Gwiazda hitowego transferu zgodziła się na obniżenie pensji. "Gracze byli przepłaceni"

Robin "ropz" Kool przeniósł się w styczniu z MOUZ do FaZe Clanu. Estończyk tym samym stał się bohaterem jednego z największych transferów w świecie CS:GO. Okazało się jednak, że jego pensja w stosunku do poprzedniego kontraktu zmalała. Jego były kolega z drużyny - Martin "STYKO" Styk wytłumaczył to zjawisko.

- Gracze byli przepłaceni – takie stwierdzenie można wyczytać z dłuższej wypowiedzi Martina „STYKO" Styka. Słowak w kilku zdaniach wytłumaczył jak obecnie działa rynek CSa i dlaczego zarobki zawodników mogą spadać.

Zobacz wideo Marcin Gortat i Bogusław Leśnodorski zainwestowali w żyłę złota. Biznes marzeń

Zaskakująca pensja ropza

Gdy dochodzi do jednego z największych transferów w historii CS:GO, moglibyśmy się spodziewać ogromnych pieniędzy w grze. Robin „ropz" Kool był w końcu rozchwytywany przez najpotężniejsze drużyny, ale ostatecznie wybrał FaZe Clan. Jak się okazuje – nie ze względu na pieniądze.

W podcaście HLTV ujawniono, że Estończyk zarabia mniej, niż miało to miejsce w jego poprzednim zespole – MOUZ. 22-latek obniżył swoje wymagania finansowe, a także odrzucił potężną ofertę od Teamu Liquid. Wszystko dlatego, bo najbardziej przekonał go projekt od FaZe Clanu.

Kamil BortniczukEsport zagrożeniem? Gorąca dyskusja w Sejmie. "Nie możemy udawać"

„Będzie to zdrowsze dla całej branży"

Głos w tej sprawie zabrał Martin „STYKO" Styk, który w przeszłości występował z ropzem w jednej drużynie. Słowak wytłumaczył dlaczego pensja młodszego kolegi zmalała. – Wartość kontraktów jeszcze 2-3 lata temu i tym samym wypłat dla esportowców były ekstremalnie zawyżone. Teraz wygląda na to, że są stabilniejsze – rozpoczął STYKO w długim wątku na Twitterze.

Co wpłynęło na obniżenie pensji? – Wiele czynników, takich jak pandemia. Również cała branża po prostu się wyrównała i zmniejszyły się różnice między płacami w najlepszych drużynach. Niektórzy profesjonaliści nadal mają niesamowite kontrakty, ale zdecydowanie bardziej opłacalne stało się budowanie długoterminowych projektów – tłumaczy Słowak.

Więcej treści esportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

- W 2017 roku niektórzy otrzymali lukratywne oferty, co naprawdę wpłynęło na ekosystem i utrudniło negocjacje dla innych drużyn. Prawie wszyscy w tej branży byli przepłacani. – kontynuował esportowiec. Zwrócił również uwagę na wpływ Ameryki Północnej. – Drużyny ze Stanów Zjednoczonych oferowały ogromne pieniądze, tym samym zmuszając europejskie zespoły, by robiły to samo. Obecnie, w porównaniu do tamtych czasów, w Ameryce pozostało tylko kilka organizacji, a ceny się ustabilizowały – twierdzi STYKO.

Zawodnik zwrócił również uwagę na zmianę sposobu nagradzania gracza. Liczą się bardziej osiągnięcia i nagrody z nimi związane, niż podstawowa pensja. – Organizacje podchodzą ostrożniej do „wynagrodzenia podstawowego". Gracze zawsze tylko przychodzili zapytać o podwyżkę, nigdy zaś o obniżenie pensji przez np. słabszą formę. Z tego powodu pojawiły się bonusy. Podwyżki wręczane są za osiągnięcia, takie jak TOP10 świata, wzięcie udziału w Majorze, wygranie imprezy Grand Slam. Dzięki temu branża jest ostatnio nieco zdrowsza – zakończył 25-latek.

Tym samym możemy wywnioskować, że tak naprawdę uległy zmianie sposoby dystrybucji nagród. Organizacje korzystają z premii, by zachęcić graczy do lepszej gry. Odchodzą zaś od płacenia ogromnych pensji podstawowych, które mogły zbytnio rozleniwić niektórych, mniej ambitnych zawodników.

Michał 'MICHU' MüllerZnamy przyszłość polskiej gwiazdy esportu. Dołączy do rodaka w zagranicznym zespole

Więcej o: