Neymar wróci do Barcelony? Mnóstwo problemów, ale klub widzi rozwiązanie

Brazylijczycy śledzą życie Neymara jak serial. W pandemii odcinki pojawiały się rzadziej, miały nowych bohaterów, a ten główny pojawiał się rzadziej: liga francuska skończyła sezon, Liga Mistrzów wróci w sierpniu, okno transferowe dopiero się otworzy. Wtedy o Neymarze znów będzie najgłośniej. Czy i gdzie odejdzie z PSG?

Od kilku miesięcy nie widać go na boisku, informacje o możliwym odejściu z PSG wprawdzie pojawiają się przez cały czas, ale nie dość, że często jedna zaprzecza drugiej, to transferu na razie i tak nie będzie. Trzeba dograć europejskie puchary, zaplanować kolejny sezon. Dopiero wtedy właściciele największych klubów raz jeszcze sprawdzą portfele, wezwą najlepszych dyplomatów i spróbują wyciągnąć Neymara z PSG. Cena, mimo pandemii, wciąż będzie gigantyczna - powyżej 200 milionów euro. Dlatego według analityków BETFAN najbardziej prawdopodobne wydaje się pozostanie Brazylijczyka w obecnym klubie - 66 procent. Szanse na transfer do najbardziej zainteresowanej nim FC Barcelony to według analityków BETFAN 16 proc. A do pozostałych klubów: Realu Madryt (8 proc.), Juventusu (5 proc.), Newcastle (3 proc.), drużyny z MLS (2 proc.).

PSG nie zejdzie z ceny. Ta po pandemii odstrasza jeszcze bardziej

Liga francuska już w kwietniu ogłosiła, że zakończyła sezon i nie dogra wzorem Bundesligi, Premier League czy La Ligi pozostałych do końca dziesięciu kolejek. Mistrzem zostało PSG, Neymar sezon skończył z trzynastoma bramkami i sześcioma asystami. Kwarantannę spędził w Brazylii i miał nieco więcej spokoju, bo na okładkach kolorowych czasopism zastąpiła go matka, która wzbudziła zainteresowanie burzliwym związkiem z 29 lat młodszym partnerem. Ale ten spokój już się kończy. Od poniedziałku piłkarze PSG wracają do treningów, by przygotowywać się do dokończenia Ligi Mistrzów, a w lipcu zostanie otwarte okno transferowe. Neymar będzie jednym z jego bohaterów, bo plotki o odejściu do Barcelony nie milkną, mimo fiaska przed rokiem. Jeden z katalońskich dzienników informował w ostatnich dniach, że Brazylijczyk nie zgodził się na obniżenie pensji w PSG, chociaż zarabia aż 3 miliony euro miesięcznie. Większość klubów prosiła swoich piłkarzy w trudnym gospodarczo czasie o tymczasowe zejście z pensji lub jej zamrożenie. Zgodzili się na to gorzej zarabiający piłkarze PSG, a sprzeciw Neymara został uznany za kolejny sygnał dla władz, że nie chce z nimi współpracować i wciąż myśli o transferze.

To podsyciło głosy, że Neymar źle się czuje w Paryżu i już dawno miał stwierdzić, że odejście w 2017 roku z Barcelony za 222 miliony euro było błędem. Regularnie przypomina więc, że chciałby wrócić. Szerokim echem obił się jego wywiad z zeszłego roku, w którym stwierdził, że najpiękniejszym momentem w jego karierze było upokorzenie PSG na Camp Nou. Istotnie, pogoń w Lidze Mistrzów i awans Barcelony do kolejnej rundy, mimo porażki aż 0:4 w pierwszym meczu, był niesamowity. Pytanie, czy w dobrym tonie jest rozpływanie się nad nim, skoro jest już po drugiej stronie. Wielu uznało to za zagranie mające wyczerpać cierpliwość szefów. Wcześniej nie poskutkowało kilkudniowe spóźnienie się na początek okresu przygotowawczego przed sezonem. Neymar robił wszystko, żeby obrzydzić władzom dalszą współpracę i zmusić je do wyrażenia zgody na odejście.

Minął niecały rok. W tym czasie władze mu wybaczyły, a kibice PSG wciąż na niego gwizdali. Golami nie odkupił win. Francuskie i hiszpańskie media nie przestały żyć sprawą. Ostatnio o chęć współpracy z Neymarem został zapytany nowy trener FC Barcelony Quique Setien. - Chciałbym go kiedyś prowadzić. Byłbym zachwycony, gdybym miał taką możliwość. Neymar to piłkarz o ogromnych możliwościach. To byłoby coś, mieć takiego zawodnika pod swoimi skrzydłami - powiedział.

I chociaż wszyscy chcą tej współpracy - Neymar, trener, pozostali piłkarze Barcelony - to francuskie media są zgodne, że odejście największej gwiazdy tego lata jest właściwie niemożliwe ze względu na straty, jakie wywołała pandemia koronawirusa. Barcelona ma problemy finansowe, a szefowie PSG nawet nie myślą o schodzeniu z ceny - 200 milionów euro to wciąż minimum, które chcą otrzymać. Wiedzą, że po pandemii odstrasza jeszcze bardziej. Nawet agent Neymara stwierdził, że świat futbolu znacząco się zmienił i prawdopodobnie nie ma dziś klubu, który byłby w stanie wykupić jego klienta. Francuskie media podają natomiast, że Barcelona chce wykorzystać długość trwania okienka transferowego. Jego ewentualne wydłużenie do października pozwoli ustabilizować finanse klubu i ułatwi kupno 28-latka. Ważne będą w tym czasie negocjacje Neymara z PSG w sprawie nowej umowy. Propozycja klubu jest taka: pięć lat kontraktu, 38 milionów euro rocznie. Obecna umowa wygasa w czerwcu 2022 roku. Jeśli Neymar jej nie przedłuży, postawi PSG w niewygodnej sytuacji - pozycja negocjacyjna klubu w przyszłym roku znacząco się osłabi, bo ledwie pół roku później Brazylijczyk będzie mógł kontaktować się z dowolnym zespołem.

Dlaczego Neymar odszedł z Barcelony do PSG?

Przy tym transferze każdy myślał tylko o sobie: PSG chciało wreszcie zdobyć Ligę Mistrzów, Neymar wyjść z cienia Messiego i walczyć o Złotą Piłkę, a właściciele poprzez sport zwrócić uwagę na Katar i ocieplić jego wizerunek. Wszyscy przegrali. PSG dwa razy odpadło w 1/8 Champions League, bo w kluczowym momencie sezonu Neymar rok po roku łapał kontuzję śródstopia i na kilkanaście tygodni wypadał z gry. W tym sezonie awansowali już do ćwierćfinału. Czekają do sierpnia, by zmierzyć się w Lizbonie w miniturnieju najlepszych ośmiu drużyn.

Na transferze stracił też sam piłkarz, który zakładał, że w PSG będzie liderem, najważniejszym piłkarzem i poprowadzi zespół do wielkich zwycięstw, a w konsekwencji zgarnie indywidualne nagrody. W Barcelonie walczyłby o tytuły, ale wszyscy i tak przypisywaliby zasługi Leo Messiemu, bo - jak dosadnie stwierdził Gerrard Pique - Messi był i zawsze będzie najważniejszy. Neymar najpierw to akceptował, ale z czasem bycie drugim zaczęło mu przeszkadzać. W PSG miał być jak Messi. Mieć jego status w drużynie i popularność wśród kibiców. Początkowo się nią cieszył, ale po kłótniach z Edinsonem Cavanim o to, kto ma wykonywać jedenastki, po upublicznieniu przez "Football Leaks", że dostaje premię za dziękowanie kibicom za doping, wsparcie z trybun się skończyło. Zaczęła się szydera. Neymar podchodził do wykonania rzutu karnego, a kibice skandowali - "Cavani, Cavani". Pojawił się też Mbappe ze statusem „lokalsa” wychowanego na przedmieściach Paryża i złotym medalem mistrzostw świata na szyi. Rzucił na Neymara cień. A z walką o Złotą Piłkę wyszło tak, że z trzeciego miejsca, po roku spadł na dwunaste.

Stracili też katarscy szejkowie, którym Neymar zagrał na nosie. Toczona publicznie wojna z piłkarzem, któremu pozwolili przerosnąć klub, to PR-owy strzał w kolano.

Barcelona chce go z powrotem, ale ma warunki

Jednym z warunków, które Neymar musi spełnić, żeby dołączyć do Barcelony, jest wycofanie pozwu przeciwko niej. Do sądu trafiła sprawa dotycząca wypłaty części premii, którą klub najpierw mu obiecał, a później - w chwili odejścia do PSG - anulował. Neymar twierdzi, że pieniądze, mimo transferu mu się należą. Poza tym, jeśli chce wrócić, będzie musiał przeprosić kibiców za swoje wypowiedzi i zachowanie, a także zrezygnować z 36 milionów euro, które zarabia w PSG. Musiałby obniżyć wynagrodzenie do 22 milionów euro rocznie. Co bardzo ciekawe - klub oczekuje, że Neymar ograniczy też udział ojca w swoich interesach. Barca uważa go za osobę nieustannie generującą konflikty i skupioną na pieniądzach. Ma mieć duży wpływ na decyzje podejmowane przez syna, a o tym, że nie jest najbardziej kompetentnym doradcą, świadczą problemy, które powstawały za każdym razem, gdy zmieniał klub. - Podpisany przez Neymara kontrakt z Barceloną był tak niechlujnie sporządzony, że doprowadził do dymisji poprzedniego prezesa Sandro Rosella i sprawy w sądzie - podsumowują hiszpańskie media.

Więcej o: