Najlepszy zespół świata został bez dwóch zawodników. Problemy nawiedzają ich od miesięcy

Zwiększająca się liczba widzów, coraz większe pieniądze do wygrania na turniejach, inwestycje marek pokroju Nike, Puma czy BMW, czy nowe gry, takie jak VALORANT - wraz z rosnącą popularnością esportu (zwłaszcza w czasie pandemii, gdy globalny sport stanął) pojawiły się także nowe problemy. Do niedawna mało kto zdawał sobie z nich sprawę, a dotknęły one nawet najlepszy zespół świata.

Największym z nich jest zmęczenie i wypranie zawodowe. Na pierwszy rzut oka można tego nie zauważyć, bo jakim cudem można się zmęczyć, grając w gry przez cały dzień? To nie jest kwestia siły fizycznej - choć takie przypadki zdarzają się, np. ze względu na dużą liczbę podróży - tylko zmęczenie psychiczne, wyprucie się.

Zobacz wideo Świetny występ Krzysztofa Piątka i niespodziewane zwycięstwo Herthy [ELEVEN SPORTS]

Ciągłe, monotematyczne treningi. Presja kibiców. Masa oficjalnych meczów, podróże, występy w materiałach promocyjnych. Tak wyglądają obowiązki esportowca, które na najwyższym poziomie istnieją od dawna i mają wpływ na zawodników. Najlepszym przykładem jest tu duńskie Astralis.

Znak ostrzegawczy dla Astralis. Dwóch graczy wzięło przerwę

Podopieczni Danny'ego "zonica" Soerensena przez wiele miesięcy byli najlepszym zespołem na świecie. Zdominowali cały 2018 rok i drugą połowę 2019 roku. W tym czasie aż 10 razy wygrali jedne z najbardziej prestiżowych turniejów na świecie, w tym trzy, które posiadają rangę Majora (te turnieje można porównać do mistrzostw świata w piłce nożnej czy Ligi Mistrzów). Astralis zostało też pierwszą ekipą, która wygrała trzy Majory z rzędu (tak jak Real Madryt, który jako pierwszy w erze LM wygrał te rozgrywki aż trzy razy z rzędu).

Duńczycy zostali strąceni z tronu na kilka miesięcy w zeszłym roku, czego dokonał amerykański Team Liquid. Zawodnicy Astralis tłumaczyli, że momentalny spadek formy spowodowany był małą liczbą treningów i mniejszą liczbą występów na mistrzostwach. To był znak ostrzegawczy.

Problem powrócił niecały rok później i to ze zdwojoną siłą. W maju przerwę od profesjonalnej gry wzięli Andreas "Xyp9x" Højsleth i Lukas Egholm “gla1ve” Rossander. Zdecydowali się na taki krok ze względu na wypalenie, symptomy nadmiernego stresu, które nawiedzają ich od miesięcy. Ten duet był jednym z filarów ekipy, która nie może odnaleźć dawnej formy. Nicolai "dev1ce" Reedtz dodał, że po każdym turnieju wymiotował w hotelu ze stresu (nadal gra w Astralis, nie wziął przerwy).

Z hotelu w Sydney prosto na lotnisko, by polecieć do Dallas

Sam Reedtz pojawił się w ostatni poniedziałek na ramach video podcastu “HLTV Confirmed”, gdzie opowiedział o ostatnich miesiącach. Wspomniał między innymi o tym, że gla1ve myślał o przerwie już od dłuższego czasu, sam zespół po prostu długo pracował nad znalezieniem odpowiedniego terminu. Co więcej, snajper Astralis dodał, że zdarzały się okresy, w których wychodził z hotelu w Sydney od razu na lotnisko, aby lecieć do Dallas na kolejne zawody. Dla samego dev1ce’a stres nie był jedyną przeszkodą - Duńczyk od kilku lat zmaga się z męczącą chorobą żołądka, która jak powiedział, w takich momentach była dobijająca i nie umożliwiała mu prawie żadnych czynności niezwiązanych z esportem. 

Profesjonalni zawodnicy mogą liczyć na bogate zaplecze. Wiele organizacji współpracuje z trenerami personalnymi, psychologami i dietetykami. Wszystko po to, by zapewnić swoim podopiecznym jak największy komfort, możliwie najlepsze warunki. Wielu zawodników zachwala takie podejście, uważając je za kluczowe, lecz nie wystarczające.

Polacy wprowadzili zmiany. Czy się przyjmą?

Organizatorzy rozgrywek jak dotąd nie zareagowali na te problemy większymi zmianami. Ciekawe rozwiązanie proponuje polskie x-kom AGO, które tworzy dziesięcioosobowy skład. Dzięki temu zawodnik będzie mógł bez większych problemów wziąć przerwę gdy uzna, że jej potrzebuje. W parze z tym pomysłem idą również problemy. Bo jak można być najlepszym nie tyle w Polsce, ile na scenie międzynarodowej, jeśli skład pierwszej piątki będzie regularnie zmieniany?

W Counter-Strike'u i w esporcie ogółem najlepsi wkładają najwięcej pracy w rozwój indywidualny oraz drużynowy. Zmiany nie są tak częste jak w piłce nożnej, gdzie można wystawić innych zawodników, np. zagrać rezerwowym składem. Im dłużej dana ekipa esportowa gra razem, tym lepiej się rozumie, a wydobycie pełnego potencjału to długotrwały proces i może wymagać co najmniej pół roku nieprzerwanej pracy.

Warto wspomnieć o bogatych zapleczach, z którymi do czynienia mają pro gracze. Wiele organizacji współpracuje już z personalnymi trenerami, psychologami, dietetykami, żeby zapewnić jak największy komfort i ekosystem dla swoich podopiecznych. Wielu z nich mocno chwali takie podejście i przyznaje, że wsparcie z takiego poziomu jest dzisiaj kluczowe. Jak jednak widać, nie do końca wystarczające.

Obawiam się, że nie ma idealnego rozwiązania tego problemu. Kibice mogą mniej naciskać na swoich ulubieńców w mediach społecznościowych, bo fala hejtu, która jest na nich czasami wylewana, potrafi być przytłaczająca. Za to organizatorzy turniejów powinni bardziej dopracować kalendarz do graczy, wszak przed pandemią koronawirusa, topowe zespoły potrafiły co tydzień zmieniać kontynent na poczet wzięcia udziału w innym turnieju.

Na pomysł x-kom AGO z zaciekawieniem patrzy coraz więcej zespołów. Trudno ocenić jego skuteczność, bo od wprowadzenia minęło za mało czasu, a brakuje podobnych przykładów na światowej scenie. Warto się przyglądać rozwojowi tej idei, mając na uwadze, że natura esportu z założenia teoretycznie wyklucza funkcjonowanie modelu, w którym bogata rezerwa jest w ciągłym użyciu. Esport nie jest tradycyjnym sportem drużynowym, ale problemy ze stresem i wypaleniem sprawiają, że zespoły są zmuszone do szukania niestandardowych rozwiązań.