Sentymentalny IEM Dallas dobiegł końca. Polacy polegli w finale

Pomajorowy turniej w Dallas przyniósł wiele nieoczywistych konkluzji. Samo zwycięstwo Cloud9 można uznać za sporą niespodziankę, choć polscy kibice z pewnością największą wagę przywiązali do świetnego występu ENCE.

Esportowy tydzień w Dallas dobiegł końca. Działo się niemało, samemu CS:GO powrót na amerykański grunt wyszedł dobrze. Kolejny turniej po okresie pandemicznej izolacji udało się zorganizować z udziałem publiczności, a ta nie zawiodła. Nie rozczarował również sam przebieg turnieju.

Zobacz wideo Relacja z PLE GG Gaming Weekend

ENCE podbiło serca polskich fanów - ponownie

Dziesiątki tysięcy polskich kibiców na transmisjach, którzy oglądali IEM Dallas od samego początku do końca. ENCE turniej swoim meczem otworzyło i zamknęło. Udało się wygrać wszystkie poza jednym - niestety w finale Cloud9 nie dało żadnych złudzeń zespołowi polskiego tercetu, wygrywając 3:0. 

Ale to i tak był naprawdę dobry występ. Polska społeczność CS:GO dawno aż tak nie żyła żadnym turniejem jak tym w Dallas. Nawet na Majorze w Antwerpii, kiedy ENCE dochodziło do półfinałów, nie wzbudziło to poruszenia na taką skalę. 

Wszystko oczywiście podbiła pośrednio wyjątkowa obecność w składzie drużyny Janusza "Snaxa" Pogorzelskiego, który będąc dowołanym na ostatni moment, spisał się po prostu znakomicie. Zawodnik pokazał, że pomimo braku gry na tak wysokim poziomie, nadal ma to coś. Pogorzelski zrobił sobie świetną reklamę występem w Dallas, dzięki czemu już łączy się go z konkretnymi formacjami z czołówki. Czy rzeczywiście "Snax" zapracował sobie na lukratywny transfer, to niedaleka przyszłość pokaże.

Kolejne dobre występy doliczyli sobie również Olek "hades" Miśkiewicz z Pawłem "dychą" Dychą. Generalnie trzeba powiedzieć, że ENCE sprawnie wybrnęło z tarapatów. W zasadzie cały zespół zasługuje na pochwałę. Wyniki zresztą najpewniej przełożą się na awans w rankingu światowym - drużyna przeskoczy z trzeciego na drugiego miejsce w zestawieniu.

Emmanuel Macron, G2 EsportsFrancja idzie w parze z esportem. Emmanuel Macron otrzymał specjalny prezent

Cloud9 nie tylko systemem online żyje

Gdy obecny skład Cloud9, grając jeszcze pod banderą Gambit, zanotował znaczący zjazd jakościowy po powrocie do systemu z turniejami stacjonarnymi, sugerowano, że Rosjanie są zwykłymi "onlinersami". Tłum ich peszył, popełniali więcej błędów, a dużo bardziej doświadczeni rywale bezwzględnie to wykorzystywali. Najwyraźniej jednak potrzeba było trochę czasu, aby młody skład dostosował się do nowych warunków. IEM Dallas bowiem zaprezentował Cloud9 z zupełnie innej strony.

Nie mieli łatwo. Do samego końca musieli walczyć o wyjście z grupy. Na starcie ćwierćfinałów musieli zmierzyć się z FaZe Clanem - jedynką światowego rankingu. Była to jedna z najlepszych serii całego turnieju. Pełne, obfite trzy mapy. Bardzo wyrównane i zacięte. Na finiszu to właśnie "Chmury" wyszły górą z konfrontacji.

Więcej treści esportowych na Gazeta.pl.

W półfinałach też poprzeczkę zawieszono wysoko, a w zasadzie zrobiło to niemieckie BIG. Miało ono szansę odprawić C9 do domu, ale Rosjanie zdołali w brawurowym stylu odbić się po pierwszej mapie, a w efekcie zapewnić sobie awans do finału.

Decydujący mecz z ENCE to podręcznikowy występ od Cloud9. Na pierwszej mapie, Mirage'u, początkowo pojawiły się kłopoty. Fińska organizacja prowadziła 10:5 do przerwy. Po zamianie stron C9 zdołało jednak złapać odpowiedni rytm. Kluczowym momentem było wygranie sytuacji 2v3 przez Timofieja "interza" Jakuszina i Wladislawa "nafany'ego" Gorszakowa. Cloud9 wyrównało, a następnie wyprzedziło przeciwników w kluczowym etapie starcia.

Dwie pozostałe mapy były już czystą formalnością. ENCE, jakby podłamane pierwszą mapą, nie potrafiło włączyć się do rywalizacji. "Chmury" wygrały cały mecz do 3:0 i nie było wątpliwości, komu należy się trofeum.

Pierwsze skrzypce w Cloud9 grali przede wszystkim najmłodsi Dmitri "sh1ro" Sokołow i Sergiej "Ax1Le" Ryktorow. Ten drugi zdobył nawet medal MVP całego IEM Dallas. Rating 1.32 wykręcony przez Ryktorowa mówi sam za siebie. Błyszczał i on i całe Cloud9, uciszając swoimi dokonaniami pokaźne grono krytyków.

Nico 'nicodoz' TamjidiDuńska rewelacja traci dwóch zawodników. Fnatic rozpoczyna kampanię transferową

Czy "ZywOo" powinien opuścić Vitality?

Mathieu "ZywOo" Herbaut może być już zmęczony porządkiem panującym w Vitality. Przez lata wszystko w zespole opierało się przede wszystkim na nim. Przebłyski się zdarzały, ale w gruncie rzeczy drużyna nigdy nie realizowała pokładanych w niej nadziei. Na obecny rok postawiono więc na nowość i świeżość. Dokonano gruntownych zmian, a projekt kosztował organizację wiele milionów dolarów.

Kilkukrotnie już pisaliśmy na naszej stronie o efektach owej przebudowy - a w zasadzie o ich braku. Vitality gra jeszcze gorzej niż w minionym sezonie. Francuska formacja ma problem z trzymaniem się czołówki, zazwyczaj kończąc turnieje w środku bądź na końcu stawki. Jest po prostu źle, a symptomów poprawy nie widać. Skoro jednak Vitality nie zapowiada żadnych zmian, to może wypada przyjrzeć się tematowi z nieco innej strony.

Co bowiem jeśli to sam Herbaut zdecydowałby się opuścić Vitality. Nie byłby to łatwy do wykonania ruch, bo Francuz jest związany z organizacją kontraktem i gra w niej praktycznie od początku swojej profesjonalnej kariery. Choć jednak "ZywOo" zgarniał dwukrotnie tytuł najlepszego gracza CS:GO, tak na jego liście cały czas pozostaje wiele punktów do odhaczenia z Majorem na czele. W ubiegłym roku dokonał tego jego bezpośredni konkurent, Aleksandr "s1mple" Kostyliew. Wydaje się, że Herbaut nieprędko mu dorówna, a na pewno nie pozostając w Vitality.

Przenosiny mogłyby być świeżym oddechem dla Herbauta, którego wydaje się potrzebować. Transfer Francuza byłby jednak wielomilionową transakcją. Potencjalny inwestor musiałby przystosować swoją drużynę właśnie pod "ZywOo", bowiem takim typem zawodnika jest sam gracz. Niewątpliwie ma ponadprzeciętne umiejętności, co udowadniał nie raz, ale czy ktoś obecnie ma możliwości i chęci, aby na niego postawić? Wątpliwe.

FaZe Clan, PGL Major Antwerpia 2022Droga do mistrzostwa pokazana zza kulis. FaZe Clan pokazuje jak wygrał Majora

MOUZ zagubiło się we własnych konceptach

MOUZ nie ma się najlepiej. Od utraty Robina "ropza" Koola organizacja nie umie sklecić stabilnej ekipy, która dowoziłaby regularne wyniki. Były eksperymenty z różnymi zawodnikami, a także akademią MOUZ NXT, ale próżno upatrywać idących za tym pozytywów. Jest słabo i nie zapowiada się na poprawę. "Myszy" ewidentnie muszą spróbować czegoś nowego.

W zasadzie więcej elementów budzi wątpliwości niż jest pewna, dlatego nie zdziwi fakt, jeśli MOUZ zupełnie zdekonstruuje swoją ekipę. W akademii jest kilku ciekawych zawodników z Dorianem "xertioNem" Bermanem na czele. Na rynku wolnych agentów też można polować na ciekawe kąski. Potrzeba jednak odwagi, podpartej potem sumienną pracą, aby podnieść markę z kolan.

Pogarszająca się sytuacja może za to pomóc polskim zawodnikom. Coraz częściej z MOUZ łączy się "Snaxa", który liczy obecnie na właśnie taką szansę, jaką mogłyby mu dać "Myszy". W samej akademii organizacji jest trzech Polaków, ale na razie nie ma co się nastawiać na konkretny przeskok do głównej drużyny. Niemniej jednak MOUZ jest w sytuacji niekomfortowej, a to może posunąć ich do drastycznych decyzji. Coś się musi zmienić, pytanie jednak co zrobi w tej kwestii sama organizacja.

Uzi w barwach Royal Never Give UpUzi poza Bilibili Gaming. Legendarny strzelec znów bez organizacji

Więcej o: