Młody Polak podbija zagranicę. "Mam silną pozycję. Zawsze broniłem się umiejętnościami"

- Prawda, zawsze byłem najmłodszy. Jednak nie wiem, czy to była jakaś wielka bariera. Może na początku, ale potem stawałem się przez to dużo doroślejszy. Dużo przebywałem ze starszymi ode mnie czy to w Kinguin, czy to w Virtus.pro i przez to nauczyłem się po prostu życia - mówi Michał "MICHU" Müller. Długo uznawany był za młody talent polskiej sceny Counter Strike'a. Ten rok jest dla niego przełomowy. Dołączył do jednej z większych organizacji na świecie - Teamu Envy, dzięki czemu miał okazję mieszkać za oceanem. Teraz przebywa w Polsce i szykuje się do kolejnej przeprowadzki, tym razem w granicach Europy.

Jak zaczęła się twoja przygoda z grą Counter Strike? Z tego co wiem, trwa ona już od wcześniejszych części.

Grę zacząłem jeszcze za czasów Counter Strike'a 1.6. Zaczęło się od gry z kolegami z bloku czy z klasy. Było to takie niezaawansowane i graliśmy głównie dla zabawy. Potem moi rówieśnicy przestali grać, nie wiem czy znudziła im się gra czy jakiś inny aspekt o tym zadecydował, ale ja cały czas grałem, cały czas mi się to podobało. Pamiętam swój pierwszy LANowy turniej, odbywał się on w małym miasteczku i właśnie wtedy poznaliśmy tam jednego z zawodowych graczy, Wojtka "breaka" Paszkiewicza. Nie miałem wtedy pojęcia, że można grać w CS'a zawodowo. O dziwo, spodobało mu się jak gram, co zaobserwował stojąc za mną podczas meczu. Dzięki temu, już na drugi dzień miałem okazje zagrać z nim i innymi zawodowymi graczami polskiego CSa. Przeszedłem z totalnego grania dla przyjemności z kolegami, do gry z profesjonalnym zawodnikiem Counter Strike'a, który osiągał już duże sukcesy.

Zobacz wideo

Ktoś z tamtej ekipy funkcjonuje jeszcze na scenie?

Grał z nami między innymi minise, który teraz reprezentuje Actinę PACT. Wtedy po raz pierwszy pokazałem się szerszej publiczności jako 15-16 letni chłopak, który grał z doświadczonymi wyjadaczami, będącymi gdzieś tam wysoko w rankingach.

W tym momencie poczułeś, że chcesz być profesjonalnym zawodnikiem czy jeszcze wtedy o tym nie myślałeś?

Wtedy jeszcze tak nie myślałem. Imponowało mi to, że mogę grać w najlepszej drużynie na portalu ESL. Dzięki temu już na tym etapie udało mi się poznać wielu zawodowców, którzy nadal są aktywnymi graczami na scenie CSGO. Nie przeszkadzało im, że mam 15 lat, nie przeszedłem jeszcze mutacji. Lubili chyba ze mną grać, często zapraszali mnie na mecze i dzięki temu mogłem zdobywać doświadczenie.

Trzeba przyznać, że często wchodziłeś do nowych zespołów jako ten najmłodszy zawodnik.

Prawda, zawsze byłem najmłodszy. Jednak nie wiem czy to była jakaś wielka bariera. Może na początku, ale potem stawałem się przez to dużo doroślejszy. Dużo przebywałem ze starszymi ode mnie czy to w Kinguin, czy to w Virtus.pro i przez to nauczyłem się po prostu życia.

Często zdarzają się sytuacje, że młodzi zawodnicy dojrzewają razem z nami. Nie zauważamy wtedy, że są to już dorośli, ukształtowani gracze, a nie młode talenty. Gdzie siebie obecnie widzisz? 

Wydaje mi się, że ze względu na moją posturę, wzrost, byłem dłużej nazywany młodym talentem. Nie uważam jednak, że nadal jestem młodym talentem. Mam już 24 lata, więc to już nie jest raczej wiek osoby, będącej młodym talentem. To są raczej gracze, mający 16-17 lat, więc to już dawno za mną. Powiedziałbym, że jestem na takim środkowym etapie.

Zdecydowanie to już dawno za Tobą. Grałeś w drużynach z wieloma doświadczonymi zawodnikami i już wtedy chyba przeszedłeś transformację z młodego, zdolnego zawodnika w gracza na poziomie.

Gdy dołączyłem do VP, możliwe że jeszcze byłem tak postrzegany. Jednak to była już naprawdę końcówka tego etapu młodego zawodnika.

Michał 'MICHU' Müller reprezentuje barwy Teamu Envy od początku obecnego roku.Michał 'MICHU' Müller reprezentuje barwy Teamu Envy od początku obecnego roku. fot. Team Envy

Czy masz lub miałeś w głowie jakiś plan na to jak powinna wyglądać twoja esportowa kariera?

Nie miałem. Zawsze chciałem wygrywać mecz za meczem i być coraz lepszym graczem - to jest moim celem. Zawsze starałem się tego trzymać. Na pewno celem każdego polskiego gracza było kiedyś granie w legendarnym Virtus.pro i niewielu się to udało. Miałem zaszczyt dołączyć jako pierwszy po bardzo długim okresie bez zmian w zespole. To było coś wspaniałego.

Virtus.pro było niewątpliwie wielką marką i marzeniem każdego, ale po dołączeniu do drużyny, Wasze wyniki nie wyglądały już tak jakby wszyscy sobie tego życzyli.

To jest jedna rzecz, o której nie myślałem wcześniej. Bardzo chciałem jako gracz dołączyć do tej drużyny, ale naturalne jest to, czego nie wziąłem pod uwagę, że jeśli kiedykolwiek przeprowadzą zmianę to nie będzie to w momencie ich szczytowej formy, gdy będą najlepsi na świecie i pozostaną na szczycie wszystkich rankingów. Taka okazja przyjdzie wtedy, kiedy będzie im słabiej szło. Oni szukali wtedy leku na to wszystko, zmieniając TaZa. Doszedłem jako najmłodszy zawodnik w drużynie do starych wyjadaczy. Jaki ja mogłem mieć wtedy wpływ na to wszystko? Szedłem na pewno z ich całym rytmem i może to zaszło już trochę za daleko. Sami mówili potem w różnych wywiadach i wypowiedziach, że uważają, iż do zmian doszło trochę za późno. 

Gdybyś miał swoją dzisiejszą wiedzę wtedy, gdy decydowałeś się dołączyć do Virtus.pro, to zrobiłbyś jeszcze raz to samo?

Oczywiście, że tak. Cały okres gry w Virtusach był wspaniały. Oczywiście nie pod względem wyników, bo wymagało się od nas dużo dużo więcej, po tym co VP zaprezentowało w przeszłości, ale nie byliśmy też zespołem do bicia. Nikt nie myślał, że nie musi się starać w meczach przeciwko nam. Naprawdę nie graliśmy jakoś bardzo źle. Oczywiście były słabsze i lepsze momenty, ale szkoda trochę, że Snax odszedł po krótkim czasie od mojego dołączenia do zespołu. Wtedy zaczęło nam się wszystko sypać, zaczęły się zmiany. Nie mieliśmy już kogo brać do tej drużyny, trudno było znaleźć zawodników, którzy mogliby wypełnić brakujące luki i odpowiednio wpasować się w rolę. Potem te zmiany były ograniczane, przez to wszystko malało też zaufanie do nas ze strony organizacji, bo oni wydawali pieniądze, to też jest dla nich biznes, a efektów nie było.

Na ile pomogła ci współpraca z Kubenem w czasach Virtus.pro. Miał on duży wpływ na ciebie czy to inni, doświadczeni zawodnicy najmocniej na ciebie wpłynęli.

Na pewno miał duży wpływ. Był moim trenerem, więc zadawałem dużo pytań, prosiłem też, aby oglądał mnie podczas treningów i wtedy doradzał mi najbardziej. Mógł mieć jakieś spojrzenie na wszystkie moje błędy, reakcje, dlatego myślę, że najwięcej nauczyłem się od niego, ale tak naprawdę wiedzę chłonąłem od każdego z zawodników.

Jaki miałeś wpływ na budowę tego drugiego składu Virtus.pro z TOAO czy Snaxem?

Wszyscy wtedy podejmowaliśmy decyzje jak będzie wyglądać ta piątka.

Pamiętam, że wtedy pewne było tylko, że na pewno zostaniesz ty i Michał "snatchie" Rudzki.

Roman (Dvoryankin, generalny menedżer Virtus.pro - red.) stwierdził, że chce zbudować drużynę na naszej dwójce jako tych młodych zawodnikach, więc nasze miejsce było pewne w tym składzie i mieliśmy duży wpływ na to, kto będzie naszym kolejnym zawodnikiem.

Po okresie w Virtus.pro rozpocząłeś nowy etap w karierze. Wtedy się okazało, że jako jedyny z Virtusów nie przedłużyłeś kontraktu z własnej woli. 

Tak, to było we wrześniu 2019 roku. Chciałem po prostu to zakończyć. Stwierdziłem, że było już za dużo prób, za dużo zmian i nadal byliśmy niezadowoleni, organizacja też była niezadowolona i nadal to wszystko szło w złym kierunku. Uważałem, że to był najlepszy moment, aby zakończyć współpracę i szukać nowych wyzwań.

 

I w tym momencie dołączyłeś do Team Envy. Czym ciebie wtedy ten zespół przekonał?

Miałem jeszcze inne oferty, jednak nie było ich znowu aż tak dużo. Envy przyciągnęło mnie na pewno możliwością rozwoju, mimo, że skład na papierze nie był jakiś ekstra. Oprócz tego kusząca była gra z zawodnikami z Ameryki, mieszkanie w USA, przeniesienie się w zupełnie inne miejsce. Wyjście z mojej strefy komfortu, czyli wyjazd z Polski, zmiana języka komunikacji, czego też nie byłem do końca pewien, bo taka sucha nauka języka angielskiego z moim nauczycielem to nie jest to samo co życie z ludźmi, mówiącymi w tym języku. Trzeba przyznać, że to była najlepsza oferta pod każdym względem.

Tak jak wspomniałeś, skład na papierze nie wyglądał jakoś imponująco. Nie irytowała ciebie momentami wasza gra?

Nie ukrywam, że bywały takie momenty frustracji, zadawania pytań samemu sobie. 

Jaki był taki wasz pierwszy cel po twoim dołączeniu?

Chcieliśmy awansować na Majora. Trzy dni po moim przylocie graliśmy już pierwsze otwarte kwalifikacje do Minora, które wygraliśmy. Potem awansowaliśmy, mieliśmy już miejsce na turnieju w Rio de Janeiro, ale potem przez koronawirusa wszystko odwołano i straciliśmy miejsce w turnieju. 

Potem były zamknięte kwalifikacje do DreamHack Masters Spring 2020, gdzie w finale górnej drabinki graliście z Cloud9. Tam miała miejsce akcja, w której ryann źle rzucił granat błyskowy. Lekko oślepił kolegę z drużyny, Nifty'ego, a ten nie mógł znaleźć przeciwnika, w efekcie czego przegraliście ważną rundę, a potem cały mecz i nie awansowaliście do finału, a musieliście zagrać mecz decydujący z Bad News Bears, który też przegraliście. Co czułeś widząc taką rundę?

Co czułem po takiej akcji? Chyba zażenowanie, bo nie można tego inaczej opisać. Ciężko się to oglądało widzom na żywo, a co dopiero nam, jak byliśmy na serwerze i widzieliśmy ten błąd, który ostatecznie zaważył na końcowym wyniku meczu. Jednak wpadki się zdarzają, nawet profesjonalistom. Nie da się grać idealnie, ten błąd był ogromny, bardzo żałosny na podstawowy poziomie Counter Strike'a, ale niestety takie sytuacje czasami się zdarzają. Nikogo nie tłumaczę, nikogo nie obwiniam. Wyszło jak wyszło. Szkoda, że w takim momencie, bo mieliśmy dużą szansę, aby awansować na ten turniej.

 

W którym momencie według ciebie Envy doszło do wniosku, że jednak potrzeba zmian w składzie?

W momencie, gdy ta scena amerykańska trochę podupadła i dużo graczy przeszło na VALORANT. Kilka drużyn się rozpadło, a my wcześniej i tak nie mieliśmy zbyt wielu drużyn, przeciwko którym moglibyśmy grać sparingi, bo scena amerykańska jest mocno ograniczona jeśli chodzi o CS:GO. Ciężko nam było trenować i szefostwo stwierdziło, że dobrze będzie się przenieść na rynek europejski. Myślę, że to był główny powód zmian.

Gdy spojrzymy na filmy wrzucane przez Envy można zauważyć, że nie boisz się zabrać głosu w zespole i świetnie sobie radzisz z angielskim. Czujesz, że masz duży wpływ na to co się dzieje w zespole?

Wydaje mi się, że moja pozycja jest silna. Zawsze w takich aspektach broniłem się umiejętnościami na serwerze. Jednak z drugiej strony nie jest ona jakoś mocno wygórowana, bo to nie jest moim celem. Chcę wygrywać każdy następny mecz, a o tym co się dzieje w drużynie, decyduje lider, trener i inne osoby. Mimo tego, lubię jak każdy jest na równym poziomie. Jeśli chodzi o język angielski, czuję się dość pewnie. Myślę, że nie byłoby tak super przed kamerą, na żywo, gdy dochodzi stres podczas turnieju czy jakiegoś wywiady. Na pewno jeszcze robię błędy, o których wiem, ale nie mam z tym wielkiego problemu. Po prostu mówię, każdy mnie rozumie, ja rozumiem ich. Nieważne czy to jest Thomas, który mieszka w Anglii czy Nifty z Ameryki, mający zupełnie inny akcent. Trochę do tego przywykłem, bo jestem już w anglojęzycznej drużynie przez dziewięć miesięcy. Przeżyłem już wiele rozmów, zaadaptowałem się i nie mam z tym problemu.

Pytam o ten wpływ, bo do Envy dołączył Kuben, który wcześniej był twoim trenerem w Virtus.pro.

Tak, miałem na to spory wpływ. Już na podstawie tego każdy może sobie odpowiedzieć jaką mam pozycję w Envy. Jednak to nie było tak, że poszedłem do właściciela i powiedziałem: "Zmieńmy trenera i weźmy Kubena" i na drugi dzień to się zadziało. Wszystko było przedyskutowane między graczami, potem w organizacji. Następnie sam LEGIJA jako trener stwierdził, że fajnie będzie mieć Kubena u nas w składzie, więc to nie było tak, że sam podjąłem decyzję i to się zadziało.

Kuben z Virtus.pro mocno się różni od Kubena z Team Envy?

To pytanie sobie nawet ostatnio sam zadawałem i wydaje mi się, że tak. Jest na pewno spokojniejszy i trenujemy bardziej po jego myśli niż wcześniej. Teraz też na treningach sporo rozmawiamy, nie tylko skupiamy się na grze w Counter Strike'a. Kuben jest  dużo bardziej spokojną osobą niż wcześniej. Myślę, że duży wpływ miałą na to jego przerwa.

To nietypowa sytuacja, że trener ustępuje, zostaje w drużynie jako gracz i przychodzi inny szkoleniowiec. Jak ta sytuacja wyglądała od wewnątrz, LEGIJA musi

ał z wami zostać?

To były zdecydowanie kwestie kontraktowe, nie było innej możliwości. Brakuje mu trochę umiejętności, zachowań podczas gry i doświadczenia, które my jako gracze zdobywamy głównie przez regularną grę w CSa. Wiadomo, że wcześniej był bardzo dobrym zawodnikiem i grał na bardzo dobrych turniejach i wysokim poziomie. Grał z wieloma znanymi zawodnikami takimi jak tabseN czy NiKo. Pojęcie o Counter Strike'u ma ogromne, ale brakuje mu takich umiejętności strzeleckich, motorycznych typowo w grze. Na pewno jest bardzo zmotywowany, widać, że chce grać i sporo trenuje indywidualnie. Nie zależy mu na tym, aby dużo zabijać. Chce, żeby drużyna wygrywała i gra właśnie w taki sposób. Czuje, że w drużynie jest ktoś lepszy albo ma słabszy dzień, to rzuca broń, sporo pomaga granatami. Taka jest jego rola, bo w końcu jest supportem i odpowiada bardziej za robienie nam przestrzeni do fragowania.

Zastanawialiście się kiedyś nad tym co się stanie jeżeli LEGIJA zostanie zawieszony za używanie "trenerskiego" buga w grze? 

Wszystkie mecze w Envy graliśmy z jednego pomieszczenia, więc byliśmy pewni, że LEGIJA nigdy nie używał tego błędu. Swoją drogą, znałem ten błąd i myślę, że każdemu takie coś mogło się przytrafić podczas oficjalnego meczu czy na treningu i jestem przekonany, że każdy trener, z którym grałem tego nie używał. Jestem przeciwko oszustwom i bardzo tego nie lubię. Tak zostałem nauczony przez mojego tatę i nigdy nie oszukuję. Jeżeli zrobiłby to mój trener i głośno o tym mówił, to po prostu nie grałbym tego meczu.

Wspominam o tym, ponieważ gdyby się okazało, że LEGIJA jednak używał ten błąd to zostałby zawieszony i raczej musielibyscie szukać sobie nowego zawodnika.

No właśnie, ciekawe co by było z LEGIJĄ, gdyby okazało się, że używa błędu, a jest teraz graczem?

Myślę, że chyba nie mógłby dalej grać. Może przejdźmy jednak do tematu twojej przyszłości. Zastanawiałeś się kiedyś co będziesz robić po zakończeniu kariery zawodnika?

Szczerze mówiąc, konkretnie jeszcze się nie zastanawiałem. W każdym razie jestem świadomy przyszłości i tego, że ona jest niepewna przez mój zawód, bo tak naprawdę nikt nie zna jeszcze limitu bycia zawodowym graczem. Jak długo gracze mogą grać na wysokim poziomie? Na razie taką granicę wyznacza Patrik "f0rest" Lindberg, który jest w dobrej formie w wieku 32 lat. To tylko pokazuje jak dużo jeszcze czasu przede mną i jak długo mogę pograć na wysokim poziomie. Co będę robić dalej? Ciężko powiedzieć. Jest bardzo dużo pytań, mało odpowiedzi. Na razie gram i na tym się skupiam. W każdym razie fajnie by było zostać w esporcie.

Jakiś czas temu zmieniłeś swoich menedżerów i współpracujesz z Fantasyexpo. Chcesz coś zmienić w postrzeganiu twojego wizerunku?

Chyba tak. Wydaje mi się, że Fantasyexpo ma o wiele większe możliwości, bardzo dużo znanych esportowców pod swoimi skrzydłami, których social media i wszystkie sprawy marketingowe prowadzone są bardzo fajny, profesjonalny sposób na wysokim poziomie i wydaje mi się, że to mnie głównie przekonało. Chciałem po prostu robić coś innego niż do tej pory.

Czy ten ruch oznacza, że rozwiniesz swoje aktywności w kontekście treści wideo?

Myślę, że to krok w kierunku rozwoju pod względem marketingowym, prowadzenia Twitcha i mediów społecznościowych. Trzeba podkreślić, że z poprzedniej agencji, eMine, również byłem bardzo zadowolony i nadal mamy bardzo dobry kontakt, ale Fantasyexpo daje mi coś innego w niektórych aspektach. Dużo łatwiej im jest prowadzić gracza nie tylko pod względem gry na serwerze i samego esportu, ale też marketingowo. Chodzi mi o wywiady, spotkania, reklamy czy wspomaganiu streamowania. Moja poprzednia agencja skupiała się raczej typowo na tym zawodniczym aspekcie. Fakt, że mam podpisany kontrakt z Envy na długi okres, zdecydowałem, że mogę sobie pozwolić na zmianę w tym aspekcie, bo moja kariera jako zawodnika jest już w miarę ukierunkowana i mogę się skupić na kwestiach marketingowych.

Znamy twoje cele długoplanowe, ale na czym chcesz się skupić w najbliższym czasie?

Chciałbym na pewno wrócić do meczów oficjalnych. Ostatnio sprawdzałem, że w tym roku rozegrałem tylko 60 meczów oficjalnych, a gracze na podobnym poziomie mają ich około 200, więc na pewno chciałbym to zmienić i grać jak najwięcej, bo za tym tęskni się najbardziej. Brak meczów oficjalnych, czy 4-miesięczna przerwa nie są czymś, co sobie wymarzyłem. 

Powrót do Europy powinien ci to ułatwić.

To na pewno. Dzięki temu możemy trenować z drużynami, które są dużo silniejsze niż w USA. Tam grało się albo na topowe drużyny takie jak Evil Geniuses czy Team Liquid albo na słabe drużyny, będące daleko w rankingu. W Europie te drużyny są na wyższym poziomie.

Czy w związku z utworzeniem w większości europejskiego składu są jakieś plany, byście wszyscy grali z jednego miejsca?

Gdyby nie koronawirus już dawno bylibyśmy razem w jednym miejscu. Cały czas kombinowaliśmy, sprawdzaliśmy opcje. Oczywiście tym wszystkim zajmuje się zarząd Envy i teraz na dniach Nifty przyleci do Anglii, gdzie odbędzie dwutygodniową kwarantannę i po tym wszystkim polecimy na Maltę, gdzie spotkamy się za trzy tygodnie i zamieszkamy tam do końca roku, skąd będziemy razem grać i trenować. Bardzo dużo ludzi pyta w moich mediach społecznościowych kiedy w końcu będzie można nas oglądać podczas jednego z internetowych turniejów. Mam nadzieję, że stanie się to jak najszybciej, jesteśmy bardzo głodni gry. Już niedługo wrócimy i będziemy mogli pokazać Counter Strike'a w dobrym wydaniu. Mam nadzieję, że kibice będą za nas ściskać kciuki tak jak do tej pory.