Społeczność Valoranta w Polsce rośnie w siłę. "Przed nami nadal sporo pracy"

Aleksander Kurcoń
Cztery miesiące, cztery imprezy LAN-owe w trzech różnych miastach Polski. Wszystko w covid-owej rzeczywistości. Projekt BeChampions na polskim rynku Valoranta sporo namieszał, a społeczność doceniła pracę włożoną w organizację tych wydarzeń.
BeChampions zorganizowało czwarty turniej w Krakowie.
fot. Maciej Kołek

Rynek Valoranta w Polsce nadal raczkuje, mimo dużych indywidualnych sukcesów polskich graczy - w grudniu Patryk "starxo" Kopczyński i Aleksander "zeek" Zygmunt zostali mistrzami świata. Krajowa społeczność potrzebuje jednak drużyny pochodzącej stąd, która będzie coś znaczyć na arenie europejskiej. By taki zespół odnaleźć, powstają inicjatywy jak BeChampions - turnieje LAN-owe dla polskich ekip, by rozwijać swoje umiejętności. 

Zobacz wideo Morawiecki: "Przez esport chcemy wyciągać dzieci z domu". Z sali: "Esport polega na tym, że się siedzi"

Valorant rozlewa się po całej Polsce

Był Gdańsk, dwa razy Warszawa, przyszła pora na Kraków. BeChampions podbija kolejne miasta w czasach ograniczonej organizacji imprez. Turniej w stolicy Małopolski był jednak rekordowy - przede wszystkim pod względem wydatków. Pula nagród sięgnęła bowiem 20 tysięcy złotych. Takie pieniądze pozwalają uczestnikom na poważniejsze podejście do esportu. Obecnie bowiem tylko nieliczni gracze mogą liczyć na skromne wsparcie organizacji. Reszta musi liczyć na siebie.

Więcej treści esportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

Impreza w Krakowie odbyła się w Muzeum Techniki i Sztuki Japońskiej Manggha. Po dotarciu na miejsce, w oczy uderzał duży kontrast. Po jednej stronie Wisły wchodziliśmy bowiem do świata przyszłości - esportu i Valoranta. Po drugiej stronie rzeki zaś górował Wawel - pomnik historii, gdzie można przenieść się chociaż na chwilę do przeszłości. 

Sam turniej od BeChampions miał klimat raczej kameralny. Ma to sens, bo cóż, taka jest właśnie polska scena Valoranta. Kameralna, ale z zagorzałymi fanami, którzy przejadą pół Polski, by brać udział w tym wydarzeniu. 

Scena turnieju BeChampions w Krakowie.
Scena turnieju BeChampions w Krakowie.fot. Maciej Kołek

Dla organizatorów tacy fani to skarb. Mówi o tym Krystian "terp" Terpiński, "człowiek orkiestra" całej imprezy. - Co jest lepsze - 500 mega zaangażowanych osób na transmisji, czy dwa tysiące widzów, którzy oglądają mecz, bo postawili na niego pieniądze? Zacząłem się nad tym zastanawiać i na koniec dnia mnie nie interesuje to, czy Valorant powinien być tak samo popularny jak CS czy LoL. Nie o to w tym chodzi. Zależy mi na tym, by Valorant był fajnym esportem, który będzie się rozwijał we własnym tempie. Jeśli będzie trzecim najbardziej popularnym sportem to będzie źle? Moim zdaniem w sumie nie. Może do takich rzeczy powinno się dążyć? - odpowiada Terpiński.

- My robimy to dla ludzi, którzy chcą się zainteresować lub już się interesują Valorantem - kontynuuje komentator. Na wydarzeniu to widać. Rodzinna atmosfera i duże skupienie wielkich pasjonatów Valoranta w jednym pomieszczeniu. Czy jednak tak nie wyglądały początki każdej branży? 

Krystian 'terp' Terpiński był jednym z komentatorów turnieju w Krakowie.
Krystian 'terp' Terpiński był jednym z komentatorów turnieju w Krakowie.fot. Maciej Kołek

Wyzwanie 

organizacyjne

BeChampions nie wybrało łatwego momentu do debiutowania na rynku esportowym w Polsce. Duże kłody pod nogi rzucała przede wszystkim pandemia. Mimo to organizatorom udało się dopiąć aż cztery turnieje, rozgrywane co miesiąc, w trzech różnych miastach. Najwięcej strachu towarzyszyło podczas imprezy warszawskiej, rozgrywanej tuż przed Świętami Bożego Narodzenia.

- Największym wyzwaniem był LAN w grudniu. Strach był ogromny, że ktoś święta spędzi na kwarantannie. Ostatecznie udało się dogadać z Esports Performance Center, dzięki czemu mieliśmy obiekt w pełni dla siebie, gracze spali w jednym miejscu, wszyscy przeszli testy na koronawirusa. W Krakowie mieliśmy jednak większą skalę przedsięwzięcia - twierdzi Terpiński.

Wyciągnięcie pomocnej dłoni

Valorant na świecie nabiera rozpędu. W Polsce jednak na razie możemy cieszyć się tylko z indywidualnych sukcesów zawodników. Drużynowych niestety brakuje. Valorant tym samym niejako powtarza schemat innych gier, w których polscy kibice cierpią na brak drużyny na poziomie chociażby europejskim.

Inicjatywa BeChampions wyciąga jednak pomocną rękę do zawodników. Obecnie realia w Polsce nie należą do łatwych - zaledwie kilka organizacji inwestowało lub nadal inwestuje w Valoranta, a większość graczy musi walczyć o swoją karierę na własną rękę. BeChampions to szansa na rozwój, nie tylko esportowy, ale także psychologiczny. 

- Rozwijamy graczy pod względem esportowym, ale także jako ludzi. Wychodzimy do nich z imprezami offline. Gracze nie mogą się rozwijać jako ludzie, jeśli siedzą w domu tygodniami lub miesiącami i nie spotykają się w życiu realnym, a to zupełnie inne doświadczenie. Trzy miesiące temu, na pierwszym turnieju w Gdańsku widziałem chłopaków zamkniętych w sobie. Potem wszyscy się rozkręcili. Dzięki naszym turniejom powstały przyjaźnie i znajomości, które nabrały więcej wymiarowości. Zawodnicy nie są już dla siebie anonimowi. Z tego się cieszę najbardziej - zdradza Terpiński.

Wraz z graczami, rośnie również samo BeChampions. Efekty widać po popularności kolejnych wydarzeń. - W Gdańsku oprócz zawodników było może z nami 15 osób. W Krakowie był moment, kiedy na obiekcie znajdowało się ze 150 osób - wylicza komentator. Liczby nie powalają, ale pamiętajmy, że to raczkujący turniej, w raczkującej społeczności, z marketingiem budowanym głównie w mediach społecznościowych. 

Co dalej z Valorantem?

Terpiński nie ukrywa, że przed polską społecznością Valoranta jeszcze dużo pracy. "Wszystkie ręce na pokład" - można by krzyknąć, bo potrzebne jest zaangażowanie organizatorów, graczy, ale także kibiców. - Przed BeChampions, FRENZY, PLE - wszystkimi organizatorami nadal sporo pracy, bo Valorant to młody tytuł, ale idziemy w dobrą stronę. To jest to, co mnie cieszy, bo po takim czasie byłbym załamany, gdyby było inaczej - motywuje komentator. 

Zalążki budowania zgranej społeczności jednak już widać, a sam pomysł realizacji ma bardzo dużo plusów. W Polsce wbrew pozorom turniejów esportowych jest jak na lekarstwo, a obecne warunki organizacyjne skurczyły tę marną liczbę niemal do zera. BeChampions ze swoją podróżą po kraju wychodzi do ludzi, którzy tęsknią za atmosferą LAN-ową. "Valorant to my" - brzmi hasło gry od Riot Games. W ubiegły weekend nie było lepszego miejsca niż Kraków, w którym lepiej by to motto wybrzmiało. 

Aleksander Kurcoń
Więcej o: