Wielka porażka! Samo miejsce w lidze kosztowało 60 mln, skończyło się katastrofą

Za samo miejsce w lidze trzeba było zapłacić od 30 do 60 mln dolarów. Overwatch League miało odmienić świat esportu, ale okazuje się wielką i kosztowną porażką.

Kiedy esport zaczął błyskawicznie zyskiwać na popularności w połowie poprzedniego dziesięciolecia, włodarze profesjonalnych lig zaczęli szukać coraz to nowszych rozwiązań. Ich głównym celem było uatrakcyjnienie swojego produktu zarówno dla widza, jak i dla ewentualnych sponsorów, żeby coraz bardziej przełamywać barierę mainstreamu w codziennej rozrywce. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że mistrzem w wyciskaniu maksimum ze swoich rozgrywek są Stany Zjednoczone. Wystarczy przyjrzeć się temu jak popularne jest, chociażby NBA. Wielu więc organizatorów zwróciło się ku podobnym systemom, a konkretnie ku franczyzie.

Zobacz wideo Polacy w najważniejszej europejskiej lidze League of Legends

Fenomen poprzedniego dziesięciolecia

Dzisiaj sztandarowym przykładem franczyzowych lig jest Riot Games i tworzone przez nie League of Legends European Championship, czy też LoL Championship Series. Twórcy stworzyli ekosystem, w którym każdy może otrzymać szansę rozwinięcia się i wspięcia na światowy szczyt. Polacy mogą pochwalić się wieloma utalentowanymi zawodnikami (Marcin “Jankos” Jankowski czy Oskar “Selfmade” Boderek reprezentują dwie najbardziej utytułowane organizacje na Starym Kontynencie). Skoro jednak istnieją perfekcyjne przykłady udanego wprowadzenia franczyzy i dbania o swój produkt w esporcie, to muszą istnieć także zupełne tego przeciwieństwa. Takim jest Overwatch League.

Intel Extreme Masters już po raz dziewiąty w KatowicachObecny rok należy do nich. Nasi sąsiedzi zdominowali świat Counter Strike'a

Sam Overwatch to twór Blizzard Entertainment, który miał swoją premierę w 2016 roku. Zamysł rozgrywki jest bardzo prosty. Spośród kilkudziesięciu różnych bohaterów dwie sześcioosobowe drużyny muszą wybrać taką kompozycję, żeby osiągnąć dane cele na mapie i pokonać rywali. Brzmi prosto i przede wszystkim wydaje się atrakcyjne dla graczy, jak i dla widzów. I takie też na początku było.

Po ogromnym sukcesie po premierze Blizzard szybko zaczął pracować nad profesjonalną ligą stworzoną wokół rywalizacji najlepszych z najlepszymi. Między innymi dlatego, że niektórzy inwestorzy byli jednocześnie powiązani z amerykańskimi NFL, MLB i NBA, władze postanowiły pójść podobnym tropem. W wyniku tego powstało Overwatch League, które podlegało pod Major League Gaming (którego właścicielem jest Activison, ta sama spółka, która posiada Blizzarda).

Międzykontynentalna liga i spore sumy do zdobycia

W niej udział brały zespoły nie tylko ze Stanów Zjednoczonych, ale także z Europy oraz Dalekiego Wschodu. Każdy z nich był w pewien sposób powiązany z danym miastem, co miało swoje odzwierciedlenie na przykład w nazwie. Dla przykładu wystarczy spojrzeć na obecnych mistrzów, czyli San Francisco Shock. Dzięki temu również niektóre kolejki nie były rozgrywane w Burbank w Kalifornii, lecz były organizowane przez inne miasta. Dlatego też w niektóre weekendy masy fanów zbierały się między innymi w wielkich, kilkutysięcznych arenach m.in. w Dallas. Ba, każda z franczyzowych organizacji miała mieć własną arenę w swoim mieście, w którym mogłaby ewentualnie ugościć rywali i widzów.

Świat esportu ma poważny problem. Świat esportu ma poważny problem. "Zawodnicy regularnie z tego korzystają"

Overwatch League wyróżniało się także prestiżową pulą nagród i wysokim progiem wejścia. Wspomniana ekipa z San Francisco za triumf w ostatniej edycji zainkasowała 1,5 miliona dolarów, a to było już po zmniejszeniu jej przez straty związane z pandemią COVID-19. Według ESPN za samo miejsce w lidze trzeba było zapłacić od 30 do 60 milionów dolarów. Kwota ta na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo pokaźna, chociaż patrząc na to, jacy inwestorzy wchodzili w Overwatch League, to nie jest ona zaskakująca. Jedną z pierwszych osób, której zaproponowano posiadanie zespołu w OWL był Robert Kraft, właściciel m.in. New England Patriots. Sama liga według raportów w 2018 roku wygenerowała 1,8 miliarda przepływu gotówki.

Ambitne plany, mierne wykonanie

Twór Major League Gaming miał odmienić świat esportu. Wraz z ogromnymi pieniędzmi, które były pompowane w ligę, a także z potężną próbą imitacji amerykańskich rozgrywek sportowych, do Overwatch League prędko zaczęto przypisywać łatkę rewolucyjnej ligi, która ma przetrzeć szlaki dla pozostałych gier. Ikar podleciał jednak za blisko słońca i pomimo wielkich nadziei i starań, ze wszystkiego wyszedł niestety nieudany eksperyment. Co zawiodło?

GraczPięć godzin przed śmiercią napisał: "Współczuję każdemu, kto musi znosić moje szaleństwo"

Blizzard po części zabił własne dziecko. Po pierwsze sama gra nie tyle, ile przestała być aktualizowana, a po prostu coraz to kolejne łatki do niej nie naprawiały błędów i niepoprawnych elementów rozgrywki. To spowodowało, że zainteresowanie ligą spadło wśród widzów - w pewnym momencie część z nich znudziło oglądanie meczów, których los był z góry przesądzony przez niezbalansowane elementy rozgrywki. W przeciwieństwie jednak do produkcji Valve, jaką jest Counter-Strike: Global Offensive, osobistości związane z grą nie pozostały na tonącym statku, a wręcz przeciwnie.

Multum problemów

Zauważając coraz to mniejsze zainteresowanie ze strony Blizzarda i widzów, wielu komentatorów i samych graczy opuściło scenę. Z tej pierwszej grupy można wymienić dla przykładu Christophera “MonteCristo” Myklesa czy Auguste “Semmlera” Massonnata, którzy powrócili do projektów związanych ze wspomnianym CS:GO. W przypadku zawodników większość z nich przeszła na nową produkcję Riot Games, czyli VALORANT (tak samo zresztą, jak gracze CS-a).

 

Ligę zraniły także same ceny miejsc. Wspomniane 60 milionów dolarów jest kwotą o wiele większą, niż domniemane 13 milionów, które trzeba wyłożyć za wejście do LCS czy LEC. W przypadku produktów Riotu liczba widzów nie spada, a wręcz przeciwnie, ciągle rośnie. Niefortunnie włodarze Overwatch League nie mogą powiedzieć tego samego, co zniechęca ówczesnych i nowych inwestorów.

Blizzard próbował robić za dużo rzeczy na raz. Niemalże od razu próbował uderzać w lokalne rynki, bez pozwolenia zespołom, żeby same się na nich osiedliły. Rozgrywanie meczów wymagało sporo podróży, co w połączeniu z globalną pandemią, stało się po prostu niemożliwe.

Dzisiaj Overwatch League znajduje się w ogromnym kryzysie i nie widać sposobu na wyjście z niego. Twórcy próbowali się ratować ogłoszeniem drugiej części Overwatcha, która została ogłoszona w końcówce 2019 roku. Minęło już półtora roku, a gry na horyzoncie nadal nie widać. Ba, najnowsze przecieki mówią, że na jej premierę trzeba będzie poczekać do następnego roku. Czy OWL ma jednak tyle czasu? 

ESL Mistrzostwa Polski Wiosna 2021 w Counter Strike'a: Global Offensive. Źródło: Facebook, ESL PolskaKiedy i gdzie oglądać ESL mistrzostwa Polski? Imponujący plan zawodów