Safaryan: Niektórzy załamaliby się po takim nokaucie, ja się podniosłem

- W pierwszej albo w drugiej walce w seniorskim boksie zostałem ciężko znokautowany. Przyjąłem mocny cios na szczękę i mnie odcięło. Dopiero po 5-7 minutach odzyskałem świadomość. To był dla mnie zimny prysznic. Bez tego nie byłbym tu, gdzie jestem - mówi Oskar Safaryan.

Przeanalizowałeś już przyczyny swojej porażki w walce wieczoru na gali Suzuki Boxing Night IV?

Jasne, że tak. Myślę, że nie realizowałem taktyki, bo miałem napierać na rywala, a to się nie udało. To Czech cały czas szedł do przodu. Błędem było to, że dałem się przełamać i oddałem mu przestrzeń. Mimo że przyjąłem walkę na jego warunkach, to uważam, że zadałem więcej celnych ciosów od niego.

Jednak przegrałeś niejednogłośnie na punkty.

Nie chcę komentować werdyktu. Może sędziowie sugerowali się tym, że mój rywal inicjował ataki. Nie ubolewam nad werdyktem, bo to nie były mistrzowskie zawody i porażka nie sprawiła, że odpadłem z turnieju. Chcę z tej walki wyciągnąć wnioski i popracować nad błędami, które popełniłem.  

Masz bardzo dobre warunki fizyczne (202 cm – red.) na wagę ciężką. Do jakiego stylu walki dążysz i co jest twoją najmocniejszą bronią?

Nie chcę tego oceniać, bo nie lubię o sobie mówić. Ale dużo osób twierdzi, że moimi atutami są szybkość i koordynacja ruchowa. Chcę bazować na pressingu i kontrach. Moim ulubionym ciosem jest prawym podbródkowy, ale w trakcie walki nie zawsze mogę go zadać, bo nie zawsze przeciwnik na to pozwala.

Nie myślałeś o przejściu na boks zawodowy?

Każdy pięściarz o tym myśli, ale ja chciałbym to zrobić dopiero po igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Nie spieszy mi się na zawodowstwo. Chciałbym zdobyć medal olimpijski. To jest moje marzenie. Dopiero z medalem chcę pójść dalej. Często się mówi, że pięściarze w mojej wadze dojrzewają trochę później. Dlatego chcę przebyć długą drogę w boksie olimpijskim.

W marcu 2020 roku na kwalifikacje do Londynu w wadze superciężkiej pojechał Adam Kulik. O wyborze trenera zadecydował sparing między tobą a Adamem.

To nie był sparing do jednej bramki. Pamiętam, że trafiłem Adama lewym sierpowym, po którym lekko zatańczył. Dużo osób mówiło, że lepiej wypadłem od Adama w tym sparingu. Poprzedni trener kadry postawił na Adama i to on pojechał na kwalifikacje do Londynu. Może trener stwierdził, że byłem za młody. Nie wiem. Igrzyska zostały przesunięte, co dla mnie było korzystne, bo im później się odbędą, tym większe będę miał doświadczenie.

W kwietniu wznowione zostaną europejskie kwalifikacje do igrzysk. W teorii możesz w nich zastąpić Kulika, bo on nie zdążył w marcu 2020 stoczyć walki. W takim przypadku regulamin pozwala na zmianę zawodnika.

Cały czas trenuję, jestem na każdym obozie i staram się udowadniać, że jestem numerem jeden w kategorii superciężkiej. Dwa razy zdobyłem mistrzostwo Polski seniorów, to też o czymś świadczy. Moim długofalowym celem jest występ w Paryżu, ale zrobię wszystko, żeby wystartować w Tokio. Po trenuję, żeby pojechać na igrzyska.

O tym, który z was pojedzie na kwalifikacje, też zadecyduje sparing?

Nie wiem, jakie podejście ma obecny trener kadry.

Jak wygląda wewnętrzna rywalizacja w kadrze?

Relacje między zawodnikami są bardzo fajne. Adama Kulika nie było z nami na ostatnim obozie, ale jak jest, to między nami i innymi zawodnikami wagi supercięzkiej nie ma złej krwi. Gdy sparujemy lub pracujemy w parach, to dajemy z siebie wszystko. Nie ma mowy o odpuszczaniu. Po wyjściu z treningu jesteśmy kumplami.

Suzuki Boxing NightSuzuki Boxing Night Suzuki Boxing Night

Jak ciężkie było pierwsze tegoroczne zgrupowanie kadry?

To był głównie obóz sparingowy. Część zgrupowania to były przygotowania do gali Suzuki Boxing Night IV. Po gali wróciliśmy na zgrupowanie. Dużo pracowaliśmy w parach z zawodnikami z różnych krajów. Na zgrupowaniu jest około stu zawodników. Fajnie, że możemy trenować i sparować z rywalami z różnych krajów. Dzięki temu uczymy się innych stylów. Ostatnio dostaliśmy kalendarz na rok 2021. W prawie każdym miesiącu mamy trzytygodniowy obóz.

Niebawem zostaniesz zawodnikiem Suzuki Top Team. Co to dla ciebie oznacza?

Jeżeli dołączę do Top Teamu, to jeszcze bardziej będę mógł skupić się na treningach. Przez dwa lata starałem się udowodnić, że jestem numerem jeden w wadze superciężkiej w Polsce.  Myślę, że obecność w Suzuki Top Team będzie zwieńczenie tego wysiłku i nagrodą, która zmotywuje mnie do dalszej jeszcze ciężkiej pracy. Skoro zdobyłem tytuły w Polsce, to teraz pora na coś więcej.

Wejście do seniorskiego boksu miałeś trudne. W jednej z walk zostałeś ciężko znokautowany.

Miałem 19 lat, gdy wszedłem do boksu seniorów. Nie odczułem wielkiej różnicy. W seniorach walczyłem już bez kasku, ale nie miałem z tym problemu. Szybko się do tego przyzwyczaiłem. W pierwszej albo w drugiej walce przegrałem przed czasem. Z perspektywy czasu cieszę się, że to się wydarzyło, bo wywołało to u mnie wiele zmian.  Bardzo wiele wyciągnąłem z tamtej porażki.

Wyglądało to bardzo groźnie. Przez kilka minut leżałeś nieprzytomny na macie ringu.

Dopiero po 5-7 minutach odzyskałem świadomość. Przyjąłem mocny cios na szczękę i mnie odcięło. Na dodatek potylicą uderzyłem o deski ringu. Gdy odzyskałem przytomność, rozmawiałem przez telefon z mamą i z siostrą, ale tego nie pamiętałem. Nie mogłem przez pół roku walczyć, takie miałem zalecenie od lekarza. Po tomografii okazało się, że wszystko jest w porządku. Nic wielkiego się nie stało. Może niektórzy załamaliby się po takim nokaucie, ale ja się podniosłem. Zmotywowało mnie to do jeszcze cięższej pracy. W kolejnych walkach nie czułem strachu przed nokautem.

Po tym nokaucie ktoś odradzał ci kontynuowanie kariery?

Obiło mi się o uszy, że powinienem zakończyć karierę, ale nie brałem tego pod uwagę. Ubolewam, że nie zdążyłem zrewanżować się Piotrkowi. Teraz to będzie niemożliwe, bo on przeszedł na zawodowstwo. Ta porażka siedzi mi w głowie. Chciałbym wyrównać rachunki z Piotrkiem. Miałem jedną okazję, bo później walczyliśmy jeszcze raz, ale znów przegrałem. Walka była bardzo wyrównana, przegrałem niejednogłośnie na punkty.