Przegrywali w finałach IEM-u Katowice dwukrotnie. Do trzech razy sztuka. Dziś to oni podnieśli trofeum

Po dwóch latach oczekiwanie dobiegło końca. Wreszcie publiczność znów miała na własne oczy zobaczyć zwycięzców IEM-u Katowice w Spodku. O to miano zawalczył FaZe Clan z G2 Esports.

Wielki finał. Po niemal dwóch tygodniach zmagań w Katowicach, wszystko sprowadziło się do tego jednego, ostatniego meczu. Decydującą parę stworzyło G2 Esports z FaZe Clanem. Obie strony podzieliły fanów zgromadzonych w Spodku. Tysiące kibiców w arenie i miliony przed ekranami wspierały grające ekipy. Tylko jedna z nich mogła ostatecznie podnieść trofeum i zapisać się na kartach historii Counter Strike'a, jako triumfator IEM-u Katowice 2022.

Zobacz wideo Esportowe abecadło. Poznaj najważniejsze pojęcia w Counter Strike: Global Offensive

Początek godny finału

Serię rozpoczęło Inferno. Choć wybrało je FaZe, tak to G2 na starcie wystrzeliło jak z procy. "Samuraje" byli cały czas o krok przed przeciwnikiem. Ich defensywa okazała się praktycznie do sforsowania. FaZe zbierało punkty pojedynczo, ale nie potrafiło ustabilizować swoich finansów, przez co szala powrotnie przechylała się na stronę rywala. Po pierwszej połowie G2 prowadziło 11:4.

W takiej sytuacji FaZe zostało praktycznie zmuszone do wygrania rundy pistoletowej. Tak też się stało, ale amerykańska organizacja nie cieszyła się sukcesem długo. G2 odbiło się bowiem po zakupie karabinów. "Samuraje" szybko doprowadzili do punktu mapowego. Wygrywali 15:7 i potrzebowali jeszcze tylko jednej rundy. Ale wtedy nadszedł przełom.

Zagoniona w kąt zwierzyna broni się w końcu najzacieklej. I tak też robiło FaZe. Niezrażeni, z zimną krwią zaczęli nadrabiać stratę. Stawiali kroczek za kroczkiem, a dysproporcja się zmniejszała. W zasadzie każdy z ich graczy znacząco poprawiał swoje noty względem początku mapy. Finalnie do dogrywki doprowadził znakomicie broniący się w pojedynkę Robin "ropz" Kool. FaZe dokonało niemożliwego.

Ale to nie był koniec. Amerykańska organizacja zagrała bowiem znakomicie w rozstrzygającej części Inferno. W dogrywce zdobyła ona cztery rundy z rzędu, zgarniając pierwszy punkt mapowy na swoje konto.

Wygwizdywano ich, a byli najlepsi. Ten zespół zdominował esport na lataWygwizdywano ich, a byli najlepsi. Ten zespół zdominował esport na lata

G2 się nie podłamało

G2 miało Inferno w garści, a i tak wypuściło je z rąk. Zapowiadało się na genialny start serii, tymczasem to rywal wyszedł na prowadzenie. Czy podłamało to "Samurajów"? Wydawało się, że tak, bo na Mirage'u prezentowali się wstępnie wyjątkowo słabo.

Od początku drugiej mapy to FaZe rozdawało karty. Taktyki przeciwnika były skutecznie blokowane. W zasadzie wśród G2 przejawiali się pojedynczy zawodnicy, a nie zgrany zespół. Bardzo słabo radził sobie Nikola "NiKo" Kovac, za to solidnie nadrabiał jego starszy kuzyn Nemanja "huNter" Kovac. FaZe grało konsekwentnie i to właśnie ich skład zdominował pierwszą połowę.

Role odwróciły się po zamianie stron - i to dosłownie. Nagle to G2 przejęło inicjatywę. Zaczął się pisać scenariusz bliźniaczo podobny do tego z Inferno. Hiszpańska organizacja złapała rytm, trzymając FaZe krótko. Solidna defensywa po raz kolejny udowodniła, jak istotna obecnie jest umiejętność gry w roli CT. G2 zbierało punkt za punktem, aż w końcu wynik został wyrównany. Ponownie potrzebne były dogrywki.

Więcej treści esportowych na Gazeta.pl.

Tak jest - dogrywki, bo na jednej się nie skończyło. W sumie dograno pięć. Każda pełna popisów indywidualnych. Napięcie sięgało zenitu, a mecz w żadnym wypadku nie miał się ku końcowi. Wydawało się, że spotkanie będzie trwać w nieskończoność. Choć jest dopiero luty stwierdzenie, że była to mapa roku to żadna kontrowersja. Po godzinach batalii FaZe zdołało rozegrać kapitalne trzy rundy po stronie TT. G2 ponownie zostało postawione pod ścianą. "Samuraje" musieli odpowiedzieć rywalowi dokładnie tym samym. Mimo tytanicznych wysiłków tego już nie dali rady zrobić. Mirage skończył się po dwóch godzinach i siedmiu minutach od momentu rozpoczęcia. Był najdłuższą mapą w historii zmagań w Katowicach. FaZe umocniło się na prowadzeniu, a do triumfu potrzebny był im jeszcze tylko jeden punkt mapowy.

IEM Katowice 2019. Gdzie obejrzeć mecze Challengers Stage?Faworyt wyeliminowany. W finale IEM-u Katowice zagrają dwa europejskie składy

FaZe na ostatniej prostej

Dust2. Ta ikoniczna mapa mogła dla jednych okazać się ostatnią prostą do sukcesu, podczas gdy dla drugich ścieżką przez męki, w celu utrzymania nadziei o zwycięstwie. FaZe rozpoczęło ją świetnie. Agresywna gra po stronie atakującej przynosiła owoce. Gracze amerykańskiej organizacji wygrywali coraz więcej indywidualnych pojedynków, a to przekładało się na kolejne zgarniane rundy. G2 tonęło, ale brzytwą do złapania okazała się runda eco, jaką "Samurajom" udało się niespodziewanie wygrać. Ustabilizowała ona ekonomię zespołu, pozwalając na nadrobienie początkowej straty. Tym sposobem do samego końca pierwszej połowy było bardzo gorąco - FaZe Clan prowadził 8:7. 

G2 jednak broni złożyć nie zamierzało. To właśnie do nich należały pierwsze rundy po zamianie stron. FaZe nie pozwoliło na dalsza ucieczkę i ponownie dysproporcje zrobiły się minimalne. I było tak do samego końca. FaZe Clan jako pierwszy osiągnął pułap punktu meczowego, ale na dwóch wcześniejszych mapach dogrywek nie brakowało. Tym razem mapa została domknięta w klasycznym formacie. FaZe wygrało Dusta, a co za tym idzie zostało triumfatorem IEM-u Katowice 2022.

FaZe przegrywało w finale katowickiego turnieju dwa razy w swojej historii. Dziś szczęście im dopisało i przełamali wieloletnią klątwę. Na ich konto poza trofeum trafiło również 400 tysięcy dolarów. 

FaZe Clan 3:0 G2 Esports

  • Inferno 19:15
  • Mirage 31:27
  • Dust2 16:14

Esport też ucierpiał przez koronawirusa. Branża mocno się zmieniłaEsport też ucierpiał przez koronawirusa. Branża mocno się zmieniła

Więcej o: