Stadion Śląski zadebiutował w nowej roli. Kibice czekali prawie dwa lata

Aleksander Kurcoń
Puchar Narodowej Drużyny Esportu za nami. Turniej kameralny, ale z proporcjonalnie wielką pulą nagród zakończył się wygraną x-kom AGO. Poczynania czterech drużyn można było śledzić 8 października za darmo Stadionie Śląskim.

Puchar Narodowej Drużyny Esportu w CS:GO był wydarzeniem pobocznym Europejskiego Forum Przyszłości, organizowanego na Stadionie Śląskim w Chorzowie w dniach 6-8 października. Był to zarazem pierwszy turniej LAN-owy z kibicami od prawie 2 lat.

Zobacz wideo Esportowe abecadło. Poznaj najważniejsze pojęcia w Counter Strike: Global Offensive

AGO rozjechało konkurencję

4 drużyny, jeden dzień i aż 40 tysięcy złotych w puli nagród, a także bilet do Budapesztu na V4 Future Sports Festival 2021. Jak na pierwszą edycję turnieju organizowanego przez Narodową Drużynę Esportu impreza i jej waga mogła robić wrażenie. Dodatkowym smaczkiem było miejsce rozgrywek, czyli Stadion Śląski w Chorzowie. Kocioł Czarownic po raz pierwszy gościł u siebie esportowców, w przeciwieństwie do doświadczonego sąsiada – Spodka w Katowicach.

Do Chorzowa zjechały najlepsze drużyny z Polski – x-kom AGO, Wisła All in! Games Kraków, HONORIS i Izako Boars. Format rozgrywek był prosty – to dwa półfinały i wielki finał. W tym schemacie najlepiej poradzili sobie gracze x-kom AGO, którzy wręcz rozjechali konkurencję. Najpierw w półfinale wyeliminowali Wisłę Kraków wynikiem 2:0. Później w finale zaprezentowali popis umiejętności w starciu z HONORIS, zakończonym 2:0 dla Jastrzębi. Mecz był jednostronny na obu mapach, które kończyły się wysokim zwycięstwem AGO 16:5.

Znakomity turniej rozegrali Michał „snatchie" Rudzki i Karol „rallen" Rodowicz. Było to swego rodzaju pożegnanie z organizacją, obaj gracze wkrótce opuszczą zespół i będą kontynuować swoją karierę w innych drużynach. Pożegnali się z AGO w najlepszy, możliwy sposób – wstawiając Puchar Narodowej Drużyny Esportu do gabloty, a także wywalczając miejsce na prestiżowym V4 Future Sports Festival rozgrywanym w połowie listopada w Budapeszcie.

Pierwszy taki turniej od dwóch lat

Piątkowe rozgrywki w Chorzowie były również okazją dla kibiców, by zobaczyć swoich ulubieńców na żywo. Warto zaznaczyć wyjątkowość tego wydarzenia, bo ostatni turniej z publicznością na hali miał miejsce w grudniu 2019 roku w Rzeszowie na finałach Polskiej Ligi Esportowej. Podczas pandemii koronawirusa organizatorzy przenieśli wszystkie rozgrywki do Internetu, co zablokowało możliwość przeżywania esportowych emocji na żywo.

Jeden z komentatorów turnieju – Łukasz „Hermes" Pożyczek jest zdecydowanie za powrotem do wydarzeń LAN-owych. – Rozgrywkowo wchodzimy wówczas na najwyższy szczebel. W Internecie istnieje bardzo dużo różnych turniejów, sporo z nich się miesza, także z perspektywy widza. Z perspektywy gracza myślę, że też może się coś takiego zdarzyć. Na LAN-ie istnieje inny poziom koncentracji, 95% meczów jest „o coś" – o awans lub o pozostanie w turnieju. Po zawodnikach widać inne podejście i nastawienie, widać to również po samej grze. Gracze starannie przygotowują się do każdej rundy, nie ma pośpiechu – przedstawia Hermes.

Specyficzny, LAN-owy mikroklimat

Turnieje LAN-owe wiążą się również z inną atmosferą i warunkami, przede wszystkim dla graczy. Niektórzy z uczestników swoją profesjonalną karierę rozpoczęli zaledwie kilkanaście miesięcy temu i impreza w Chorzowie była dla nich pierwszą tego typu. Wykorzystywali to bardziej doświadczeni gracze, m.in. Wiktor „TaZ" Wojtas, który w każdym spotkaniu zachowywał się ekscentrycznie – krzyczał, emanował pewnością siebie, dopingował swoich kolegów i starał się prowokować i rozpraszać rywali werbalnie.

- Klasyk gatunku. Ja zaczynałem przygodę z CS-em wcześnie - kiedyś dwie drużyny potrafiły się nawzajem przekrzykiwać i nie korzystać z mikrofonów podczas komunikacji. Była to forma napędzenia siebie i zdekoncentrowania rywala. TaZ po prostu wraca do korzeni. Widać, że brakowało mu klimatu LAN-a – skomentował Pożyczek.

Między innymi przez takie zagrania turnieje LAN-owie potrafią weryfikować poziom radzenia sobie ze stresem wśród zawodników. Hermes dostrzega różny wpływ rozgrywek offline’owych na graczy. – Doświadczeni zawodnicy potrafią usiąść na takim turnieju i grać jeszcze lepiej niż w Internecie. Ci z mniejszym stażem potrzebują obycia i luzu. Dotychczas byli przyzwyczajeni do domowych warunków – zawsze to samo biurko, podkładka, monitor, wszystko należycie przygotowane do spotkania. Nie ma również rywala kilka metrów dalej, który może prowokować – twierdzi. – Potrzeba czasu, żeby się do tego przystosować. Część szybko załapie klimat, niektórym jednak dłużej to schodzi. W ostatnim czasie pojawiło się sporo nowych, młodych zawodników. Wydaje mi się, że wprowadzanie ich na wysoki poziom było łatwiejsze, bo budowali swoją karierę w Internecie – zauważył Hermes.

Niewykorzystany potencjał

Puchar Narodowej Drużyny Esportu był tylko dodatkiem do większej imprezy – Europejskiego Forum Przyszłości. Mimo bycia „przystawką" w harmonogramie, to właśnie rozgrywki esportowe przyciągnęły w piątek najwięcej ludzi. Rozgrywane na uboczu, w sali konferencyjnej schowanej za wystawami EFP, ze złym oznakowaniem. Dodatkowo turniej rozpoczął się o mało atrakcyjnej porze – 10:00 w piątek. Nieoczekiwanie na pierwszym półfinale frekwencja dopisała, a kameralna sala zapełniła się mniej więcej w połowie.

Paradoksalnie im później, tym gorzej z frekwencją. Na wielki finał rozgrywany o 18:00 stawiło się mniej osób, niż miało to miejsce na porannym spotkaniu. Szkoda, bo aglomeracja górnośląska uchodzi za stolicę esportu. Okoliczności turnieju, takie jak pierwsza tego typu impreza w Polsce od bardzo dawna, darmowe bilety, najlepsze drużyny grające o wysoką stawkę czy Stadion Śląski w roli gospodarza powinny ściągnąć na trybuny znacznie więcej osób.

Można odnieść wrażenie, że nie wykorzystano sporego potencjału, który drzemał w tych rozgrywkach. Ze strony organizatora wszystko przebiegło sprawnie – mecze rozpoczynały się w mniej więcej zaplanowanych porach, przygotowano również ciekawą oprawę audiowizualną. Poważnym mankamentem było umiejscowienie największego telebimu, który był widoczny dla zawodników. Z tego względu transmisja na nim była opóźniona o 60 sekund, a kibice musieli posiłkować się trzema średniej wielkości telewizorami ustawionymi pod trybunami.

Scena i oprawa Pucharu Narodowej Drużyny Esportu.Scena i oprawa Pucharu Narodowej Drużyny Esportu. AK

Cała impreza miała jednak pozytywny wydźwięk. Warto pamiętać, że była to pierwsza tego typu inicjatywa Narodowej Drużyny Esportu, a na dodatek Stadion Śląski również debiutował na esportowej mapie Polski. Łukasz „Hermes" Pożyczek dostrzega potencjał w tego typu eventach. - Fajnie, gdyby takie turnieje byłyby organizowane częściej. Warto wykorzystywać tego typu tereny jak zaplecze Stadionu Śląskiego. Na przyszłość będzie można niwelować błędy oraz złapać powtarzalność organizacji całego wydarzenia. Wówczas każdy kolejny event byłby coraz lepszy. Działałoby to z korzyścią dla wszystkich – zakończył komentator.

Więcej o:
Copyright © Agora SA