Polski esportowiec rzucił wyzwanie Koreańczykom. To już 20 lat

Esport skrywa wiele historii, które były opowiedziane stanowczo zbyt mało razy. Jedna z nich wydarzyła się na początku tego stulecia i doprowadziła do zdobycia 1. medalu World Cyber Games dla Polski.

Choć esport to zjawisko relatywnie nowe, jego historia to już kilka dekad. Przez długie lata doszło do wydarzeń, które z perspektywy czasu wydają się niezwykle imponujące, będąc przy tym niemal zapomniane. Przybliżmy się wspólnie do wydarzeń z 2002 roku, gdy Artur "Blackman" Michalak sięgnął po brązowy medal World Cyber Games 2002.

Zobacz wideo Marcin Gortat i Bogusław Leśnodorski zainwestowali w żyłę złota. Biznes marzeń

Czasy, których obecny esport nie pamięta

Jest rok 2002. Polska jako kraj jest członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego od zaledwie trzech lat, dołączenie do Unii Europejskiej to mrzonka przyszłości, a w Pałacu Prezydenckim zasiada Aleksander Kwaśniewski, który znajduje się w połowie swojej drugiej kadencji. Korea Południowa przy współpracy z Japonią organizuje Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, gdzie biało-czerwoni w fazie grupowej odpadają z 4. miejsca, między innymi po porażce przeciwko gospodarzom z Półwyspu Koreańskiego.

Starsza część odbiorców sportów elektronicznych z pewnością pamięta te wydarzenia. Młodsza zaś niekoniecznie, wszak uśredniony wiek odbiorcy esportu to 26 lat. Dla niektórych linia czasu rywalizacji na płaszczyźnie gier komputerowych zaczyna się wraz z poznaniem League of Legends, czy pierwszym streamem z turnieju CS-a na Twitchu włączonym z polecenia kolegi ze szkolnej ławy. I właśnie dlatego historia pierwszego polskiego sukcesu na arenie międzynarodowej może być jeszcze ciekawsza.

Poznajcie historię Blackmana, Artura Michalaka, pierwszego polskiego medalistę World Cyber Games w historii esportu.

Mistrzowie świata sezonu 2, League of LegendsMistrz świata League of Legends handlował narkotykami. Przyznał się do winy

Profesjonalny gracz z Mielca

Mistrzowie danej dziedziny nie od razu rodzą się na szczycie. W przypadku bohatera tekstu, nawiązując do nomenklatury z gier komputerowych, lokacją startową był Mielec. To właśnie niewielkie miasto położone w województwie podkarpackim było domem dla Artura Michalaka, który swoje dzieje na długo miał związać z pierwszą odsłoną StarCrafta. Już samo zdobycie własnej kopii gry okazało się wyzwaniem, wszak premierę w Polsce zaplanowano na kilka miesięcy po dostarczeniu tytułu reszcie świata.

Blackman w posiadanie gry wcześnie, wykorzystując znajomości. Pudełko z grą, wszak wtedy o wersjach cyfrowych nikt nawet nie marzył, trafiło do niego wprost z Londynu. Przywiózł je tata kolegi, który z uwagi na wykonywany zawód często odwiedzał Wielką Brytanię. Dzięki temu nastolatek z Polski miał okazję szybko zapoznać się z tytułem, który na dobre odmienił jego najbliższe lata.

Obecnie, aby stać się lepszym w danej grze komputerowej, wystarczy wpisać trafną frazę w internetową wyszukiwarkę. Wówczas było inaczej - rozwój Internetu dopiero miał nabrać rozpędu, a szczęśliwcy szczycący się posiadaniem własnego modemu, musieli liczyć się z ogromnymi kosztami połączenia. Dlatego Blackman postawił na samodzielną naukę, symulując pewne sytuacje wewnątrz gry z wykorzystaniem botów, a następnie analizując wyniki przy pomocy ręcznie wykonywanych notatek. To właśnie z takim przygotowaniem udał się na swój pierwszy turniej - mistrzostwa Polski.

Wylot do Korei Południowej

Debiutem w turnieju esportowym były dla Blackmana mistrzostwa Polski, które odbywały się w jednej z umiejscowionych w centrum Warszawy kafejek internetowych. Podczas zawodów Michalak wykorzystywał dobrodziejstwa losowej rasy, przez co zyskał sporo na starcie każdej potyczki - był to element zaskoczenia, wszak rywal, dopóki się nie upewnił, nie wiedział jaką taktykę stosować. Niekonwencjonalna strategia się sprawdziła, a wówczas 13-letni miłośnik StarCrafta zajął 2. miejsce w kraju. Nagroda? Obecnie zaledwie 500zł, które wówczas było bliskie płacy minimalnej w Polsce.

Blackman wiedział, że StarCraft jest ścieżką, którą chce choć przez jakiś czas podążać. W kolejnych miesiącach zdecydował się na wybór jednej rasy - Zergów. Wówczas marzeniem każdego zachodniego esportowca kosmicznego RTS-a było sprawdzenie się na rozgrywkach najwyższego kalibru. Obecnie zależnie od gry mówimy o Worldsach w League of Legends czy Majorze w Counter-Strike: Global Offensive. Wtedy było nieco prościej - wszystko bowiem sprowadzało się do turnieju określanego mianem cyberolimpiady, World Cyber Games.

WCG było konceptem unikatowym, wszak gracze nie tylko reprezentowali swoje nazwisko czy drużynę, jeśli takową mieli, lecz przede wszystkim kraj. Polska po raz pierwszy uzyskała możliwość udziału w rozgrywkach w 2001 roku, jednak Blackman wówczas nie zdołał przejść przez lokalne kwalifikacje. Kolejna okazja przyszła po dwunastu miesiącach i tym razem nie została zmarnowana. Szesnastolatek zagwarantował sobie podróż do Korei Południowej, przybliżając się do największego sukcesu swojej kariery.

Robert 'Patsi' IsjanowSpirit z głośnym sprzeciwem. w0nderful nowym graczem

Zaznaczenie swojej pozycji

W październiku 2002 roku organizatorzy World Cyber Games dokonują ostatnie szlify w przygotowaniach do turnieju, który na długie lata zapisze się w historii polskiego esportu. Blackman z polskiej codzienności, gdzie gry komputerowe są otwarcie demonizowane w mediach głównego nurtu, trafia do kraju, w którym jego umiejętności mogą pozwolić na występy w telewizji.

Wylot szesnastolatka był stresujący z wielu powodów. Nie tylko stanął przed szansą na udowodnienie swojej wyższości. Dodatkowo musiał odnaleźć się w kraju, gdzie z uwagi na barierę językową musiał posługiwać się gestami, licząc, że rozmówca dojdzie do wniosków choć trochę podobnych do oryginalnych zamiarów nadawcy. Negatywne emocje nie wpłynęły jednak na dyspozycję Blackmana, który w fazie grupowej okazał się najlepszy spośród ośmiu zawodników.

Foreignerów, czyli graczy StarCrafta spoza Korei Południowej, nie brało się jednak wówczas na poważnie. Blackman musiał udowodnić swoje umiejętności nie przeciwko ludziom z Europy czy obu Ameryk, a właśnie Azjatom. Na starcie z przedstawicielem gospodarczy nie musiał długo czekać, wszak doszło do niego w drugiej rundzie play-offów. Aby tam dotrzeć, Polak pokonał najpierw ukraińskiego gracza Nirvanę.

Starcie z EsSayem, graczem pochodzenia koreańskiego było przełomem w postrzeganiu Blackmana. Mecz rozgrywano w formacie do dwóch zdobytych punktów, a dwie pierwsze odsłony starcia nie przyniosły rozstrzygnięcia. Ostatnia mapa nie rozpoczęła się po myśli Michalaka, któremu rywal szybko zadał bolesny cios. Opanowanie i wielogodzinne doświadczenie pozwoliło jednak na ustabilizowanie rozgrywki, co ostatecznie doprowadziło do triumfu Polaka.

Blackman kontra najlepsi gracze świata

Po pokonaniu EsSaya, Blackman natrafił na rosyjskiego gracza Rangera, który szybko został zmuszony do uznania wyższości Zerga. To było kluczowe zwycięstwo, wszak pozwoliło Polakowi na zagwarantowanie sobie miejsca na podium oraz na awans do finałów drabinki wygranej. Tam Michalak miał zmierzyć się z BoxeRem, absolutną legendą StarCrafta tamtych czasów. To zdarzenie równie emocjonujące, jak gdyby obecnie w pełni polska drużyna miała stanąć w szranki z dowodzonym przez Fakera składem T1.

Mecz przeciwko zawodnikowi z Rosji był ostatnim, który zakończył się zwycięstwem Blackmana. BoxeR z mistrzowską precyzją rozprawił się z Polakiem. Powodów porażki można doszukiwać się w wielu aspektach, między innymi stresie związanym z pierwszym występem na wielkiej scenie przed publicznością. Największą różnicę zrobiły jednak umiejętności.

Porażka wiązała się ze spadkiem Blackmana do drabinki przegranych, gdzie jego rywalem okazał się inny Koreańczyk, Yellow. Przebieg spotkania był podobny. Jednostronna dominacja ze strony Azjaty sprawiła, że Michalak szybko stracił nadzieję na rewanż przeciwko BoxeRowi w finale. Jasnym się stało, że brązowy medal to wszystko, na co mógł liczyć reprezentant Polski podczas WCG 2002.

Swastyka, powrót do kraju i dalsza kariera

Znalezienie się na najniższym szczeblu podium może wywoływać niedosyt, lecz w realiach 2002 roku i rywalizacji na płaszczyźnie StarCrafta II był to niewyobrażalny sukces. Radość Polaka szybko została przygaszona, gdy na symbolicznym czeku za zajęcie 3. miejsca odkrył namalowaną swastykę. Wówczas nawet nagroda pieniężna mogła smakować nieco gorzej.

No właśnie, pieniądze. Na tak dużym turnieju jak World Cyber Games nie grało się o podkładkę i pamiątkową koszulkę. Turniej StarCrafta dysponował pulą nagród w wysokości 43 tys. dolarów, z czego w ręce Polaka trafiło 5 tys. dolarów. Biorąc pod uwagę obecne warunki na scenie esportu, wydaje się to niewiele. Z perspektywy tamtejszych czasów były to ogromne pieniądze. Kurs dolara oscylował w okolicach 4zł, zaś minimalne wynagrodzenie 1 stycznia 2003 roku podniesiono do 800zł. Wygrana była więc małą fortuną, która, jak wspomina Blackman, posłużyła zakupowi komputera, doprowadzeniu do domu Internetu, a potem szybko się rozeszła.

Występ na WCG 2002 był zdecydowanie najjaśniejszym punktem w całej karierze Blackmana. Ten zaraz po powrocie z Korei nie skończył kariery - wbrew przeciwnie, ta nabrała rozpędu. Został graczem Meet Your Makers, wówczas jednej z popularniejszych organizacji, a w kolejnych latach było mu dane ze StarCraftem poznać spory kawałek świata.

Ostatecznie Artur Michalak nie poświęcił się grze na dłużej. Jego priorytetem zawsze była nauka, a zdanie matury postawił ponad możliwość kontynuowania przygody profesjonalnego gracza w Korei Południowej. Z biegiem czasu StarCraft w jego życiorysie stawał się tylko ciekawostką, którą mógł chwalić się na studiach. Obecnie w wieku 36 lat i rozwiniętej karierze programisty, został natomiast wyłącznie wspomnieniem.

Jednym ze źródeł dotyczących historii Blackmana jest książka "Polski e-sport" autorstwa Karola Kopańko.

Polt podczas turnieju StarCrafta II, Intel Extreme Masters Katowice 2016Poświęcił życie esportowi. Kariera ze zwrotami akcji

Więcej o: