oskarish: Nie poddam się, dopóki nie awansuję na Majora

Dwukrotnie był już blisko awansu na najważniejszy turniej w świecie CS:GO i dwukrotnie musiał pogodzić się z porażką. - Jak pomyślę sobie o Vertigo to zaczyna mnie to dopiero boleć tak samo jak pięć lat temu - mówi w rozmowie ze Sport.pl Oskar "oskarish" Stenborowski.

Patryk Stec: Jesteśmy po turnieju RMR. Nie udało wam się awansować do Majora, ale po tym turnieju macie chyba więcej powodów do zadowolenia niż do smutku. Co o tym sądzisz?

Oskar "oskarish" Stenborowski: Myślę, że tak. Uważam, że to był dobry turniej pomimo braku awansu. Trzeba zauważyć, że mieliśmy zawodników takich jak "tudson" czy "demho", którzy dopiero zdobywają obycie z turniejami lanowymi. To był ich pierwszy ważny turniej i uważam, że poradzili sobie dość dobrze. Szczerze mówiąc, dla mnie ten turniej też był bardzo wymagający pod wieloma względami. Mam na myśli różne etapy emocji. Czasami niepewność, czasami zbyt duża pewność.

Zobacz wideo Kibice chcą pomnika dla Banasika. "Lepiej niech w Radomiu nie staje"

W trakcie tego turnieju odczuwaliście chyba wszystkie emocje, które się dało. Euforia po meczu z G2, sprowadzenie na ziemię w meczu z Gambit, a potem znowu wielki powrót i euforia po grze z Entropiq.

Później uświadomienie sobie tego, że masz 2-1 i brakuje ci już tylko jednego meczu, żeby awansować. Bardzo się cieszysz, ale z drugiej strony przeżywasz i w głębi duszy o tym wiesz, że dwa następne spotkania będą jeszcze trudniejsze niż te trzy pierwsze.

Byliście mocno zmęczeni? Na zbliżeniach można było odnieść wrażenie, że emocje mocno was wymęczyły.

Nie wiem czy po mnie było widać, ale na pewno byłem wyczerpany. Dawno nie grałem turnieju, który był tak mocno angażujący psychicznie. To już nie chodzi o sam aspekt fizyczny, bo mieliśmy czas na sen i odpoczynek. Było trochę czasu na przygotowania między meczami. Komfort jaki zapewniał PGL też był naprawdę fajny. Mieliśmy pokoje jednoosobowe. Mogliśmy sobie tam odpocząć, itd. Tutaj było wszystko okej, śniadania też na topie. Jeżeli chodzi o zmęczenie psychiczne to szczerze mówiąc był to turniej, który najbardziej mnie zmęczył pod tym względem. Myślę, że to łączy się z tym, że prowadzę grę. Mam dużą odpowiedzialność za calle, za to co mówię, nie tylko w grze, ale też poza nią. Czułem to w sobie, że dużo rzeczy dzieje się wokół mnie. Bardzo mi zależało na każdym meczu, przygotowaniu, dbaniu o komfort graczy. Żeby weszli w mecz z humorem i byśmy czuli, że możemy na siebie liczyć w grze. Myślę, że z dnia na dzień było coraz lepiej. Do momentu, gdy właśnie zdaliśmy sobie sprawę, że mamy 2-1 i jesteśmy blisko awansu. Myślę jednak, że emocje nas nie zgubiły, graliśmy cały czas na podobnym poziomie. W meczu z ENCE nie mieliśmy za dużo do powiedzenia. Były fajne rundy, które mogliśmy wygrać, ale grali lepiej od nas. Mecz na Spirit był kluczowy.

Mecz na Spirit był emocjonalnym rollercoasterem. Wyrównany pojedynek na Vertigo, powrót na Mirage'u. Miałeś wtedy taki moment zwątpienia, w którym sobie pomyślałeś, że ten awans się oddala?

Ten zespół nauczył mnie jednej bardzo fajnej rzeczy, której nie było w żadnym moim poprzednim zespole. Bardzo wierzę w każdej chwili w come back, nieważne przy jakim wyniku. To pokazał mecz na FATE w kwalifikacjach do turnieju RMR. Przegrywaliśmy 4:15, ale wróciliśmy i jeszcze wygrywaliśmy. Na G2 Esports fajnie zaczęliśmy, wygrywaliśmy, ale był moment, gdy oni wygrywali 14:10 i też wróciliśmy. Mam wrażenie, że każdy z nas ma taki mental, że rzadko patrzymy na wynik i jesteśmy w stanie z każdej sytuacji coś wyciągnąć, nie poddawać się i walczyć do końca. Czy czułem w jakimś momencie, że jesteśmy poza turniejem? Nie było takiego momentu. Wiedzieliśmy po tej połówce ze Spirit na Mirage'u, że były rundy, które równie dobrze mogły wpaść na naszą korzyść. W trakcie drugiej połówki wszyscy musieliśmy się przebudzić i szczerze mówiąc przez kolejne piętnaście rund zobaczyłem trzech gości, a wszyscy z naszego teamu tak dobrze grali, że byłem w pełnym szoku. 

Ale ty też zaliczyłeś jedną świetną akcję pod drewnem na bombsite A

Tak, z tym sprayem? Prawda. Bardzo się cieszyłem, że dobrze gramy. Momentami nie miałem co robić, bo przeciwnicy byli sprawnie eliminowani. Paweł ("innocent" Mocek - red.) zaczął kleić cudowne akcje. "Vegi" i "tudsoN" też mieli swoje momenty, "demho" nie wpuszczał przeciwników na swojego BSa. Powiem ci szczerze, że nie miałem myśli, że to już koniec. Czułem, że jesteśmy cały czas w grze, bo nasza drużynowa przeszłość pokazywała już nie raz, że się nie poddajemy i potrafimy walczyć do ostatniego punktu. Czułem, że możemy to zrobić. Na pewno pomagało również przekonanie, że w ostatnim okresie dobrze sobie radziliśmy na Mirage'u. Nie czuliśmy presji, że może się coś złego zadziać na mapie.

Był pewien moment, gdy kamera pokazała wyraźnie smutnego "innocenta". Miał wtedy dwie eliminacje. Jednak po chwili nagle się przebudził, zaczął przybijać żółwiki i mówić do mikrofonu. W tym momencie zaczął się wasz powrót. Pamiętasz co wtedy Paweł mówił?

Tak dużo się działo podczas tego spotkania, że raczej nie jestem sobie w stanie przypomnieć co wtedy powiedział. Paweł ma to do siebie, że gdy idzie mu słabiej to przyczyną nie jest to, że źle mu się gra indywidualnie. W spotkaniach na bardzo dobrze zespoły może ci zabraknąć dueli, nie jesteś w stanie dobrze zagrać timingowo. Dużo jest takich czynników, które sprawiają, że nie jesteś w stanie idealnie zagrać. Dbaliśmy bardzo o atmosferę i każdy się wspierał w gorszych momentach, więc Paweł otrzymywał wsparcie. Klepaliśmy się po plecach, mówiliśmy: "Dawajcie, zapierdzielamy" i nie myśleliśmy o tym, że komuś gorzej idzie w danym momencie. Było wiele świetnych momentów w trakcie tego turnieju, gdy "Vegi" zagrał super akcję, gdy Paweł rozegrał świetny mecz, gdzie ja wygrałem clutcha, "demho" poratował clutchami i "tudson" również powyciągał. Było dużo momentów, gdy każdy z nas dał coś od siebie i zrobił przewagę w danej rundzie. Myślę, że Paweł wtedy powiedział coś w stylu "Wuja się budzi".

Jak się czułeś, gdy przegraliście ze Spirit i wiedzieliście, że nie pojedziecie na Majora?

Od początku przed meczami na ENCE i Spirit miałem w głowie to, że chcę zrobić wszystko, aby wygrać te spotkania. Miałem mindset nastawiony na zwycięstwo. Jednak już kiedyś byłem tak blisko awansu do Majora. Wtedy to bardzo mnie zabolało i nie mogłem się z tym pogodzić. Ciężko mi było dojść do siebie w momencie, gdy faktycznie ta szansa była tak blisko, ale przemknęła i nie mogłem jej złapać. Teraz myślę, że tamto doświadczenie czegoś mnie nauczyło. Gdybyśmy na trzeciej mapie ze Spirit przegrali bliskim wynikiem, np. 14:16, to bolałoby to dwukrotnie mocniej. Jak pomyślę sobie o Vertigo to zaczyna mnie to dopiero boleć tak samo jak pięć lat temu.

W momencie, gdy odczuwasz porażkę, ale widzisz, że przeciwnik na mapie jest od ciebie wyraźnie lepszy w danym momencie, to nie boli to tak bardzo jak 1-2 dni później, gdy myślisz, że wszystko mogło się potoczyć inaczej. Gdy odpadliśmy, straciliśmy szansę, czułem smutek i przygnębienie, ale w moim obowiązku jest również wstać, podnieść chłopaków na duchu, powiedzieć, że zagrali dobry mecz i podjęliśmy dobrą próbę. Nauczyłem się, że te porażki trzeba przekuwać w fajne doświadczenia i wyciągać z nich wnioski. Tak naprawdę od paru lat polskie zespoły już tak mówią, więc nie ma co tutaj czarować. Przegraliśmy, spieprzyliśmy sprawę, ale i tak po tym spotkaniu byłem dumny z chłopaków. Nikt z nas nie zgasł, każdy dawał z siebie wszystko i to mnie napędziło do tego, żeby powiedzieć, że trudno, nie udało się. Kiedyś powiedziałem, że ten moment nadejdzie i teraz mówię tak samo. Prędzej czy później ten moment nadejdzie. Jeżeli dokładasz do tego powoli cegiełkę, ciężką pracę, serducho i chęć do bycia lepszym to ten moment nastąpi. Cały czas w to wierzę. Dopóki tego nie osiągnę, nie poddam się.

Jakie mieliście odczucia po wecie przed meczem na Spirit?

Byliśmy pewni, że wybiorą Nuke'a. Nie chcieliśmy go banować, bo mieliśmy bardzo fajny epizod na tej mapie jak zaczynaliśmy ją grać. Czuliśmy, że jesteśmy mega mocni i sparingi też pokazywały, że wygrywamy bardzo dużo rund po stronie CT. Bardziej nam zależało, aby nie grać na nich Dusta i Overpassa, bo Overpass w tym turnieju nam średnio szedł. Poza tym oni też mogli jako ostatni wybrać mapę. Usunęli Ancienta i zostawili Nuke'a. Z Ancienta byśmy byli zadowoleni, ale też zaskoczyli nas lekko, że wzięli Vertigo. Rozważaliśmy ten scenariusz, bo widziałem, że dobrze im idzie na tej mapie. Wygrywali, ale jednak ich zwycięstwa na tej mapie, tak jak z nami były trochę wyszarpane. Wygrywali mecze, ale wyniki były tutaj bliskie. Wiedzieliśmy, że będziemy przygotowani jak wybiorą Vertigo. Dobrze nam szło w sparingach, zaczęło się to dobrze układać. Tak szczerze mówiąc nie obwiniałbym tutaj wyboru Nuke'a. Nie popisaliśmy się na tej mapie. Nie ma co się oszukiwać, że z dwoma rundami po stronie broniącej ciężko wrócić. Sami siebie zaskoczyliśmy, bo nie spodziewaliśmy się, że ugramy tylko dwie rundy. Tutaj tak naprawdę mamy w pamięci dwie pierwsze mapy. Głównie Vertigo. Nie chcę powiedzieć, że zawaliliśmy, ale mieliśmy bardzo fajne momenty. Przy 15:13 mieliśmy rundę 5 vs. 3, gdy "Vegi" otworzył nam "B" i popełniliśmy tam kluczowe błędy. Zamiast wbiec i wymienić się fragami to zaczęliśmy dorzucać granaty. Tak samo było potem w kolejnej rundzie, gdy byłem w clutchu z "tudsonem". Gracz Spirit tak zagrał, że nigdy bym się tego nie spodziewał, że z takimi jajami na nas wyjdzie. Dało się to rozegrać lepiej, ale był stres, nerwy. Czasami w stresie popełnia się głupie błędy. Na pewno jest to nauka na przyszłość i mając taką sytuację na pewno rozegram ją w inny sposób.

Byliście pewni, że wybiorą Nuke'a ze względu na PCW, o którym wspominał "degster" w rozmowie z portalem HLTV?

Tam był trochę inny wynik niż mówił "degster". Było 21:9 dla Spirit, a nie 25:5. Nie braliśmy jednak w ogóle tego dnia pod uwagę. To był dzień ze sparingami, w którym nam nic nie szło. Z każdym innym zespołem mieliśmy takie wyniki. Nic wtedy się nie kleiło komunikacyjnie i skillowo. Pod każdym względem. Nie braliśmy pod uwagę tego meczu. Wiadomo, że czasami te wyniki z PCW bierze się pod uwagę, gdy dobrze idzie i czujemy się pewni na danej mapie. Zdarzało się już tak w AGO, że graliśmy na NIP i wysoko z nimi wygrywaliśmy, aby godzinę później na tej samej mapie przegrać do 5 lub 7. Uważam, że bardzo słabo z jego strony, że podał ten wynik i nakręcił tę sytuację. "Degster" słabo się zachował.

Wiadomo, że często coś się testuje...

Dokładnie. Załóżmy, że jest ten sparing i 15 rund z rzędu testowaliśmy tylko taktyki. Uważam, że jeśli wysoko wygrywasz w PCW to znaczy, że nie trenujesz, a grasz na wynik. Jeżeli przegrywasz to tak naprawdę nic się nie dzieje, bo po prostu trenujesz. Tamto PCW totalnie nie miało znaczenia. Nie uważam, że zostawienie Nuke'a nie było wielkim błędem w wecie, bo bardziej nie chcieliśmy grać Overpassa i Dusta. Na tej drugiej mapie z resztą mieli świetne wyniki w innych składach, więc myślę, że Dust były dla nich o wiele bardziej komfortowy niż Nuke. Poza tym weto we wcześniejszych meczach za każdym razem szło po naszej myśli, więc nie miałem tutaj takiego odczucia, że będzie inaczej. 

A ja powiem szczerze, że się obawiałem Nuke'a, bo bywało na tej mapie różnie. Za to zaskakująco dobrze zazwyczaj wam szło po stronie atakującej

W terro mocno się poprawiliśmy. Coś tam nie grało na Nuke'u ostatnio, ale już mniej więcej wiemy o co chodzi. Nie zdążyłem jeszcze dokładnie przeanalizować tych map. Dopiero wróciliśmy (rozmawialiśmy w środę, dwa dni po powrocie Anonymo do Polski - red.), chcieliśmy odpocząć. Potrzebuję dużo świeżości i resetu po takim turnieju, więc nie odpalałem jeszcze nawet komputera po turnieju. Na pewno zaczniemy to za moment analizować i patrzeć co poszło nie tak. Nuke nie jest mapą trudną do naprawienia.

Jesteś w stanie teraz tak przed analizą wskazać co w takim razie macie do poprawy?

Może powinniśmy wypracować spokojniejszą komunikację w sytuacjach stresowych, żeby wiedzieć w clutchach co się dzieje i podejmować dobre decyzje. Możemy też dołożyć trochę więcej detali do swoich zagrywek, lepiej je wykonywać. Bywało tak, że w danej zagrywce czegoś brakowało. To pewnie wynikało z zapomnienia, złego rozpisania, ale wiadomo, że trzeba wszędzie to połatać, żeby czuć, że te rzeczy robimy na 100%, a nie 90%. Oczywiście możemy też się zastanowić właśnie jak naprawić Nuke'a i oprócz tego rozwinąć map pool. 

Ile w tych taktykach jest ciebie, a ile "imd" i "XO"?

Przed meczami taktyki przygotowują głównie "imd" z "XO". Jeżeli chodzi o taktyczną stronę to Adrian nigdy mnie nie blokuję jeśli coś chcę dodać albo poprawić. Mamy bardzo zdrową relację. Często dochodzimy do fajnych wniosków. Bardzo dużo czasu spędzamy razem poza grą. Po treningu po 22 siedzimy jeszcze często z trzy godziny i analizujemy dema. Jest to już nasza rutyna. Nie zmuszamy się, lubimy to robić. Mamy podobne podejście, chcemy być lepsi i mamy dużo przemyśleń na temat gry. Mamy relacje na bardzo dobrym poziomie i ze wszystkich trenerów, z którymi pracowałem to zawsze z "imd" najlepiej mi się pracowało. W trakcie RMRa wielką robotę wykonał Adrian. Przygotował gameplan, taktyki pod przeciwników, byśmy wiedzieli jak grać przeciwko nim. Rozmawialiśmy wspólnie na ten temat, ale dużą wartość wnieśli Adrian z Damianem. Gdy o 21 wiedzieliśmy przeciwko komu zagramy w następnym dniu, nie mogłem siedzieć do trzeciej w nocy i robić plany oraz analizy. Adrian z Damianem siedzieli po nocach i to wszystko analizowali. Rano dostawaliśmy do ręki kartki z tym co chcemy grać i byliśmy dobrze przygotowani. Poza tym musiałem zadbać o siebie, bo mecze był dość wcześnie. Trenerzy wykonali fajną pracę, dużo nam to dało. Nasze relacje są na fajnym poziomie i to oddaje.

Więcej o: