Ile są warte organizacje esportowe? Setki milionów dolarów!

Esport to prężnie rozwijająca się branża, ale mało kto zdaje sobie sprawę z wartości poszczególnych drużyn. Według najnowszego rankingu światowa czołówka jest warta setki milionów dolarów.

Globalna pandemia koronawirusa miała niewątpliwie masywny wpływ na światową gospodarkę w tym roku, zwłaszcza na sport. Na początku pierwszej fali zmagania na przestrzeni całego świata zostały wstrzymane, w trosce o ludzkie zdrowie. Z drugiej strony, mało kto wiedział jak zareagować na tak poważne niebezpieczeństwo, jakim okazała się choroba Covid-19, więc trudno się dziwić tak radykalnym ruchom.

Zobacz wideo Esportowe abecadło. Poznaj najważniejsze pojęcia w Counter Strike: Global Offensive

W przypadku esportu było odrobinę inaczej. Elektroniczne zawody miały przecież ten przywilej, że mogą odbywać się w formie, z której się wywodzą, czyli w internecie. Jednym z ostatnich turniejów przed startem pandemii, który odbył się na arenie według planu, był IEM w Katowicach, chociaż i tam nie odbyło się bez pokrzyżowań. Całe środowisko esportowe do dzisiaj pamięta decyzję Wojewody Śląskiego, który dzień przed rozpoczęciem wydarzenia zakazał wstępu publiczności. Od tamtego momentu wydarzenia przeprowadzone w tradycyjnej formie można zliczyć na palcach jednej ręki, jako że prawie cały esport odbywa się online.

Taki stan rzeczy zachęca do wniosku, że same organizacje biorące udział w zmaganiach esportowych mają się dobrze i w przeciwieństwie do wielu branż ze świata rozrywki, mogły zaliczyć w tym roku konkretny wzrost finansowy. Jak się okazuje, nie jest to do końca prawdą. Do takich konkluzji możemy przejść dzięki corocznemu zestawieniu Forbesa na temat najbardziej wartościowych organizacji esportowych, którego wyniki mówią jasno - koronawirus dotknął także esport.

Zanim jednak przejdziemy do konkretów, wyjaśnijmy sobie, w jaki sposób sporządzony został dany ranking. Jak tłumaczą sami twórcy, skontaktowali się oni z dwudziestoma organizacjami, analitykami oraz inwestorami, w celu uzyskania jak najbardziej realistycznych danych finansowych. Same szacowane przychody również mają charakter szacunkowy, chociaż jak podkreśla Forbes, nieraz organizacje same dostarczały informacji w tym zakresie.

Tak prezentuje się zestawienie:

  • 1. TSM - 410 mln $ wartości, przychód w okolicach 45 mln $, +3% zmiany od 2019
  • 2. Cloud9 - 350 mln $ wartości, przychód w okolicach 30 mln $, -13% zmiany od 2019
  • 3. Team Liquid - 310 mln $ wartości, przychód w okolicach 28 mln $, -3% zmiany od 2019
  • 4. FaZe Clan - 305 mln $ wartości, przychód w okolicach 40 mln $, +27% zmiany od 2019
  • 5. 100 Thieves - 190 mln $ wartości, przychód w okolicach 16 mln $, +19% zmiany od 2019
  • 6. Gen.G Esports - 185 mln $ wartości, przychód w okolicach 14 mln $, 0% zmiany od 2019
  • 7. Enthusiast Gaming - 180 mln $ wartości, przychód w okolicach 95 mln $
  • 8. G2 Esports - 175 mln $ wartości, przychód w okolicach 19 mln $, +6% zmiany od 2019
  • 9. NRG Esports - 155 mln $ wartości, przychód w okolicach 20 mln $, +3% zmiany od 2019
  • 10. T1 - 150 mln $ wartości, przychód w okolicach 15 mln $

W czołówce można głównie znaleźć organizacje wywodzące się ze słonecznej Kalifornii tak jak, chociażby trójka na podium, czyli TSM, C9 oraz TL. Fakt ten nie dziwi, jako że w Ameryce Północnej coraz to częściej widujemy ogromne nazwiska inwestujące spore ilości pieniędzy w esport. Tutaj można wymienić na przykład Michaela Jordana. O nim i o innych gwiazdach pompujących pieniądze w elektroniczne rozgrywki pisałem w innym tekście.

Co więcej, odrobinę dziwi nieobecność azjatyckich organizacji, zwłaszcza tych wywodzących się z Chin. Bardzo często na światło dzienne wychodzą historię, że to właśnie w Państwie Środka esport obraca największym pieniądzem. Jednakże same Chiny są bardzo tajemnicze pod względem swojego kapitału jak i wielu innych rzeczy i najprawdopodobniej takie informacje nie są jawne, nawet jeśli zapytałby ktoś taki jak Forbes.

Na pierwszy rzut oka można się zdziwić, dlaczego wyniki te są niezadowalające. Przecież większość z czołówki zaliczyła wzrost w zakresie wartości, chociaż nie sposób ukryć, że minimalny. A to dlatego, że wielu ekspertów z branży zapowiadała, że 2020 będzie rokiem przełomowym dla esportu, a jego wartość ogólnie wywinduję w górę. I kiedy faktycznie zyski organizacji wspięły się na wyższy poziom, to inne raporty, tym razem ze strony globalnej platformy analizującej esport Newzoo, pokazują, że wartość branży jako ogółu spadła.

Jak w takim razie rozumieć najnowsze zestawienie ze strony Forbesa? Tak jak wspomniałem, koronawirus zbiera swe żniwa również w tym obszarze. Branża dzięki możliwości organizowania rozgrywek online przetrwała, a organizacje zaliczyły minimalny wzrost. Tegoroczne wyniki nie zbliżają się jednak w żaden sposób do tych zapowiadanych pod koniec zeszłego roku.

Globalny kryzys zmusił organizacje do zmiany strategii. Bez wydarzeń offline na największych arenach pokroju Spodka, włodarze zaczęli pokładać więcej energii i środków w działania na mediach społecznościowych i w szeroko pojętym internecie. To potwierdza wypowiedź Johna Robinsona, COO 100 Thieves. - Dzisiaj w gamingu bitwa toczy się głównie o media społecznościowe oraz talent z YouTube’a - powiedział. Jego organizacja skupia się na tytułach pokroju Call of Duty, które od lat nieodłącznie jest mocno związane z gwiazdami wywodzącymi się właśnie z YouTube’a czy Twitcha.

Jak w takim razie może zapowiadać się przyszłość esportu? Tegoroczne wyniki czy to organizacji rywalizujących w różnych tytułach, czy samych organizatorów rozgrywek są pewnego rodzaju rozliczeniem za bardzo trudny rok. Pokazują, czy firmy poprawnie radzą sobie z kryzysem, który bez wyjątków dotyka każdego.

Do tej pory sam esport był fenomenem i z roku na rok w swojej krótkiej historii zaliczał ogromny wzrost. Tym razem jest jednak inaczej, a sama społeczność zaczyna być zmęczona turniejami online, które szybko mogą się znużyć.