Dwóch wybitnych sportowców, którzy zasłużyli na filmy o sobie. I się doczekali

Spośród wielu ciekawych sportowych filmów dokumentalnych, które ukazały się w ciągu ostatnich lat, uwagę przyciągają dwa, naprawdę wyjątkowe dzieła: "Nazywam się: Muhammad Ali" i "Diego Maradona". Z zapartym tchem śledzimy w nich dramatyczne kariery niepowtarzalnego mistrza boksu i jedynego w swoim rodzaju, fantastycznego argentyńskiego wirtuoza futbolu. Dla prawdziwego kibica sportu to pozycje wręcz obowiązkowe!

Sylwetkę Cassiusa Marcellusa Claya, późniejszego Muhammada Alego, twórca obrazu Antoine Fuqua ukazuje w sposób niezwykle barwny, efektowny i odkrywczy. Zamieścił w swoim filmie ciekawą gamę zdjęć i kadry przedtem niepublikowane.

Muhammad AliMuhammad Ali fot. materiał promocyjny

Arcymistrza boksu poznajemy w roku 1960, gdy w finale rzymskich igrzysk zmierzył się z naszym Zbigniewem Pietrzykowskim. I zwyciężył, w miarę łatwo i lekko, choć nie był uznawany za faworyta. Cóż, Cassius miał wówczas zaledwie osiemnaście lat. Okazało się jednak, że pan Zbigniew miał do czynienia z wybitnym talentem, który w miarę upływu lat nieustannie się doskonalił.

Król jest tylko jeden

Tak oto Clay odarł nas ze złudzeń. A następnie zuchwale oznajmił: - Zrobiłem to dla Ameryki, pobiłem świat. Pokonałem naszych wrogów - najpierw Rosjanina, później Polaka. Po wielu latach tego "wrogiego" Pietrzykowskiego zaprosił do Ameryki. Doszło do wzruszającego spotkania w studiu telewizyjnym. Ali oszalał z radości.

W Polsce - pewnie poprzez kontekst rzymskiej potyczki - Amerykanin stał się najbardziej rozpoznawalnym i uwielbianym zagranicznym sportowcem. Polacy z wypiekami na twarzy wsłuchiwali się w radiową relację walki z Sonnym Listonem. Serca biły tylko w jedną stronę i pomogło! Później przyszedł czas na rewanż i kolejny, wspaniały triumf.

Muhammad AliMuhammad Ali fot. materiał promocyjny

Muhammad Ali to postać absolutnie niezwykła. Jako jedyny potrafił trzykrotnie odzyskać utracony pas mistrza świata. Był też człowiekiem z krwi i kości. Nie zawsze zwyciężał. Pięciokrotnie przegrał. Lista jego pogromców to uznane nazwiska - choćby Joe Frazier, Ken Norton, Michael Spinks czy Larry Holmes. Sami mistrzowie świata i okolic. Żaden z nich jednak - choć każdy wielki - nie podważał, że palma pierwszeństwa należała do króla ringów. A król był tylko jeden!!

Z piłkarskiego piekła do nieba

"Diego Maradona" to opowieść o genialnym piłkarzu. Diego Armando Maradonę, chłopaka ze slumsów Buenos Aires, reżyser Asif Kapadia przedstawia widzowi jako klasyczny przykład ambitnego do bólu człowieka, dla którego nie ma przeszkód ani barier niemożliwych do sforsowania. 

"Boskiego Diego" poznajemy jako dziecko, poprzez dorastanie i wiek młodzieńczy. Obserwujemy następnie młodego mężczyznę, który przybył do Neapolu, by oczarować i podbić to urokliwe miasto witany przez tysięczne tłumy. Oglądamy faceta, który na boisku jest coraz lepszy i silniejszy, natomiast prywatnie coraz słabszy, często zarozumiały, a nawet odpychający.

Diego Armando MaradonaDiego Armando Maradona fot. materiał promocyjny

To dowodzi, że wbrew własnemu mniemaniu o sobie, jest zwykłym człowiekiem, a nie żadnym bogiem. Reżyser udowadnia to kadr po kadrze, klatka po klatce. Oglądając film, czasami można odnieść wrażenie, iż to klasyczna fabuła, w mniejszym stopniu dokument. Twórca obrazu bez wątpienia zna się na rzeczy - poprowadził swoje dzieło lekką ręką, bez natręctw i wydumanych, nadętych wypowiedzi. Maradona oceniany jest obiektywnie i sprawiedliwie. Doceniany jest za sportowy kunszt graniczący z geniuszem, ale też ganiony za naiwny, infantylny sposób podchodzenia do życia.

Diego MaradonaDiego Maradona fot. materiał promocyjny

Stąpanie bogów po cienkim lodzie

Ali i Maradona nie należeli do grona spokojnych, grzecznych chłopców. Od najmłodszych lat musieli twardo stąpać po ziemi. Przeżyli wiele - uwielbienie tłumów, poklask widowni, wspięli się na wyżyny sportowych kwalifikacji, zaliczyli ciężkie upadki. To ich łączyło, ale dzieliło też sporo. Ali pozostał na szczycie do końca sportowej kariery, a Maradonie niestety się to nie do końca udało, gdyż bogiem został praktycznie tylko w Argentynie. 

"Nazywam się: Muhammad Ali" i "Diego Maradona" to filmy nie tylko dla fanów sportu. Przeciwnie, każdy znajdzie coś zajmującego dla siebie. Po obejrzeniu ich będziemy bogatsi o wiedzę na temat jakże ciekawych osobowości bohaterów. Z całą pewnością narracja tych wyśmienitych obrazów zaintryguje tych widzów, którzy na co dzień niewiele mają wspólnego ze sportem. I bardzo dobrze, bo Ali i Diego, porywające historie ich życia, to zdecydowanie coś więcej niż jedynie boisko czy ring.  

Obie produkcje, a także inne równie ekscytujące, dostępne są w serwisie HBO GO.

Więcej o: