Mateusz Juroszek dla Sport.pl: Jestem dumny z wyników i otoczki wokół reprezentacji

- Wiedzieliśmy, że naszym minimum jest przedłużenie umowy w roli oficjalnego partnera reprezentacji, ale chcieliśmy też iść wyżej jako sponsor. Rozpoczęliśmy rozmowy z PZPN, który powiedział nam jasno, że w związku z tym, iż może mieć jednego sponsora z każdej branży, to chciałby mieć u siebie bukmachera na szczeblu wyżej. Podpisaliśmy umowę na 4,5 roku. To dla nas bardzo duży temat, ale wierzę że obie strony wciąż będą usatysfakcjonowane współpracą - mówi Mateusz Juroszek, prezes firmy bukmacherskiej STS, która została oficjalnym sponsorem reprezentacji Polski.

Sport.pl: STS oficjalnym partnerem reprezentacji Polski jest od 2014 roku. Wasza współpraca w tym czasie była równie dobra, jak wyniki kadry Adama Nawałki?

Mateusz Juroszek: Tak. Dzisiaj wszystkim wydaje się, że nawiązanie współpracy z PZPN było oczywistym ruchem z naszej strony, ale jak sięgniemy pamięcią cztery lata wstecz, to tak kolorowo nie było. Reprezentacja miała za sobą nieudane Euro 2012, nie zakwalifikowała się na mistrzostwa świata w Brazylii. PZPN był w trakcie reform, które należało przeprowadzić po poprzedniej kadencji. W tamtym czasie STS był zaś wielokrotnie mniejszą firmą, dla której pieniądze zawarte w umowie były naprawdę duże.

Jak to w życiu, potrzebowaliśmy trochę szczęścia, ale my je mieliśmy. Kadra Nawałki pokonała Niemców na Stadionie Narodowym i od tamtej pory jej postrzeganie stało się nieporównywalnie lepsze. Cztery lata współpracy z reprezentacją Polski były dobre, bo wyniki, klimat wokół drużyny, były bardzo pozytywne. Ponadto, PZPN jest bardzo wiarygodnym partnerem, bo czasy „leśnych dziadków”, z którymi kojarzono związek, już dawno minęły. Na rynku sponsoringu w Polsce działamy od kilku lat i widzimy jak zmieniło się podejście klubów do własnych sponsorów. PZPN muszę postawić za wzór pod względem kontaktu, szacunku i wzajemnej współpracy. Organizacja świadczeń jest na najwyższym poziomie.

Do wyraźnej poprawy postawy reprezentacji i zmian w PZPN doszło mniej więcej w jednym czasie, przez co umowa ze związkiem była dla nas priorytetem. Wspieramy kilka polskich klubów ekstraklasowych oraz m.in. KSW, jednak to piłkarska drużyna narodowa znajdowała się na samym szczycie piramidy naszej hierarchii. Jesteśmy ogólnopolskim bukmacherem, u którego zakłada się co drugi grający w tym kraju obywatel, więc musimy być ponad wszystkie podziały klubowe i terytorialne. Reprezentacja łączy wszystkich kibiców w tym kraju, a jej wizerunek sprawia, że wszyscy ją kochają. Wiedzieliśmy, że musimy porozumieć się z PZPN, że nasza umowa musi być możliwie najdłuższa. Stąd obecna umowa obowiązywać będzie przez 4,5 roku, aż do końca mundialu w Katarze.

Cztery lata temu podpisywanie umowy z PZPN było nieporównywalnie większym ryzykiem niż teraz. Co skłoniło was do zostania oficjalnym partnerem reprezentacji Polski?

- Na rynek sponsoringu w Polsce weszliśmy poprzez podpisanie umowy z Lechem Poznań. To bardzo pozytywnie wpłynęło na rozwój, obroty i postrzeganie firmy. Po kilku miesiącach zobaczyliśmy, że w Polsce bardzo mocno łączy się nas z Poznaniem. Chcieliśmy wykonać krok, który zmieniłby tę sytuację, czyli podpisać ogólnopolski kontrakt, co pozwoliłoby utożsamiać się z nami Polakom z różnych części kraju. Reprezentacji kibicują wszyscy, bez względu na podziały.

Na początku negocjowaliśmy z Ekstraklasą i I ligą, aż wreszcie pojawiła się opcja reprezentacji Polski. Spotkaliśmy się z sekretarzem generalnym PZPN -  Maciejem Sawickim - obu stronom mocno zależało na porozumieniu. Wtedy nie patrzyliśmy bardzo na to jak gra kadra, co dzieje się w związku. Pomyśleliśmy „kurczę, przecież to jest reprezentacja Polski, najważniejsza drużyna w tym kraju, fajnie byłoby być jej partnerem”. Zdecydowaliśmy się na podpisanie umowy, bo uznaliśmy, że obecność na tak eksponowanym, wysokim miejscu jest nam potrzebna.

Z czego w czteroletniej współpracy jest pan najbardziej zadowolony?

- Z pozytywnego klimatu wokół reprezentacji. Przed każdym spotkaniem kadry wydzwania do mnie mnóstwo znajomych, którzy pytają czy nie pomogę im załatwić biletu, bo z powodu olbrzymiego zainteresowania, nie można ich kupić. Jestem dumny z wyników i otoczki wokół reprezentacji. Wychowałem się w czasach, kiedy w polskim sporcie zawsze było źle. Wszyscy pamiętamy, dlaczego pokochaliśmy Adama Małysza. To był pierwszy od dawna sportowiec, z którego mogliśmy być dumni, który odnosił ogromne sukcesy.

Piłkarska reprezentacja na której się wychowałem, to był niekończący się zawód. Przegrywaliśmy wszystko, co można było przegrać. Dzisiaj jest tak, że kiedy słyszymy o tym, iż niedługo zmierzymy się z Włochami, to wychodzimy z założenia, że musimy wygrać, bo po prostu jesteśmy lepsi. Reprezentacja Polski jest dzisiaj na fali, sportowo i marketingowo nie odstajemy od najlepszych. To bardzo cieszy.

Mam nadzieję, że czas, w którym obecnie się znajdujemy, uda nam się przekuć na dobre wyniki w przyszłości. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze będziemy na szóstym miejscu w rankingu FIFA, ale wierzę że po pokoleniu Roberta Lewandowskiego, Grzegorza Krychowiaka czy Kamila Glika, reprezentacja Polski wciąż będzie dawała nam wiele radości i satysfakcji. Podoba mi się to, jak PZPN inwestuje w młodzież i jej szkolenie, jak stara się dotrzeć nawet do szkół i lekcji WF. Przed związkiem bardzo poważne wyzwanie, nie tylko ze względów czysto sportowych. Michał Listkiewicz zawsze powtarza mi, że postrzeganie PZPN uzależnione jest od gry pierwszej reprezentacji. Szkolenie, a w dalszej perspektywie wyniki drużyny narodowej, będą miały największy wpływ na przyszłość i poziom związku.

STS chwali się tym, że wspiera polski sport. Czy w przyszłości ma zamiar wspierać też szkolenie młodzieży?

- To był jeden z powodów, dla którego założyłem fundację. Przez ostatnich kilka lat, w których STS stał się marką medialną i rozpoznawalną, otrzymaliśmy tysiące różnych ofert, od sponsoringu filmu, po sponsoring Polskiego Związku Bobslejowego czy Skeletonowego. Nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego, a poza tym, jako duża firma robimy tylko rzeczy największe. Nie będę też ukrywał, że robimy to, co przekłada się nam na biznes. Nigdy nie angażujemy się w tematy szkolenia dzieci, bo jesteśmy odpowiedzialni społecznie i jako bukmacher koncentrujemy się na tym, by docierać do osób dorosłych.

Dlatego założyłem fundację, której sponsorem głównym jest STS. To właśnie tam wkładamy coraz większe kwoty w szeroko rozumiany sport. Wspieramy sportowców z całej Polski, młodych, starszych, niepełnosprawnych i pełnosprawnych. Dla mnie to emocjonalnie ważne, bo po pierwsze to lubię, a po drugie, jeśli dzięki sportowi zarabiam pieniądze, to też chciałbym mu coś oddać w zamian.

Fundacja rozwija się krok po kroku. Jeśli zgłosi się do nas ktoś, kto ma szkółkę w małej miejscowości i możliwość wyjazdu na turniej np. do Niemiec, ale nie ma na to pieniędzy, to my - jako fundacja - taki pomysł wesprzemy. Mocno pracujemy nad rozdzieleniem jej od STS-u w świadomości Polaków. Często otrzymujemy prośby jak np. zasponsorowanie wyjazdu zawodnika na rywalizację w jeździe na rolkach w Los Angeles czy odbudowę jakiejś szkoły. Zawsze tłumaczymy wtedy, że nie jesteśmy fundacją, tylko firmą bukmacherską i o tym należy pamiętać.

Fakt, że z oficjalnego partnera reprezentacji Polski, STS stał się jej oficjalnym sponsorem jest naturalną koleją rzeczy, czy był jakiś moment, w którym postanowiliście zacieśnić współpracę?

- To bardziej złożone. Na początku byliśmy oficjalnym partnerem reprezentacji, bo po prostu na tyle było nas stać. Po dwóch latach, wraz z podpisaniem drugiej umowy i lepszą grą zespołu, te kwoty wzrosły. W pewnym momencie doszliśmy do poziomu, w którym stać nas było na wykupienie pakietu oficjalnego sponsora i wierzyliśmy, że to pozytywnie przełoży się na nasz biznes. Zawsze przecież można wydawać więcej i więcej, ale trzeba zadać sobie pytanie czy będzie to opłacalne.

Wiedzieliśmy, że naszym minimum jest przedłużenie umowy w roli oficjalnego partnera reprezentacji, ale chcieliśmy też iść wyżej jako sponsor. Rozpoczęliśmy rozmowy z PZPN, który powiedział nam jasno, że w związku z tym, iż może mieć jednego sponsora z każdej branży, to chciałby mieć u siebie bukmachera na szczeblu wyżej. Podpisaliśmy umowę na 4,5 roku. To dla nas bardzo duży temat, ale wierzę że obie strony wciąż będą usatysfakcjonowane współpracą.

Ile więcej kosztować was będzie rola oficjalnego sponsora reprezentacji?

- Kwota zwiększyła się kilkukrotnie. Jeśli weźmiemy jej całość, za omawiane 4,5 roku, to prawdopodobnie będzie ona największa w historii polskiego rynku bukmacherskiego.

Czym, poza pieniędzmi, różni się rola oficjalnego partnera od oficjalnego sponsora?

- Zasadnicze różnice są dwie. Po pierwsze będziemy lepiej widoczni. Rola oficjalnego sponsora reprezentacji pozwala nam reklamować się w większy, dłuższy i bardziej widoczny sposób. Nasze LED-y znajdą się m.in. na treningach zespołu, a jako partner takiej możliwości nie mieliśmy. Do tego dochodzi większa liczba lóż VIP oraz biletów, dzięki czemu będziemy w stanie jeszcze lepiej ugościć naszych klientów.

Druga różnica jest taka, że nasze reklamy znajdą się też w trakcie meczów reprezentacji młodzieżowej U-21 oraz kobiecej. Niektórzy sponsorzy mogą też reklamować się na spotkaniach reprezentacji juniorskich. Nam taka możliwość nie przysługuje, ponieważ jesteśmy bukmacherem. Zależało nam na jeszcze większej promocji i taką na pewno da nam zespół Czesława Michniewicza, który Polacy oglądają chętnie. Poza tym, na meczach kadry młodzieżowej obecni są tylko sponsor główny oraz sponsorzy oficjalni, więc firm wokół drużyny jest mniej.

Jakie plany ma STS wobec reprezentacji Polski?

- Przede wszystkim będziemy chcieli jak najlepiej zmaterializować tę umowę. Obecnie jesteśmy chwilę po nakręceniu nowego spotu reklamowego z zawodnikami, naszych najważniejszych klientów zaprosiliśmy na spotkania z Nigerią i Koreą Południową, część z nich pojedzie z nami na mundial do Rosji. Ale chcemy istnieć w świadomości kibiców nie tylko w dni meczowe. Będziemy szukać niestandardowych akcji i mamy nadzieję, że będziemy rosnąć wraz z zespołem.

Szykujecie niespodzianki dla kibiców na mistrzostwa świata?

- Na samym mundialu nie uda nam się zrobić wiele. W Rosji bukmacherka jest zakazana, a i odległości między miastami powodują, że jestem się mocno sceptyczny co do samej organizacji. Nie jestem wyjątkowym optymistą jeśli chodzi o liczbę polskich kibiców, którzy zdecydują się na wyjazd. Przygotowujemy kilka projektów, które zrealizujemy w tym czasie w Polsce, ale jest jeszcze za wcześnie, by o nich mówić.

Dla nas będzie to bardzo ważny czas, bo mistrzostwa świata i Europy są okresem, w którym notujemy największy przyrost nowych klientów. Będziemy robić wiele, by dbać o klientów stałych, ale też przekonać do siebie tych nowych. Chcemy pozytywnie wejść do ich świadomości i właśnie m.in. po to jest nam umowa z PZPN. Kiedyś w Polsce legalne były tylko punkty bukmacherskie obok których ludzie przechodzili z podejrzliwością a nawet strachem, a na pewno bez wiedzy o co tam w ogóle chodzi i czy jest to dozwolone. Dzisiaj można grać w sieci, przez aplikacje, a nasze punkty widoczne są w centralnych miejscach niektórych stadionów w ekstraklasie. Bardzo zależy nam na dalszym budowaniu pozytywnego wizerunku w świadomości kibica.

Co sprawi, że za kolejne cztery lata będzie pan równie zadowolony ze współpracy z PZPN?

- Przede wszystkim chciałbym, by klimat wokół reprezentacji Polski utrzymał się niezależnie od wyników. Uważam, że kibicem jest się zawsze, a nie bywa się nim na chwilę. Chciałbym widzieć tysiące fanów na stadionie i miliony przed telewizorami, które będą wspierały tę drużynę, kiedy nie będzie już w niej Lewandowskiego. Chciałbym, by ci kibice wspierali zespół, kiedy w jego składzie grać będzie jakiś młody, zdolny chłopak, a nie gwiazda Bayernu Monachium. Kibicujmy naszym niezależnie od tego gdzie grają, wspierajmy jeszcze mocniej, kiedy będzie szło gorzej niż teraz.

Zdarza się panu już teraz myśleć o tym, co będzie za cztery lata, kiedy wasza umowa z PZPN będzie dobiegała końca? Czy STS mierzy w zostanie głównym sponsorem reprezentacji Polski?

- Życie nauczyło mnie, by nie wybiegać myślami daleko w przyszłość. Wydaje mi się jednak, że za 4,5 roku STS będzie mógł bez problemu pozwolić sobie na to, by zostać głównym sponsorem reprezentacji. Zobaczymy jednak co wydarzy się w PZPN, kto będzie jego prezesem, jakie zmiany się w nim dokonają. Zobaczymy też, czy ewentualna kolejna umowa miałaby jakiś wpływ na nasz biznes.

Tu najlepszym przykładem jest Lech Poznań, u którego byliśmy na koszulkach meczowych. Współpraca z nimi była dla nas pozytywnym bodźcem, stopniowo ją rozszerzaliśmy, ale doszliśmy do momentu w którym zaczęliśmy się zastanawiać, czy wciąż opłaca nam się to biznesowo. Dlatego zapewniliśmy klub, że chcemy kontynuować współpracę, ale zaznaczyliśmy też, że jeśli ten znajdzie kogoś innego na nasze miejsce, to by rozpoczynał negocjacje. To w Europie całkowicie normalne.

4,5 roku z reprezentacją da nam odpowiedź na zadane pytanie. Po upływie tej umowy z kadrą będziemy łącznie 8,5 roku. Będziemy musieli się zastanowić czy wchodzenie na kolejny szczebel będzie miało sens. Jeśli miałbym jednak zostawić biznes z boku, to oczywiście marzy mi się, by STS został głównym sponsorem reprezentacji Polski. To najważniejszy zespół w tym kraju, a taki związek z nim byłby dumą i zaszczytem.