Najlepsi polscy e-sportowcy w grze FIFA mogą walczyć o miliony złotych. Współpracują z psychologami, mają treningi fizyczne

Piłkarski e-sport w Polsce rozwija się w błyskawicznym tempie. Jeszcze przed pandemią koronawirusa finały rundy zimowej w Ekstraklasa Games, oficjalnym turnieju w grze FIFA 20, przyciągnęły przed telewizory większą liczbę widzów niż przeciętny mecz PKO BP Ekstraklasy. O tym, jak wygląda droga do stania się gwiazdą wirtualnych boisk, jakie pieniądze za tym idą i czy zmagania w FIFIE mogą niedługo stać się nieodzowną częścią tradycyjnego futbolu, rozmawiamy z Adrianem Kamińskim, komentatorem rozgrywek Ekstraklasa Games oraz graczem.

Średnia oglądalność jednego dnia transmisji podczas niedawnych finałów rundy zimowej Ekstraklasa Games - ligi, w której gracze walczą o mistrzostwo Polski w FIFIE, reprezentując kluby Ekstraklasy - wyniosła w Polsacie 140 tysięcy widzów. Do tego doliczyć trzeba jeszcze 50 tysięcy unikalnych użytkowników oglądających transmisje na platformach Twitch i YouTube. Łącznie blisko 200 tysięcy. Te liczby robią wrażenie, kiedy weźmie się pod uwagę, że średnio jeden mecz piłkarski PKO BP Ekstraklasy gromadzi niecałe sto tysięcy widzów w telewizji komercyjnej.

E-sportowa Ekstraklasa to bardzo młody projekt, doczekał się dopiero dwóch edycji, i mimo że istnieją gigantyczne różnice w nakładach finansowych pomiędzy e-sportem a sportem tradycyjnym, to przez pryzmat oglądalności widać, jak ogromny potencjał tkwi w wirtualnej piłce nożnej. Obecnie na antenie Canal Plus Sport widzowie mogą oglądać zmagania w Ekstraklasa Cup, turnieju w grze FIFA 20 będącego w dobie pandemii koronawirusa alternatywą dla kibiców spragnionych sportowych emocji. I choć udziału nie biorą w nim e-sportowcy, a piłkarze klubów Ekstraklasy, wydarzenie to siłą rzeczy jest promocją zmagań e-sportowych w FIFIE. Mecze rozgrywane w ramach tych zawodów wraz z dziennikarzami Canal Plus komentuje Adrian „Kamyk” Kamiński, na co dzień e-sportowiec, komentator rozgrywek Ekstraklasa Games oraz autor popularnego kanału w serwisie YouTube poświęconego grze FIFA.

Sport.pl: - Myślisz, że w najbliższych latach Ekstraklasa Games będzie nieodłączną częścią tych tradycyjnych zmagań na murawie? Dojdziemy do momentu, w którym każdą kolejkę rozgrywaną na prawdziwych boiskach będzie poprzedzała kolejka zmagań na boiskach wirtualnych?

Adrian "Kamyk" Kamiński: - W ligach zagranicznych już prowadzone są takie mecze, o których mówisz, np. w lidze holenderskiej, gdzie każda drużyna piłkarska ma już zakontraktowanego swojego zawodnika e-sportowego. Te mecze są co weekend transmitowane i rozgrywane na zasadzie normalnej ligi, z walką o punkty, tabelą itd. Myślę więc, że w przypadku Ekstraklasy to jest tylko kwestia czasu. U nas fajnie się to wszystko rozwija, tych eventów jest z roku na rok coraz więcej, co pokazuje, że e-sport idzie w Polsce do przodu. Taki projekt jak Canal Plus Ekstraklasa Cup może też temu bardzo pomóc. Te mecze ligowe PKO BP Ekstraklasy za parę lat mogą być rozgrywane równolegle ze zmaganiami e-sportowców w FIFIE.

- Turniej Ekstraklasa Cup, który komentujesz wspólnie z dziennikarzami Canal Plus Sport, to na pewno spora szansa na dotarcie do nowego widza.

 - Tak, zdecydowanie. Ludzie, którzy nie mieli styczności z FIFĄ i oglądali do tej pory tylko tradycyjną piłkę nożną, teraz kiedy włączą sobie wieczorem Canal Plus, w czasie antenowym, gdy z reguły oglądali zwykłe mecze, zobaczą zmagania w FIFIE. Może się tym zainteresują, wciągną się, zobaczą, że e-sport również jest emocjonujący. Nawet komentatorzy Canal Plus, którzy wcześniej nie interesowali się turniejami w FIFIE, mówili, że bardzo im się podoba taka rywalizacja, że wzbudza spore emocje.

 - Ten turniej to najświeższy przykład tego, jak zderzają się ze sobą sport wirtualny i tradycyjny. Porozmawiajmy o tym, co łączy i dzieli oba te światy. Dla przykładu w tradycyjnym sporcie mamy szkółki, nabory, ta droga do zostania piłkarzem jest znana. Jak to wygląda w e-sporcie? Jakie są ścieżki prowadzące od niedzielnego grania do profesjonalizmu? To są turnieje online, takie eliminacje dostępne dla każdego, kto posiada FIFĘ i konsolę, czy są prowadzone też nabory przez poszczególne e-sportowe kluby?

 - Jeśli chodzi o ścieżkę w wirtualnej piłce, to jest troszkę inaczej. Wiadomo, zaczynamy w domu. Każdy, kto ma konsolę, może spróbować. Jeśli chce poszerzać swoje umiejętności, to ma dostęp w internecie do dużej liczby poradników. Już ci najlepsi gracze prowadzą coś w stylu treningów, pokazują, na co zwracać uwagę w swojej grze w FIFĘ. Także zaczyna się pewnie od meczów ze znajomymi, potem przechodzi się do internetowych poradników, a kolejnym krokiem są turnieje offline, organizowane np. przez różne sklepy. Tam wtedy można spróbować swoich sił z innymi, a przy okazji wygrać nagrody w postaci telewizora czy konsoli.

Jeśli chodzi o nabory, to w FIFIE jest coś takiego jak tryb ligi weekendowej. W jej ramach zawodnik od piątku do poniedziałku rozgrywa przez sieć trzydzieści spotkań. Jeśli ktoś wygra tam wszystkie mecze, to naprawdę jest już wśród najlepszych na świecie. To jest bardzo dobry sprawdzian. Jeśli ktoś wygra te trzydzieści meczów, jest zauważany przez różne kluby e-sportowe i wtedy pojawia się szansa dostania kontraktu. Poszczególne kluby piłkarskie również organizują eliminacje online, tak jak było w przypadku Ekstraklasa Games, gdzie każdy mógł wziąć w nich udział i jeśli dotarł do finału, to potem mógł reprezentować klub w rozgrywkach Ekstraklasa Games.

- Kiedy mówiłeś o tych treningach wirtualnych, od razu pomyślałem o mistrzu świata w FIFIE, który zaoferował sprzedawanie prowadzonych przez niego lekcji.

- Jest to ciekawy pomysł i na pewno znajdą się na to chętni. Sam kiedyś myślałem, żeby zrobić coś podobnego, ale ostatecznie do tego nie doszło. Aczkolwiek wiem, że są osoby, także w Polsce, które zapłaciłyby niemałą sumę, żeby jeden z najlepszych graczy na świecie dawał im takie godzinne lekcje. Jest to taki odpowiednik szkółki piłkarskiej w świecie wirtualnej piłki.  

- Ile osób w Polsce utrzymuje się z grania w FIFĘ. Czy to są już pieniądze, dzięki którym można spokojnie żyć i poświęcić się tylko temu?

- Tutaj musimy rozdzielić graczy typowo e-sportowych, profesjonalistów od youtuberów, streamerów, którzy też grają turniejowo, ale głównie zarabiają na mówieniu o FIFIE i tworzeniu materiałów wideo o niej. Myślę, że z obu tych grup jest to łącznie nie więcej niż około pięćdziesięciu osób w Polsce, może nawet mniej, bliżej trzydziestu. Jako e-sportowiec musisz być zakontraktowany w klubie, dostawać z tego tytułu jakieś pieniądze. A te pieniądze, które się otrzymuje w klubie, nie są jeszcze tak duże, żeby skupić się tylko na graniu, więc taki gracz musi robić coś jeszcze dodatkowo, żeby się utrzymać. Dlatego też sporo osób zaczyna łączyć karierę e-sportowca z byciem streamerem, youtuberem.

- A o jakich pieniądzach mówimy w przypadku najlepszych graczy w Polsce?

- Ciężko powiedzieć. Myślę, że to może być średnia krajowa, ale strzelam w tym momencie. Jeśli ktoś odnosi sukcesy, to w przypadku zdobycia mistrzostwa świata mówimy o nagrodzie w wysokości miliona złotych. W ten sposób się zarabia. Na pewno gracze na kontraktach dostają jakąś stałą kwotę miesięczną, ale największe pieniądze zarobić można osiągając sukcesy na turniejach.

- No dobrze, to mniej więcej znamy zarobki, ale wciąż nie wiemy nic o kosztach. Jakie pieniądze musi zainwestować ktoś myślący na poważnie o rywalizacji e-sportowej w FIFIE? Domyślam się, że to się sprowadza do kosztu konsoli, samej gry i posiadania internetu.

- Tak, ale nie tylko. Jeśli chodzi o FIFĘ, to gra wychodzi co roku, a rywalizacja toczy się głównie przez tryb Ultimate Team, w którym buduje się własną drużynę. I niestety na początku trzeba zainwestować trochę prawdziwych pieniędzy, żeby kupić lepszych zawodników do swojego zespołu. To daje większe szanse na to, żeby rywalizować z najlepszymi. Nie oszukujmy się, jeśli mamy takich zawodników jak Cristiano Ronaldo czy Leo Messi w składzie, będzie nam o wiele łatwiej wygrać niż kiedy mamy nieznanych zawodników z lig hiszpańskiej czy włoskiej.

- Czyli trzeba dokonywać inwestycji finansowych w swój zespół.

- Zdecydowanie. Na początku sezonu, we wrześniu, kiedy wychodzi nowa odsłona FIFY, trzeba zainwestować jakąkolwiek kwotę pieniędzy, jeśli chce się myśleć na poważnie o rywalizacji z czołowymi graczami.

- A jak wygląda przeciętny dzień zawodnika rywalizującego w FIFIE, ile godzin spędza na doskonaleniu swoich umiejętności? Ile na to przypada treningu fizycznego, bo wiem, że ci najlepsi też taki mają. Żeby osiągnąć sukces w e-sporcie, też potrzebne są przecież poświęcenie, ciężka praca i wyrzeczenia.

- Musimy pamiętać, że większość zawodników to młodzi gracze jeszcze w wieku szkolnym. Do godz. 15 są w szkole, wracają, coś zjedzą, spełnią domowe i szkolne obowiązki, a potem te 3-4 godziny grają w FIFĘ. Ale jeśli mówimy o tych graczach z najwyższej półki, już zakontraktowanych przez kluby, to może być to nawet osiem godzin dziennie spędzonych na graniu, ustalaniu taktyk, składu. W lidze weekendowej musimy przecież zagrać około trzydziestu spotkań, przy czym jedno trwa dwadzieścia minut. Także łatwo policzyć, ile czasu to zajmuje w sam weekend. Do tego dochodzą eliminacje online do turniejów, więc trzeba się temu poświęcić, żeby móc grać na profesjonalnym poziomie. Trening czysto fizyczny też jest ważny. Sam to testowałem na własnej skórze i kiedy nie trenowałem, nie chodziłem na siłownię, moje wyniki osiągane w grze były odrobinę gorsze. Forma fizyczna przekłada się na koncentrację.

- No właśnie, koncentracja. Jak to wygląda od strony mentalnej? Znasz przypadki zawodników, którzy współpracują z psychologiem? No bo domyślam się, że to są emocje, stres, to wszystko ma miejsce w wirtualnej piłce w takim samym stopniu jak w tradycyjnej.

- Tutaj mogę nawet podać przykład z naszego rodzimego podwórka, czyli Riptorka [Kamil Soszyński - dop. red.], jednego z czołowych zawodników w Polsce. Parę lat temu na mistrzostwach Polski widać było, że nie radził sobie psychicznie z tym, co się działo. Wtedy skorzystał z pomocy psychologa i bardzo mu to pomogło. Ostatnio na jednym z turniejów, który komentowałem, widać było zmianę w jego podejściu. Zachowywał się zupełnie inaczej, kiedy przegrywał, nie było negatywnych emocji, tylko chłodna głowa. To się zdecydowanie przełożyło na osiągnięcie przez niego lepszych wyników i na pewno zaprocentuje jeszcze w przyszłości. W e-sporcie wyniki, radzenie sobie z porażkami - to wszystko ma duży wpływ na nas, zawodników. Wiem z własnego doświadczenia, że jeśli się przegrywa, i to nawet często nie ze swojej winy, bo w tej wirtualnej piłce, tak jak i w prawdziwej, jest też trochę przypadku, piłka spadnie przeciwnikowi pod nogi, na co nie masz wpływu, to rodzi to frustracje i sprawia, że się dekoncentrujesz. Pomoc psychologa pomaga sobie z tym radzić i myślę, że coraz więcej zawodników będzie z niej korzystać. Pewnie dla osoby, która nie interesuje się e-sportem, to może się wydawać dziwne, ale taka pomoc nam, graczom, również jest potrzebna.

- Wiem, że w innych grach wideo drużyny e-sportowe mają trenerów, odprawy taktyczne, tego typu rzeczy. W FIFIE ci najlepsi zawodnicy też mają wokół siebie jakieś sztaby, które przykładowo pomagają analizować rywali?

- W Polsce jeszcze nie ma tak wielu e-sportowych trenerów, bo jednak ta scena jest bardzo młoda, więc większość osób chce bardziej grać niż trenować. Ale myślę, że to się z czasem zmieni i ci trenerzy się pojawią. Kiedy nagram własny przegrany mecz i obejrzę go sobie potem na spokojnie, z boku, to mimo że w trakcie spotkania wydawało mi się, że zrobiłem wszystko dobrze, zaczynam dostrzegać własne błędy. Tacy trenerzy, którzy przeanalizują taki materiał, spojrzą na niego z dystansem i dostrzegą problemy, są nam potrzebni. W Polsce jeszcze ich za bardzo nie ma, ale na mistrzostwach świata widać, że gracze zawsze mają coś na wzór mini-sztabu. Kiedy grają, ktoś obok nich stoi, uspokaja, doradza w kwestiach taktycznych, zwraca uwagę na błędy itd.

- A jak polscy gracze w FIFIE wyglądają pod kątem poziomu w zderzeniu z resztą świata. Szukając jakiegoś porównania w tradycyjnej piłce nożnej, to bliżej nam do Brazylii czy San Marino?

- Bliżej nam zdecydowanie do Brazylii. Mamy zawodników w światowej czołówce, jak np. „Damie” [Damian Augustyniak - dop. red.], który reprezentuje AS Romę, czy „El Polako” [Gracjan Gołębiewski]. Kwestią czasu jest nasze znalezienie się w najlepszej trójce na świecie. Teraz to są Niemcy, Francuzi i Anglicy. Nam trochę brakuje szczęścia na tych najważniejszych wydarzeniach, ale to się w końcu zmieni. Poziom w Polsce jest bardzo wysoki i jeśli ktoś chce się przebić teraz do tego topu, to będzie mu bardzo ciężko.

- Bardzo ciekawi mnie kwestia komentowania, czyli coś, co jest tobie bardzo bliskie. Kiedy patrzę na transmisje e-sportowe, konkretnie Ekstraklasa Games, to jestem pod wrażeniem tego opakowania medialnego. Jest studio meczowe, rozmowy z zawodnikami, analizy, mocno to przypomina transmisje tradycyjnych meczów piłkarskich. Widzisz jakieś duże różnice w swojej pracy i pracy komentatorów Canal Plus?

- Z racji na projekt Canal Plus Ekstraklasa Cup i możliwość pracy z komentatorami z tej stacji, spotkałem się z bardzo fajnym odbiorem ze strony widzów. Są bardzo pozytywnie nastawieni pod kątem tego, jak wypadam na tle tych komentatorów z realnej piłki, którzy, nie oszukujmy się, są polską czołówką w tym, co robią. Ale czy ta praca dużo się różni? Na pewno dużo więcej jest analizy w prawdziwej piłce. Komentatorzy muszą znać formę każdego zawodnika z osobna, te zespoły mają bardzo szerokie kadry, a w e-sporcie jednak mamy do czynienia z jednym zawodnikiem. To on kontroluje cały zespół. Myślę, że tej pracy w moim przypadku jest mniej, ale nie zmienia to faktu, że działamy bardzo profesjonalnie jako dziennikarze e-sportowi. Tak jak wspomniałeś, mamy studio meczowe, komentatorów, analizę, dziennikarzy przeprowadzających wywiady z zawodnikami. Jestem zdania, że możemy wejść na ten sam poziom realizacji, co sport tradycyjny, jeśli będą dostępne dodatkowe statystyki, coś co da widzowi szerszy, ciekawszy obraz tego, co pokazujemy na ekranie.

- Pamiętam event promujący dodatek Euro 2012 do FIFY 12. Tam na żywo mecz w FIFIE komentował Dariusz Szpakowski. Wtedy zastanawiałem się, czy ci komentatorzy znani z telewizji będą przechodzić trochę w e-sport, wraz z rozwojem popularności wirtualnych zmagań. Tymczasem okazuje się, że nie ma takiej potrzeby, dlatego że w środowisku e-sportowym, youtubowym, pojawili się tacy ludzie jak ty, którzy świetnie czują mikrofon. E-sport ma swoich własnych dziennikarzy. Spodziewałeś się kilka lat temu, że tak to się potoczy?

- Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że to się aż tak rozwinie. Od mojego debiutu komentatorskiego minęły cztery miesiące, a teraz siedzę u boku najlepszych komentatorów Canal Plus i razem z nimi komentuje mecze piłki wirtualnej. To jest szok, bo niektórzy muszą przejść wcześniej całą ścieżkę kariery dziennikarskiej, żeby dostać taką szansę. Natomiast wracając do pierwszej części twojego pytania o komentatorów z tej tradycyjnej piłki przechodzących na e-sport, to myślę, że kluczowe jest to, że jednak oni nie "siedzą" w tej FIFIE, nie znają jej szczegółów. E-Sport potrzebuje eksperta, która wie więcej o tym środowisku i samej grze. Co dzieje się w meczu, kiedy i jak zmieniają się ustawienia taktyki, co to może zmienić w meczu itd. Dlatego nie sądzę, żeby dziennikarze tradycyjni przejęli rolę tych zajmujących się sportem wirtualnym. Jest to na pewno ciekawe zderzenie się tych dwóch światów, jakie zaoferował Canal Plus Ekstraklasa Cup, i widać, że komentatorom e-sportowym nie brakuje wiele do tych najlepszych z realnej piłki.