"Boks olimpijski był niedofinansowany. O galach Suzuki Boxing Night zawodnicy mogli tylko pomarzyć"

- Myślę, że w najbliższej przyszłości zajmiemy się też boksem zawodowym, bo to jest nieuniknione. Będziemy organizowali eventy zawodowe albo mieszane. Nie będziemy organizować gal zawodowych tylko po to, żeby zrobić galę. Chcemy zawodników o wysokiej jakości - mówi Piotr Dulnik, prezes Suzuki Motor Poland.

Dlaczego firma Suzuki Motor Poland zaczęła sponsorować polski boks olimpijski?

Piotr Dulnik: Boks olimpijski był niedofinansowany, a zdajemy sobie sprawę, jak trudna jest to dyscyplina sportu. Nie chodzi tylko o walkę, ale także o przygotowania. To jest masa wyrzeczeń. Zdawałem sobie sprawę, ile czasu zawodnicy poświęcali na poszukiwanie sponsorów. Chcieliśmy im pomóc indywidualnie, żeby nie musieli martwić się o codzienny byt i skupili się tylko na treningu. Inne dyscypliny olimpijskie są mocno dofinansowane, dzięki temu sportowcy przygotowują się na dobrym poziomie. Pięściarki i pięściarze trenowali w ciężkich warunkach. O galach Suzuki Boxing Night mogli tylko pomarzyć. Poza tym mieliśmy pozabiznesową chęć niesienie pomocy zawodnikom, żeby poczuli się w końcu docenieni.

Stworzyliście grupę Suzuki Top Team, w której jest dziewięcioro zawodników. Planujecie powiększenie grupy?

Nie limitujemy tego, ale wiadomo, że nie będzie stu zawodników w Suzuki Top Team. Z finansowego punktu widzenia nie ma dla nas znaczenia czy będzie dziewięciu, dwunastu czy czternastu zawodników. W poprzednim tygodniu poinformowaliśmy Oskara Safaryana i Damiana Durkacza, że dołączą do Suzuki Top Team, czyli grupa już się powiększyła. Rozważamy jeszcze inne nazwiska.

Ktoś z Top Teamu może wypaść? Na przykład ze względu na słabsze wyniki sportowe.

Nie chcemy nikogo usuwać z grupy, ale przeprowadzimy indywidualne rozmowy z zawodnikami, którzy mieli ostatnio słabsze wyniki. W ich przypadku chcemy wprowadzić plan naprawczy. To nie jest tak, że jeśli któryś z zawodników nie zdobył mistrzostwa Polski, to mu dziękujemy. Niektórzy zawodnicy mają zawirowania w życiu osobistym, inni mają problem z trenerem albo muszą zmienić styl walki. Tym zawodnikom trzeba pomóc.

Ostatnio w słabszej formie jest Adam Kulik. Rozmawialiście już z nim?

Tak, dostał od nas pewne propozycje i czekamy na jego odpowiedź. Nie chcemy, żeby opuścił Top Team. Wierzymy, że Adam może być dużo lepszy. Musi coś zmienić, bo od wielu lat jego styl walki jest podobny. Myślę, że możemy spodziewać się po nim dużo lepszych rezultatów. Dlatego rozmawiamy z Adamem i chcemy mu pomóc.

Nie obawia się pan, że najbardziej utalentowani pięściarze będą chcieli zamienić boks olimpijski na zawodowy?

Nikogo nie będę zatrzymywał ani namawiał, żeby został w boksie olimpijskim. To jest suwerenna decyzja każdego zawodnika. W Suzuki Top Team dajemy im optymalnie dobre warunki finansowe i treningowe. Nasi zawodnicy dostają kilka tysięcy złotych miesięcznego stypendium. Prawdopodobnie będziemy je zwiększać. Dodatkowo za każdą walkę dostają gaże, czyli działają jak zawodowcy. Mają też do dyspozycji samochody.  Myślę, że w najbliższej przyszłości zajmiemy się też boksem zawodowym, bo to jest nieuniknione. Będziemy organizowali eventy zawodowe albo mieszane. Nie będziemy organizować gal zawodowych tylko po to, żeby zrobić galę. Chcemy zawodników o wysokiej jakości. Będziemy to robili wspólnie z Polskim Związkiem Bokserskim, który otworzył Wydział Boksu Zawodowego. Będzie to płynne uzupełnienie naszej oferty dla zawodników.

Suzuki Boxing NightSuzuki Boxing Night Suzuki Boxing Night

Awans na igrzyska olimpijskie w Tokio to cel, który postawiliście przed zawodnikami Suzuki Top Team?

Trudno jest postawić taki cel, bo to jest sport i w każdej walce może się coś wydarzyć. Na igrzyskach jest ograniczona liczba miejsc, a kwalifikacje są trudne. Nie wymagamy od zawodników bezwzględnego awansu na igrzyska. Nasi zawodnicy wiedzą, że muszą profesjonalnie podchodzić do swoich zadań i tak podchodzą. Zachowujemy spokój i zobaczymy, co z tego wyjdzie. W międzyczasie organizujemy gale Suzuki Boxing Night, które są ważnym elementem przygotowań zawodników. Zorganizowaliśmy już cztery gale.

Ile kosztuje organizacja gali Suzuki Boxing Night?

Są to kwoty około paręset tysięcy złotych za galę. Jesteśmy sponsorem Polskiego Związku Bokserskiego i na bazie umowy wpłacamy do kasy związku dość duże kwoty, ale płacimy także za organizację gal. Budżet gali obejmuje wynajem hal, organizację, architekturę, na której nie oszczędzamy. Dla mnie otoczka jest równie ważna jak sport. Chcę, żeby zawodnicy podczas Suzuki Boxing Night czuli się jak na gali na światowym poziomie. Wszystkim zawodnikom płacimy też gaże za walki. Podczas ostatniej gali wystąpiło 22 pięściarzy. To są ogromne pieniądze. Po każdej gali optymalizujemy koszty. Mamy stabilnych partnerów, z którymi umawiamy się na dłuższą współpracę. Wolałbym zapłacić mniej za aranżację, przy utrzymaniu jakości, a więcej przekazać zawodnikom.

Jakie przełożenie na zainteresowanie marką Suzuki ma inwestycja w boks?

Każda transmisja telewizyjna plus trzy retransmisje to jest 1,5 miliona widzów. Jeżeli weźmiemy pod uwagę wskaźnik AMR, czyli średnią oglądalność minutową to każda gala generuje około 150-160 tysięcy widzów w naszej docelowej grupie. Dodatkowo przy eventach mamy setki wywiadów, organizujemy konferencje prasowe i ceremonie ważenia. Ekspozycja marki jest widoczna. To są dość duże wartości. Muszę podpierać się jakimiś wartościami, żeby inwestowanie miało sens. Liczby muszą odzwierciedlać sensowność przedsięwzięcia. Powiem szczerze, że jestem bardzo znudzony oczywistością. Nie chcę realizować marketingu takiego, jaki realizuje 95 procent importerów samochodów w Polsce. Czyli samochód, przecena, samochód, przecena, ewentualnie jakiś dodatek. Dlatego Suzuki jest bardzo widoczne w sporcie. To jest część marketingu i budowania świadomości, bo można się zanudzić reklamami mówiącymi o aucie i jego walorach. To może każdy sprawdzić. Oczywiście mamy też komunikacją czysto produktową, ale nie wiem, czy większej wartości nie stanowi marketing sportowy. Klienci identyfikują się z boksem, piłką ręczną, koszykówką i pamiętają o nas. Jesteśmy pozytywnie odbieraną marką.

Oprócz boksu sponsorujecie także piłkę ręczną, koszykówkę i piłkę nożną. Na który sport przeznaczacie najwięcej pieniędzy?

W tym momencie najwięcej inwestujemy w koszykówkę, bo jesteśmy głównym sponsorem reprezentacji Polski koszykarek i koszykarzy, głównym sponsorem koszykarskiej ekstraklasy i tytularnym sponsorem Suzuki 1. ligi. Oprócz bardzo dużego wsparcia finansowego dostarczamy też auta wszystkim klubom w Polsce. Jest to około 400 samochodów, czyli jakieś 20 milionów złotych.

W czasie pandemii musieliście obciąć budżety przeznaczone na sport?

Nie, absolutnie. Moja firma ma mocne i stabilne fundamenty finansowe. W przeciwieństwie do wielu korporacji i firm na polskim rynku nie zwolniliśmy pracowników wewnątrz firmy i nie obniżaliśmy wynagrodzeń. Nawet daliśmy podwyżki. Każdy nasz partner dostał te same kwoty co wcześniej.

Planujecie inwestycje w kolejne dyscypliny sportu?

Jesteśmy tak widoczni w sporcie, że praktycznie co chwilę dostajemy zapytania z klubów i związków. Ale nie planujemy kolejnych projektów. Jesteśmy dość mocno zaangażowani w cztery dyscypliny i dla mnie sensowniejszym przedsięwzięciem jest przekazanie większej kwoty na te cztery dyscypliny, niż rozdrabnianie budżetu na kolejny projekt. Niedawno zadzwonił do mnie szef bardzo dobrego klubu piłki ręcznej i zaproponował współpracę. Odpowiedziałem, że nie ma problemu, ale pod warunkiem, że usunie wszystkich sponsorów z koszulki. Chciałem za to zapłacić, żeby na koszulce było tylko Suzuki. Chodzi mi o czytelność komunikacji. Nie chciałem być jednym z szesnastu sponsorów i znaleźć się gdzieś na pagonie. To nie dla mnie. Chcę być głównym graczem, jeśli chodzi o wpływ na daną dyscyplinę i komunikację.

Takim graczem jesteście w przypadku reprezentacji Polski w piłce ręcznej mężczyzn.

To jest kolejny przykład tego, że warto być lojalnym partnerem i że warto pomagać długoterminowo. Współpracujemy od paru lat. Czy były sukcesy, czy nie to byliśmy z piłkarzami ręcznymi. Podobnie było z koszykówką. Każdy pytał: po co sponsorujecie koszykówkę? Aż nagle po 52 latach nasi zawodnicy wywalczyli awans na mistrzostwa świata.  Wszyscy byli zadowoleni. Teraz piłkarze ręczni zagrali kilka dobrych meczów w mistrzostwach świata, a mało kto na nich liczył. Na koszulkach mieli godło po lewej stronie, a Suzuki po prawej. Nie jestem zwolennikiem inwestowania w sport w momencie, gdy jest sukces. Oczywiście to jest strategia wykorzystywania chwili na promocję, ale to nie jest dla mnie.

W pierwszej fazie mistrzostw świata transmisji meczów Polaków nie było w telewizji. Jak duża to dla was strata?

Dowiedziałem się o tym w trakcie turnieju. To była dla nas bardzo duża strata, bo każdy mecz w telewizji to są ogromne wartości liczone w setkach tysięcy jako ekwiwalent marketingowy. Po to wpłacamy dość duże pieniądze do związku, żebyśmy mieli zwrot. Z jednej strony pomagamy, ale liczymy, że logo Suzuki gdzieś będzie się pojawiało. Rozpoczęliśmy rozmowy ze związkiem, żeby uniknąć takich sytuacji w przyszłości.

Jak ważne miejsce w marketingu sportowym Suzuki zajmuje Korona Kielce?

Piłka nożna jest popularna i przyciąga największą grupę kibiców. Wspieranie klubów jest działaniem regionalnym. Czasami może spotkać się z niechęcią potencjalnych klientów z innych części krajów. Jest to jakieś ryzyko, ale to była część naszej wizji, czyli niesienie pomocy. Chcieliśmy Koronie pomóc sportowo, organizacyjnie i wizerunkowo. Klub miał fatalne wyniki finansowe. Straty z ostatnich dwóch lat wynosiły dziesięć milionów złotych. W klubie były różne przepychanki, to miało wpływ też na nasz wizerunek. Dlatego zaangażowałem się osobiście, żeby wyprowadzić klub na prostą. Jestem szefem Rady Nadzorczej Korony. Doprowadziłem do wyboru nowego prezesa, zatrudniłem szefa skautów. Zimą zrobiliśmy kilka transferów, opłaciłem piłkarzom obóz w Turcji. Korona jest projektem, którego zaczęliśmy uczyć się jakiś czas temu. Drugim regionalnym klubem, którego sponsorujemy jest Suzuki Korona Handball Kielce. Panie grają w pierwszej lidze piłki ręcznej, chcemy awansować klasę wyżej.

Jakie macie plany wobec piłkarzy Korony?

Nikt w nas nie wierzy, ale ja postawiłem jasny cel: musimy w tym sezonie awansować do szóstki, czyli zająć miejsce w barażach. Nowi zawodnicy znacznie podniosą siłę i jakość zespołu. Optymalnie byłoby, gdybyśmy skończyli rok bez straty finansowej. Mam nadzieję, że zbliżymy się do zera, choć mamy duży bagaż. I mam nadzieję, że wywalczymy awans.