Jeszcze nie dzisiaj...

No to może jutro?

Ajajaj. I znowu było tak blisko, tak blisko! Ach ta Brazylia. Niech ją! Wybaczcie te rozemocjonowane równoważniki zdań, ale trudno po takim spotkaniu zachować spokój i trzeźwość. Umysłu (rzecz jasna).

Dzisiejsze spotkanie z Brazylią miało bardzo podobny przebieg do tego, co można było zobaczyć w trakcie potyczek w Ameryce Południowej. Znowu był set grany na równi aż do przegranej końcówki (pierwszy), piękny, zwycięski, zachwycający (drugi), przegrany wyraźnie bez większej historii set trzeci i wreszcie emocjonująca partia czwarta, grana na przewagi. W hali w Katowicach mocno pachniało tie-breakiem, niektórzy - nie całkiem pozbawienie podstaw - wietrzyli nawet upragnione i nieosiągalne od dziewięciu lat zwycięstwo, ale niestety, i tym razem zabrakło. Niewiele, ale zabrakło.

Cóż, panom dziękujemy za dziś i czekamy niecierpliwie na jutro. Oby, tak jak dziś, nie brakło emocji. Zwycięstwem też nie pogardzimy.

Więcej o: