Karolino Woźniacki. To oznacza wojnę

Byłyśmy cierpliwe wystarczająco długo.

Kiedy Torres podarował Ci swoją koszulkę tylko zazgrzytałyśmy zębami. Zacisnęłyśmy pięści gdy to samo zrobił Gerrard a Ty ze szczebiotem, który słyszalny był w naszej redakcji kazałaś mu ubrać na trening swoją sukienkę. Kiedy zrobiłaś sobie słit focię z Bojanem, Gerim i Puyolem, to przyznajemy, że kilku Twoim zdjęciom nie udało się ujść z życiem. Pomijamy też Twoje notoryczne wygrywanie z naszą Isią - ludzka rzecz. Ale otwarte i bezwstydne podrywanie Novaka to już... to już... to już... gruba przesada.

Pierwsza rakieta świata (która nigdy nie wygrała Wielkiego Szlema, dodały złośliwie Ciacha) czuje się ostatnio bardzo pewna siebie, do tego stopnia, że podczas konferencji prasowej, na której z dziennikarzami miał się spotkać Novak Djoković, sama postanowiła wcielić się w rolę jednego z nich. Argh. I żeby jeszcze chociaż wymyśliła jakieś sensowne pytania typu: "kiedy mógłbyś wpaść na herbatę do redakcji Ciach", albo "czy mógłbyś podnieść koszulkę trochę wyżej i pokazać nam odrobinę brzuszka"; to nie, Karolina musiała spytać go... kto jest jego ulubioną tenisistką. Argh 2. Ku naszej rozpaczy Novak wydawał się zadowolony i rozbawiony całą sytuacją, i odpowiadał na pytania Woźniackiej z właściwym sobie humorem i spokojem, ale także z wielką dozą sympatii do blondwłosej Dunki. O czym dokładnie rozmawiali możecie przeczytać tutaj , albo, jeżeli macie wyjątkowo mocne nerwy, zobaczyć na własne oczy:

...a my ze złości niemal zapomniałyśmy, że zaczyna się Wibledon. I, że wystąpi w nim nasz Łukasz Kubot.

W tej sytuacji, nadesłane nam przez Shan rozkoszne zdjęcie Rafy i kolegów grających w szatni w golfa pociesza nas tylko trochę....

No dobra, może trochę bardziej.

Więcej o: