Faza pretendentów na PGL Major Antwerpia za nami. Jak poradzili sobie Polacy?

To był intensywny tydzień w Antwerpii, ale pora na czas rozliczenia. Osiem zespołów weszło do fazy legend, podczas gdy druga ósemka spakowała manatki i wróciła do domów. Pierwsze wnioski już się nasuwają.

PGL Major Antwerpia 2022 już zapisał kilka istotnych kart w historii esportu, a nie jesteśmy jeszcze nawet na półmetku zmagań w Belgii. Prawdziwa rywalizacja dopiero się zaczyna, bo to właśnie w nadchodzącej fazie legend toczy się gra warta świeczki. Do ośmiu rozstawionych w niej ekip dołączyła ósemka, która przebrnęła przez fazę pretendentów. Co dokładnie wydarzyło się od poniedziałku?

Zobacz wideo Marcin Gortat i Bogusław Leśnodorski zainwestowali w żyłę złota. Biznes marzeń

Polacy dalej w grze

O polski duet z ENCE nie było nerwów. Zespół Olka "hadesa" Miśkiewicza oraz Pawła "dychy" Dychy sprawnie poradził sobie w pierwszej fazie zmagań. Fińskiej organizacji poszło niemal idealnie. Z bilansem 3-1 zapewniła sobie awans dalej.

ENCE wciąż trzyma dobry poziom, który pokazywało w minionych tygodniach. Można się przyczepić jedynie do serii z G2. Tam zabrakło równej gry przede wszystkim od "hadesa". Mimo wszystko ENCE tanio skóry nie sprzedało. Zapowiadało się na porażkę 0:2, ale skład pokazał charakter i uznał wyższość rywala dopiero po trzymapowym spotkaniu.

Plan minimum został wykonany. Teraz poprzeczkę pora podnieść. ENCE fazę legend rozpocznie od meczu z FaZe Clanem. Mają z nim niewyrównane porachunki za przegrany finał ESL Pro League. Póki co w Antwerpii ekipa z dwoma Polakami trafiła na nieco słabszych - poza G2 - rywali od siebie. Faza pretendentów przesiała jednak całe grono i nikt już taryfy ulgowej nie dostanie. Nadal oczekujemy sporo od ENCE. Oby mecz z G2 był jedynie wypadkiem przy pracy.

Selfmade w barwach VitalityHaru i Bo zasilą Team Vitality. Selfmade trafi na ławkę rezerwowych

Kosowo napisało historię. Znowu

Bad News Eagles nie zwalniają tempa. Ta piątka stale zaskakuje esportową społeczność. Wpierw załapali się na rumuński RMR, żeby potem zapewnić sobie bilet bezpośrednio na Majora w Antwerpii. Teraz są już pewni gry w fazie legend belgijskiego turnieju. Walczyli o to do samego końca, wyrywając miejsce MIBR. Kosowo nie powiedziało jednak swojego ostatniego słowa. Charyzmatyczna ekipa nadal jest w grze.

Wydawałoby się, że wyjazd do Antwerpii BNE to wycieczka, przy której powinni od razu kupować bilet powrotny. Orły to projekt inny niż inne. Szerzej pisaliśmy już o nich przy okazji awansu na Majora. To drużyna, która ma niepodrabialną atmosferę i ambicje godne prawdziwych mistrzów. 

Ile znaczy dla nich sukces? Wystarczy spojrzeć na film poniżej. Są dumą swojego kraju. Wyników gratulowali im już politycy włącznie z premierem Kosowa. To względnie młody kraj, który nie zdążył jeszcze zanotować wielu sukcesów w świecie sportu. A tu proszę - ich konikiem okazał się esport. Bad News Eagles cały czas walczą o marzenia, a ich sen się nie kończy. Wymowne są słowa, które napisał na swoim Twitterze Rigon "rigoN" Gashi

Od kłócenia się z rodzicami, przez tysiące godzin treningów, aż do fazy legend. Co za podróż. Kocham swój zespół i CS:GO.

Duncan 'Thorin' ShieldsKontrowersyjne słowa dziennikarza esportowego. Kibice ostro zareagowali

Ameryka rzutem na taśmę ocaliła twarz

Amerykanie są słabi. Bardzo słabi. Udowodnił to nie tylko rumuński RMR, ale i weryfikacja w Antwerpii. Complexity pożegnało się z turniejem bardzo szybko. Po bratobójczym pojedynku odprawiło ich Liquid, które samo cudem przebrnęło do fazy legend. "Rumaki" z bilansu 0-2 zdołały oszukać przeznaczenie. Grają dalej i za to należy im się szacunek, ale mankamenty są widoczne jak na dłoni.

Powiedzieć, że projekty Amerykanów na 2022 rok nie przynoszą owoców, to jak nie powiedzieć nic. Zespoły zza oceanu nadal przegrywają z europejskimi. Nie podziałało ani sprowadzanie nowych zawodników ani klejenie drużyn z tych, którzy w Stanach Zjednoczonych już byli. 

Teraz na dodatek z kłopotami borykają się nawet największe organizacje, a nie tylko te mniejsze. Evil Geniuses nawet nie pojechali do Antwerpii, Complexity postawiło na wątpliwy skład, a Liquid - cóż, jeszcze walczą, lecz ich zespół nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań. To miał być super-team, zaś póki co wszystko przychodzi mu z ogromnym trudem.

Więcej treści esportowych na Gazeta.pl.

Nikt nie stawia na Liquid przed fazą legend. Ba - zdaniem wielu są najsłabszym ogniwem w stawce. Swoje zmagania zaczną od meczu z Heroic, a więc przeciwnikiem z samej światowej czołówki. "Rumaki" w Antwerpii przywykły do stresujących spotkań. Walizki pewnie nadal pozostają spakowane. Amerykanie liczą jednak, że historia zechce się powtórzyć. W 2018 roku Cloud9 również rozpoczęło Majora od dwóch porażek, by później, niczym feniks z popiołów, przerodzić się w nieomylną maszynę, która ostatecznie podniosła trofeum w Bostonie. Płonne nadzieje wiązane z Liquid to jedyne co pozostało ich fanom, ale któż wie - niezbadane są wyroki Counter-Strike'a.

Christopher NkunkuCzwarta karta piłkarza miesiąca Bundesligi dla Nkunku w FIFA 22. Pobił rekord

Legenda sypie się na naszych oczach. Co dalej z Astralis?

Astralis nie zagra w fazie legend w Antwerpii. Dla wielu fanów CS:GO taka informacja brzmi jak żart, ale Prima Aprilis już daleko za nami. Duńczycy nie dali rady i ulegli w decydującym meczu Liquid, odpadając z Majora z bilansem 2-3. 

To katastrofa dla Astralis, które to planowało w 2022 roku wstać z kolan. W minionym sezonie stracili Nikolaia "device'a" Reedtza, a wraz z odejściem gwiazdy cały skład mocno stracił na jakości. Zespół przebudowano -  pozostało w nim tylko dwóch zawodników, Lukas "gla1ve" Rossander i Andreas "Xyp9x" Højsleth. Do drużyny dołączyła obiecująca dwójka złożona z Benjamina "blamef'a" Bremera oraz Kristiana "k0nfiga" Wiencke. Największym problemem było znalezienie regularnego snajpera. Ostatecznie ta rola przypadła Asgerowi "farligowi" Jensenowi.

To mogło zadziałać. To miała zadziałać. Ale nie zadziałało. Astralis z trudem załapało się na Majora. Nieco lepsze wrażenie zostawił niedawny BLAST Premier Spring Showdown, gdzie "Gwiazdy" odpadły dopiero w finale. PGL Major Antwerpia to jednak kolejne rozczarowanie. Duńczycy nie podołali, choć trafiali na teoretycznie słabszych rywali. Najbardziej szokuje porażka ze Spirit.

Wnioski nasuwają się same. Skład jest zbudowany źle. To bardzo niezbalansowana sklejka, która opiera się przede wszystkim na "blamef'ie" i "k0nfigu". W Belgii to Bremer grał pierwsze skrzypce, dwojąc się i trojąc, byleby uratować byt drużyny. Przerosło go to. Jest zawodnikiem z najlepszymi statystykami indywidualnymi, któremu przyszło się pożegnać z Antwerpią już po fazie pretendentów (1.42 rating). 

To nie był turniej "gla1ve'a". Bolała również nieregularność "farliga". Główną winę ponosi jednak "Xyp9x", na którego formę nie ma wytłumaczenia. Na poszczególnych mapach zdarzało mu się zdobywać pojedyncze fragi. To już nie jest legendarny "clutch king", którego wszyscy tak dobrze znali z ostatnich lat. Jego marna dyspozycja kłuje w oczy od dłuższego czasu. Wydaje się, że odejście to zabieg konieczny - Astralis nie zajdzie nigdzie dalej z Højslethem. Trzeba odłożyć na bok jego zasługi i myśleć o przyszłości. Sezon nie jest jeszcze stracony, ale Duńczycy muszą się rozbudzić i zacząć działać, bo inaczej wszystko przejdzie im koło nosa. Antwerpia była dla nich wyjątkowo gorzką nauczką.

Lista drużyn, które awansowały do fazy legend PGL Major Antwerpia 2022:

  • G2 Esports
  • ENCE
  • Team Vitality
  • Team Spirit
  • Outsiders
  • Imperial
  • Team Liquid
  • Bad News Eagles

ZamulekKierunek słoneczna Hiszpania. Zamulek dołącza do UCAM Tokiers

Więcej o: