"Przeszkody pomagają! Nie jesteśmy masochistami"

- Uwierzcie, nie jesteśmy masochistami, ale mówimy to z pełnym przekonaniem: przeszkody w życiu naprawdę pomagają! O tym, co sportowcowi amatorowi mogą przynieść biegi przeszkodowe, opowiadają biegaczka i trenerka personalna, Julita Kotecka-Nerek i trener crossfitu, Paweł Nerek.

Kiedy to odkryliście? Kiedy się zorientowaliście, że przeszkody są fajne?

Julita: To był 2016 r. Nasz pierwszy bieg przeszkodowy -  Runmageddon Hardcore po śląskich hałdach. Kupiłam mojemu mężowi pakiet startowy pod choinkę. Zawody były w maju, a Paweł wtedy w ogóle nie biegał.

Paweł: Tak... To był jeden z tych prezentów, na pewno znacie ten typ, po rozpakowaniu którego jeszcze przez kilka tygodni się zastanawiacie czy na pewno nikt się nie pomylił.. Miałem wątpliwości czy to to na pewno prezent dla mnie [śmiech]. A tak serio, to od początku czułem wielką ekscytację, bo nigdy czegoś takiego nie biegłem i wielki strach, bo.. nigdy czegoś takiego nie biegłem! W ogóle nigdy nie przebiegłem półmaratonu, a tu jeszcze po górach i z przeszkodami…

Julita: Nie przygotowywaliśmy się do pokonywania konkretnych przeszkód [można to sprawdzić na strnie organizatora – przyp. red.]. Chcieliśmy iść na żywioł. Lekkim zaskoczeniem okazał się też dystans, bo zamiast standardowych 21,1km, przebiegliśmy 28km.

P: Przyznam, byłem zdziwiony, że właściwie nie trenując biegania, mogłem przebyć taki  dystans bez większych problemów i w całkiem niezłym czasie. Nastawiałem się przede wszystkim na wyzwanie biegowe, a okazało się, że w tej formule, nawet przy tak długim dystansie, jest to do zrobienia dla silnej, sprawnej osoby, bez „bazy” biegowej. Na koniec pamiętam, że miałem obolałe stopy, byłem zmęczony, zadowolony i zafascynowany.

Co w tym fascynującego?

P: Jestem crossfitowcem. Taki bieg to jest okazja, żeby wreszcie w terenie, w „normalnych”, życiowych warunkach przesterować siebie i te wszystkie cechy motoryczne, które na co dzień kształtuję - siłę, szybkość, wytrzymałość, sprawność, równowagę. To wszystko trenujemy w wyizolowanych warunkach, w boksie crossfitowym, ze sztangami, kettlami, na równej podłodze. Tu wreszcie można sprawdzić ile te ciężarki  są warte, czy przerzucisz się przez pionową ścianę, przeczołgasz się przez bagna czy pokonasz inne naturalne przeszkody.Trening biegowy, niezbędny w przygotowaniu do takich biegów, to też duży plus dla crossfitowców. Często brakuje nam wydolności.

A co takie biegi, a właściwie przygotowania do niech, dają biegaczom?

J:  Na pewno ogólną sprawność i siłę biegową. To dwie najczęstsze bolączki biegaczy, którzy są przyzwyczajeni do ciągłych, długotrwałych wysiłków o niskiej intensywności. „Klepiemy kilometry”, a jak  tylko trzeba zrobić jakiś wysiłek interwałowy, przebiec mocniej kilka odcinków, od razu tracimy oddech. Runmageddon to właściwie jeden wielki interwał. Biegniesz ile sił do przeszkody, tam się zatrzymujesz, musisz wykazać silą lub/i sprawnością i znowu ruszasz do kolejnej. To jest świetny bodziec dla organizmu biegacza, „zamulonego” długimi wybieganiami. I – muszę to podkreślić – taki trening ZAWSZE przełoży się na lepsze, szybsze bieganie w biegach ulicznych. Czyli warto.

To dla kogo Runmageddon jest większym wyzwaniem – dla biegacza czy dla crossfitowca?

P: Moim zdaniem dla biegacza. Bez zbudowanej  siły, sprawności i dobrej koordynacji, większość przeszkód po prostu nie da się pokonać. Siła i sprawność w treningu interwałowym to chleb powszedni crossfitowców. Na dużym zmęczeniu oddechowym, są w  stanie zrobić nawet skomplikowane ćwiczenia. Oni muszą tylko przestać „człapać”, a zacząć faktycznie biegać do przeszkód. Moim zdaniem to większe wyzwanie dla biegaczy, by w trakcie przygotowań do biegów przeszkodowych, wystarczająco się wzmocnić i zbudować ogólną sprawność.

W takim razie jak najlepiej trenować do takich biegów?

J: Nie trzeba serwować sobie identycznego wysiłku, jaki nas czeka na trasie, czyli przeplatać biegu  ćwiczeniami siłowymi. Najlepiej znaleźć czas na trzy rodzaje treningów i  kształtować poszczególne elementy w osobnych jednostkach trentowych. Czyli jednego dnia zrobić trening biegowy, budujący wytrzymałość. Np. godzina biegu, a na koniec 6-10 rytmów (szybkich odcinków 60-100-metrowych), żeby „odmulić” organizm. Kolejny trening poświecić sile i sprawności. Zrobić trening na siłowni czy  właśnie w boksie crossfitowym czy nawet zwykły trening funkcjonalny w domu. No i trzeci ważny rodzaj treningu – technika pokonywania przeszkód. Warto obejrzeć w sieci, jakie zadania będą nas czekać na trasie i się do tego przygotować.

Niedawno braliście udział w wyjątkowym Runmageddonie. Na Saharze. Czy to jest bieg dla każdego „przeszkodowca” czy wymaga wyjątkowych umiejętności czy doświadczenia?

P: Runmageddon Sahara to była wyjątkowa przygoda i wyjątkowe wyzwanie. Tu akurat uważamy, ze wyzwanie bardziej biegowe, bo trudność leżała tu głównie w dystansie. Biegliśmy 120km w 4 dni, dzień po dniu. To właśnie ten kilometraż był moją największą obawą.

J: Ja stresowałam się trochę warunkami pogodowymi. Czy nie zniszczy nas ten upał w ciągu dnia i chłód nocą. Jednak większą część dystansu biegnie się jeszcze o zmroku, kiedy temperatura powietrz jest znośna. Takie etapowe biegi maja niesamowity klimat. Spanie w namiotach na pustyni, wspólne posiłki z innymi uczestnikami biegu i rozmowy o przygodach na trasie, kumulujące się zmęczenie, ale i piętrząca się ekscytacja, związana z tym, co przed nami. Dla mnie to było w nie było duże wyzwanie sportowe, bardziej przygoda. Tu intensywność biegu nie jest tak duża, jak w szybkich biegach ulicznych.  To jest rajd, to jest fantastyczna przygoda!

P: Żeby nie było, zmęczenie czułem  ogromne! Ale – pierwszy raz to powiem publicznie – odnalazłem w sobie dusze ultrasa! Odkryłem formę przygody, jakiej zawsze szukałem – duże zmęczenie blisko natury. Gdyby 3  lat temu ktoś mi powiedział, że polubię biegać i to jeszcze długie dystanse… Niech to będzie najlepszy dowód, że przeszkody muszą być naprawdę fajne.