardziej skupiając swoją uwagę na zdobywających popularność grach typu "Battle-Royale". Szczególnie urzekł go PUBG.

W ostatnich miesiącach pobytu w Cloud9 "Shroud" ewidentnie usuwał się w cień. Przestawał być wiodącym zawodnikiem, oddając pałeczkę innym. Stał się graczem wspomagającym, typowym "supportem", który działał przede wszystkim pod dobro kolegów. Trudno nie ulec wrażeniu, że po części zszedł do boku, gdyż CS:GO powoli przestawało go pasjonować. 

Dlatego przesunięcia na ławkę nie odebrał negatywnie. Dostrzegł w tym dla siebie furtkę, przez którą mógł wyjść z esportowego świata. Trudno było w to każdemu uwierzyć, ale "Shroud" naprawdę z niej skorzystał.

Zagadałem właściciela Cloud9: "Hej, chciałbym odejść. Bardzo chętnie zostanę waszym wsparciem, ale spróbowałbym pełnowymiarowego streamowania."
Czułem, że to dla mnie odpowiedni moment. Bardzo cieszyła mnie gra w PUBG. Zacząłem tracić pasję do rywalizacji. Chciałem po prostu odpocząć i pograć dla samego siebie.

Gracze czekają na tę kartę. Kiedy polska ikona w FIFA 23?Gracze czekają na tę kartę. Kiedy polska ikona w FIFA 23?

Pasja do streamowania

To właśnie na streamach zaczęła się jego przygoda. To ta płaszczyzna sprawiła, że zaangażował się w esport i gaming na całe życie. Po "Shroudzie" zawsze było widać, że nadawanie dla swoich widzów daje mu ogromną przyjemność oraz satysfakcję. Potrafił robić show, chociaż wcale nie miał porywczego czy żywiołowego charakteru. Ot spokojny Kanadyjczyk, który po prostu umie dobrze klikać w gierki. Nigdy nikogo nie udawał.

I choć decyzja o emeryturze zszokowała jego fanów, tak Grzesiek bardzo szybko zaczął wykręcać na Twitchu liczby, jakich nigdy wcześniej nie notował. Na przestrzeni sześciu miesięcy od odejścia z Cloud9, zanotował dwukrotny wzrost średniej liczby widzów - sięgnęła ona 40 tysięcy osób. Te statystyki tak naprawdę nie spadały, a jedynie rosły w oczach.

"Król reddita", którego klipy zalewały całą witrynę. Facet, który był znakomity w każdej grze, jakiej tylko się dotykał. Tak jak stał się twarzą esportu, tak został również wizytówką gamingu. Obecnie bowiem Grzesiek jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych streamerów na świecie. Jego nick stał się swoistą marką - dosłownie, bowiem "Shroud" wypuścił m.in. własne ubrania, sprzęt komputerowy, a nawet kawę. 

Wydaje się, że Grzesiek po prostu jest do tej branży stworzony. Bez względu na to, czego się dotknie, zamienia to w złoto. Idzie bardzo świetlaną drogą, choć nie raz wróżono mu potknięcie. "Shroud" jest niepodrabialny i niepowtarzalny. Idealnym domknięciem tego tekstu będzie wypowiedź na temat byłego kolegi z drużyny Jordana "n0thinga" Gilberta

Co bym powiedział o Mike'u? Po prostu czujesz, że on jest sobą. Zawsze robi to, co chce. Chce się napić piwa? Napije się piwa. Nie chce wypić z tobą drugiego? Nie wypije z tobą drugiego. Nigdy nie robi niczego na siłę. Mike jest taki po całości.

Mistrzowie świata sezonu 2, League of LegendsMistrz świata League of Legends handlował narkotykami. Przyznał się do winy

Więcej o: