Skok w niszę? Nie ze skokami narciarskimi!

Pięćdziesiąt tysięcy biletów da się sprzedać w mniej niż godzinę. Oglądalność telewizyjna? Jest na poziomie najpopularniejszej ligi świata, piłkarskiej Premier League. Gwiazdy? W plebiscytach na najlepszych sportowców świata potrafią walczyć z takimi postaciami jak Usain Bolt i wskakiwać przed takich asów jak Cristiano Ronaldo. Czy aby na pewno skoki narciarskie to sport niszowy?

Skoków nikt nie ogląda, skoków prawie nikt nie uprawia - to słyszał każdy. Jak jest naprawdę? Oczywiście skoki nie są, nigdy nie były i nigdy nie będą sportem powszechnym. To nie piłka nożna, tu się nie da rekreacyjnie potrenować. Ale czy sport ekstremalny jest skazany na bycie niszowym?

Zimowa Formuła 1

Na przełomie XX i XXI wieku konkursy Pucharu Świata w skokach oglądało po kilkanaście milionów niemieckich telewidzów. Najlepszy był Martin Schmitt. W wieku 22 lat miał już 24 wygrane konkursy, dwa złote medale mistrzostw świata i status przyszłego skoczka wszech czasów. I nagle objawił się Adam Małysz. Gdy Polak zaczął odlatywać Schmittowi, przez kilka tygodni Niemiec nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Ale przyszły mistrzostwa świata, na których panowie podzielili się złotymi i srebrnymi medalami. Telewizja RTL oszalała ze szczęścia. Bazując na świetnych wynikach oglądalności nazwała skoki zimową Formułą 1 i przekonywała, że latający zawodnicy działają na wyobraźnię podobnie jak niedoścignieni kierowcy bolidów. Schmitta i Małysza RTL porównywał do Michaela Schumachera i Mikki Hakkinena. Niemiecki kierowca był wtedy aktualnym mistrzem świata, który tytuł zdobył po raz czwarty. Natomiast Fin wygrywał dwa razy. Małysz i Schmitt nagrali telewizyjną reklamę "Zimowej Formuły 1" i znaleźli się na sześciu tysiącach billboardów porozwieszanych w całych Niemczech.

Sto razy mniej transmisji, a oglądalność prawie taka sama

Niestety, z emocjonujących Grand Prix na skoczniach nic nie wyszło, bo Schmitt już za chwilę zaczął jeździć w niższych seriach. Ale niemiecki rynek cały czas jest dla skoków jednym z najważniejszych. Opisane przed chwilą szaleństwo miało miejsce w 2001 roku, z kumulacją na najważniejszym dla Niemców Turnieju Czterech Skoczni. W 2002 roku tę imprezę wygrał Sven Hannawald. I od tamtego czasu zwycięstwa nie odniósł żaden Niemiec. Ale tamtejsi telewidzowie się nie zrażają. Konkurs w Bischofshofen, na zakończenie Turnieju Czterech Skoczni z ostatniego sezonu, był jedną z najchętniej oglądanych transmisji sportowych w niemieckich kanałach w 2019 roku - przyciągnął przed odbiorniki prawie siedem milionów ludzi.

Na wynikach oglądalności skoków warto zatrzymać się dłużej. Na koniec 2016 roku Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) na podstawie badań firmy marketingowej Repucom podała dane z dziesięciu krajów, w których sporty zimowe mają najwięcej fanów. Skumulowana oglądalność skoków wyniosła aż 2,781 miliarda widzów. Oczywiście to łączna liczba widzów oglądających wszystkie transmisje w roku. Tę gigantyczną liczbę wygenerowało 2384 godzin przekazu.

Ta sama firma w tym samym czasie oszacowała też oglądalność najpopularniejszej ligi świata, czyli piłkarskiej Premier League. Angielska ekstraklasa miała wtedy trzy miliardy widzów. Na całym świecie, a nie tylko w dziesięciu najważniejszych krajach. Te trzy miliardy widzów to łączna liczba ludzi oglądających w sumie aż 232 tysiące godzin przekazu. Czyli angielskiej piłki pokazywano sto razy więcej niż skoków narciarskich, a łączna liczba widzów była niemal taka sama.

Skoki ogólnodostępne, sponsorzy się cieszą

To dane bardzo zaskakujące, nawet jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że konkursy skoków niemal we wszystkich krajach pokazują ogólnodostępne telewizje (choć np. w Japonii jest inaczej i w poprzednim sezonie Ryoyu Kobayashi wygrywał na oczach tylko tych widzów, którzy kupowali dostęp do transmisji), a mecze najmocniejszych piłkarskich lig praktycznie we wszystkich krajach są transmitowane przez kodowane stacje.

Ale to żaden problem dla sponsorów. Duże firmy chcą się kojarzyć ze skokami. Jest wśród nich także firma Hörmann, największy w Europie producent bram i drzwi.

Skoki to sport nie niszowy, tylko prestiżowy. I mający bardzo piękne tradycje. Uprawia się go od połowy XIX wieku, a takich zawodów jak liczący sobie już prawie 70 lat Turniej Czterech Skoczni, pozazdrościć może im wiele innych dyscyplin.

W tym roku organizatorzy otwierających Turniej zawodów w Oberstdorfie sprzedali 25 tysięcy biletów na konkurs już w listopadzie, na ponad miesiąc przed imprezą. Jeszcze lepsze rekordy ma Zakopane. W stolicy polskich Tatr co roku w styczniu odbywają się dwa konkursy, na które w sumie do sprzedaży trafia 50 tysięcy biletów. Potrafią się rozejść w godzinę, a internetowe serwery serwisów prowadzących sprzedaż nie wytrzymują zainteresowania kibiców.

Skoczkowie bardzo wpływowi

W Polsce skoki mają status sportu narodowego. W corocznych rankingach na najbardziej wpływowych ludzi naszego sportu czołówkę dominują przedstawiciele skoków. W roku 2019 za najbardziej wpływową postać uznano prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniewa Bońka, a zaraz za nim sklasyfikowano Adama Małysza. Były mistrz, pracujący obecnie jako dyrektor ds. skoków w Polskim Związku Narciarskim, wyprzedził Roberta Lewandowskiego, jednego z najlepszych piłkarzy świata. W Top 10 zestawienia znaleźli się jeszcze na szóstym miejscu Kamil Stoch i na ósmym Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, a w przeszłości trener skoczków.

Małysz w przeróżnych badaniach wciąż wygrywa ranking na sportowca, którego Polacy rozpoznają najlepiej. Dzieje się tak, mimo że karierę skończył już dawno temu, w 2011 roku.

Przeskoczeni LeBron, Curry i Ronaldo

Kamil Stoch też ma się czym pochwalić, jeśli chodzi o rankingi. W 2018 roku został mistrzem olimpijskim, wygrał Turniej Czterech Skoczni, odnosząc zwycięstwa we wszystkich konkursach, a do tego dorzucił Kryształową Kulę za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Dokonania najlepszego skoczka doceniło Światowe Stowarzyszenie Prasy Sportowej. W prestiżowym plebiscycie Stoch zajął siódme miejsce - w roku piłkarskiego mundialu przegrał m.in. z Luką Modriciem, Kylianem Mbappe i Cristiano Ronaldo, ale wyprzedził wiele sław sportów bardziej popularnych niż skoki, np. króla koszykówki, LeBrona Jamesa.

A propos Ronaldo - jego dwa lata przed Stochem przeskoczył Peter Prevc. Za 2016 roku Akademia Sportowa Stanów Zjednoczonych wyżej oceniła słoweńskiego skoczka, mimo że portugalski piłkarz wygrał wtedy Ligę Mistrzów i mistrzostwa Europy. Ktoś powie, że Amerykanie nie znają się i na skokach, i na piłce? Jak w takim razie wytłumaczyć, że za, a nie przed Prevcem umieścili koszykarzy LeBrona Jamesa i Stephena Curry'ego albo golfistę Rory'ego McIlroya? Te sporty przecież kochają.

"Oto informacja dla tych, którzy uważają skoki narciarskie za sport niszowy. Świetny Słoweniec Peter Prevc zajął trzecie miejsce w organizowanym przez Akademię Sportową Stanów Zjednoczonych plebiscycie na najlepszego sportowca 2016 roku. Przegrał tylko z Usainem Boltem oraz Michaelem Phelpsem - bohaterami igrzysk olimpijskich w Rio. Gratulacje!" - komentował na Facebooku Małysz. Czy nie miał racji?

Bramy garażowe Hormann