Z cyklu: Ciacho Niedoceniane - David Albelda

Poznajcie wybranego przez nas w drodze eliminacji, na podstawie wielogodzinnych badań nad roznegliżowaną reklamą właściwego tej rubryce reprezentanta "Nietoperzy", na którego widok jednym z pierwszych słów i zaraz ostatnim, jakie możemy tutaj opublikować przed 22 jest słowo "piękny".

I choć właściwie w tej rubryce powinna się znaleźć cała jedenastka Valencii, z trenerem, sztabem szkoleniowym, masażystą i kucharzem na czele, jawiącej się jako zaniedbywana, młodsza siostra kosmicznej Barcelony i królewskiego Realu, która nie jest na tyle brzydka, na ile chciałaby jej ligowa konkurencja, to ze względów ekonomicznych musiałyśmy zdecydować się na jednego, godnego reprezentanta.

Że takowym jest właśnie David Albelda miałyśmy wątpliwości dokładnie przez ułamki sekundy jakie potrzebowała grafika google na wyświetlenie wszystkich stu-sześćdziesięciu-sześciu tysięcy zdjęć z jego osobą i dwóch, jakie zajęło wikipedii przyporządkowanie do jego nazwiska biografii. Dlaczego?

Po pierwsze, nie jest już ciachem pierwszej świeżości, we wrześniu będzie obchodził swoje trzydzieste-czwarte urodziny, a pierwszym i zarazem ostatnim jego pojawieniem się na łamach naszego portalu były jego anonimowe, jedne z wielu, pośladki w tej słynnej reklamie. Nie możemy, po prostu, nie możemy tego tak zostawić.

Po drugie, z przeszło szesnastoma latami spędzonymi na bieganiu w pomarańczowej koszulce jest jednym z żywych symboli zespołu, jego zasługi dla niego nie zmieściłyby się w naszym różowym notesiku oraz jak nikt inny należycie go reprezentuje. I jak fajnie przy tym wygląda.

Po trzecie: ma w swojej kolekcji zdjęcie z piłką, które sądząc po stylizacji i ogólnym klimacie panującym na zdjęciu zostało zrobione w czasach, kiedy Michał Bąkiewicz nie znał jeszcze jej innego zastosowania niż to z gry w dwa ognie na lekcjach w-fu w podstawówce. To właśnie Albelda tworzył historię zdjęć z piłką i co by nie mówić, była to bardzo, bardzo zapierająca dech w piersiach historia.

embed

Po czwarte, z wszystkich możliwych produktów do reklamowania, zamiast maszynek Philips, czy innych sokowirówek wybrał nic innego jak..ciastka. I chyba nie musimy dyskutować nad tym jak bardzo jesteśmy tym wzruszone i zauroczone trochę też.

Po piąte, udało nam się znaleźć jedynie dwa zdjęcia przestawiające go ze swoją obecną życiową partnerką, zatem udawanie, że ona nie istnieje jest łatwiejsze niż kiedykolwiek. Dwa zdjęcia to można i sobie z napaloną fanką zrobić.

Po szóste, jest piękny. Przez duże "P" i jeszcze większe "Ę". A my nawet nie wiemy nad czym rozwodzić się i wzdychać bardziej: rozmarzone spojrzenie? apetyczny kilkudniowy zarost? czekoladowe oczy? uroczy uśmiech? słodkie różowe usta? Nie, nie mówmy nic więcej, tylko podziwiajmy.

A jak już skończycie wydawać z siebie te dziwne, nieartykułowane dźwięki, dajcie w komentarzach znać, czy jesteście na "TAK" . I jako pracę domową możecie traktować zadanie zidentyfikowania, które z migających nam w zastraszającym tempie przed oczami pośladków należą właśnie do niego.

Marina

Więcej o: