Ostatni taniec wielkiej legendy. W swoim kraju jest absolutną gwiazdą

Mistrzostwa Świata w League of Legends zbliżają się wielkimi krokami. Na najważniejszy turniej w roku powróci rekordzista w zdobytych złotych medalach rozgrywek, Lee "Faker" Sang-hyeok. Według wielu turniej ten może być ostatnim tańcem w wykonaniu zawodnika.

Kiedy myślimy o danych dyscyplinach sportowych, do głowy natychmiastowo przychodzą nam do głowy pewne nazwiska. Myśląc o koszykówce od razu przywołujemy Michaela Jordana lub LeBrona Jamesa. W przypadku piłki nożnej dzisiaj momentalnie na ustach pojawiają się Leo Messi czy Cristiano Ronaldo. Ikoniczne osobistości są dzisiaj normą. Za to w przypadku League of Legends takową jest Lee "Faker" Sang-hyeok.

Zobacz wideo Esportowe abecadło. Poznaj najważniejsze pojęcia w League of Legends

Na naszym portalu przedstawialiśmy już sylwetki renomowanych postaci w świecie produkcji Riot Games. Jedną z nich jest chociażby Marcin "Jankos" Jankowski, któremu nie sposób odmówić osiągnięć zarówno w Europie, jak i poza nią. Na Starym Kontynencie Polak jest postacią jedyną w swoim rodzaju, a w przypadku LoL-a w każdym zakątku świata znajdziemy równie ważne osobistości. Patrząc jednak na skalę globalną, to nikt nie osiągnął tyle, co Faker.

Statystycznie niekwestionowany król

Koreańczyk posiada na swoim koncie rekordową liczbę zdobytych mistrzostw świata, bowiem aż trzy razy sięgnął po Puchar Przywoływacza. Co prawda trzykrotnie zdobył je z nim Bae "Bengi" Seong-woong, aczkolwiek 27-latek już cztery lata temu zakończył karierę profesjonalnego gracza i próbuje swoich sił w roli trenera (jak na razie niezbyt udanie). Za to Sang-hyeok do dziś jest czołowym przedstawicielem Korei Południowej w League of Legends, która na zbliżających się mistrzostwach świata wystawi cztery reprezentacje, z czego jedna będzie starała się obronić tytuł. Te przylecą do Europy, a wraz z nią pojawi się Faker, dla którego będzie to szósty występ na tzw. Worldsach.

Gracz T1 jest także historycznie królem League of Legends Champions Korea, wszak mistrzostwo swojego kraju zostało przez niego wywalczone dziewięciokrotnie (drugi w tej klasyfikacji gracz ma "tylko" sześć tytułów). Warto tutaj wspomnieć, że mowa tutaj o koreańskich zmaganiach, czyli tych, które były uznawane za najwyższego szczebla przez ostatnie lata.

Jednak nie samymi statystykami człowiek żyje. League of Legends to w końcu gra drużynowa, w której zazwyczaj wygrywa lepsza formacja, a pojedyncze jednostki rzadko są w stanie wziąć ciężar gier na swoje barki. Wystarczy spojrzeć na przepełniony gwiazdami skład G2 Esports, który zawiódł w tym roku po całej linii, a historię tą przytoczyliśmy w tym miejscu. W przypadku Fakera nie będzie jednak przesadą stwierdzenie, że ten nieraz był zawodnikiem, który przechylił szalę wygranej na stronę swojego zespołu.

Patryk 'starxo' KopczyńskiSensacyjna porażka Polaków. Walczą o mistrzostwa świata

Koreańczyk autorem najbardziej ikonicznych chwil w historii LoL-a

Udowodnił to już podczas początków swojej kariery profesjonalnego gracza. Pod koniec 2013 roku w ostatniej serii finałów regionalnych w Korei spotkały się dwie drużyny - KT Bullets i SKT T1 z Lee Sang-hyeokiem na czele. Stawka była ogromna, bowiem triumfator leciał do Kalifornii na Worldsy, a przegrany kończył swój sezon i mógł rozglądać się za biletami na wakacje. W ostatniej, piątej mapie wszystko szło po myśli Fakera i spółki, aż do momentu, w którym wydawało się, że ten popełnił krytyczny błąd. Byliśmy jednak w błędzie, a koreański midlaner został autorem najbardziej rozpoznawalnego zagrania w historii LoL-a.

 

SKT, jak można się domyślić, zwyciężyło, pojechało na mistrzostwa świata, a następnie zdobyło pierwszy w historii organizacji Puchar Przywoływacza. Faker został kluczową postacią nie tylko podczas wspomnianego spotkania w Korei, ale również na samych mistrzostwach. Zresztą to samo można powiedzieć o roku 2015 czy 2016, w którym SKT także zostało mistrzem świata, a to między innymi za sprawą legendarnego midlanera.

Olivier Giroud wraz z innymi graczami AC Milanu odgadywał statystyki kart w nowej FIFIE.Znany piłkarz krytykuje nową FIFĘ. "Mój syn jest szybszy"

Ostatni taniec Fakera?

Niemniej nie można utrzymywać się na tronie przez wieczność. Tak samo jak w sporcie, tak i również w esporcie, legendy będą z czasem usuwać się w cień. Faker ostatnie trofeum zdobył półtora roku temu. Od tamtego momentu nie mówi się o nim czy też o jego zespole w kontekście najlepszej drużyny na świecie, bądź też nawet w Korei. Ten tytuł przejęli reprezentanci DWG KIA, którzy do zbliżającego się ogromnymi krokami turnieju przystąpią jako obrońcy tytułu.

Z czystym sumieniem można więc rzec, że tegoroczne mistrzostwa świata będą swojego rodzaju ostatnim tańcem Lee Sang-hyeoka. Ten lata świetności ma już za sobą, a jego ekipy nikt nie stawia tym razem w świetle faworytów, a prędzej w kontekście czarnego konia. Jeżeli Faker i spółka nie zbliżą się stanowczo do Pucharu Przywoływacza, to można spodziewać się, że gracz w końcu zawiesi myszkę na kołek. Koniec końców warto wiedzieć, kiedy zejść ze sceny niepokonanym, a renoma 25-latka pozwoli mu na poprowadzenie dalszej kariery w wielu różnych kierunkach. Warto na samym końcu wspomnieć, że ten na Półwyspie Koreańskim zyskał miano czołowej gwiazdy, występując w reklamach obok takich osobistości jak Heung-min Son z angielskiego Tottenhamu Hotspur.

 

Mistrzostwa świata w League of Legends startują już 5 października od fazy play-in. Samego Fakera będziemy mogli śledzić dopiero od fazy grupowej, która zostanie zainaugurowana niecały tydzień później.

Italy Soccer Serie ASerie A bez czterech drużyn w najnowszej FIFIE. Juventus znowu z dziwną nazwą

Więcej o: