Ciachostarcia, czyli wieczór z Ligą Mistrzów

Czy ktoś zamawiał werble, fanfary i atmosferę napiętego oczekiwania?

Bo jakbyście się właśnie zastanawiały, dlaczego słoneczne i błękitne dotąd niebo tak nagle zaczęło się zachmurzać, skąd te kołujące czarne ptaki i muzyka z Requiem Mozarta - tak, to mu postanowiłyśmy podkręcić nastrój złowrogiej antycypacji Wielkich Wieczornych Wydarzeń.

Ale najpier podkręcili ją sami gracze Realu Madryt, którym przyjdzie zmierzyć się z beniaminkiem i rewelacją rozgrywek Tottenhamem Hotspur. Jose Mourinho, i jego mający doświadczenie w Anglii podopieczni apelują do kibiców Królewskich , żeby ta noc na Santiago była magiczna. Podłączamy się.

A noc ma szanse stać się - jakby to powiedział nasz ulubiony bohater naszego ulubionego* serialu:

...a także epicka, albowiem spotykają się, Drogie Dziewczęta:

a) w lewym narożniku: weteran rozgrywek, legenda ringu, uginający się od trofeów Real Madryt, który jednak smak swych pucharów zaczyna powoli znać tylko z wizyt w klubowym muzeum, a więc żądny krwi, głodny zwycięstwa, zdesperowany i prowadzony przez Człowieka, któremu wychodzi prawie wszystko, i który potrafi wzrokiem kruszyć cegły, a biczfejsem otwierać bramy więzień...

b) w prawym narożniku: młody, zdolny, krwiożerczy, żądny pierwszego sukcesu, gwałtwony, nieobliczalny, porywczy, gnany wiatrem i romantyczny - Tottenham Hotspur!

Oba kluby budzą gorące emocje w naszych różowych serduszkach, zwycięstwo każdego z nich będziemy oblewać różowym szampanem, a porażkę gorącymi łzami, ale póki co, przez 90 minut na Santiago Bernabeu będziemy robić właśnie to:

I będzie... mówiłyśmy już jak?

No właśnie. Tymczasem w odległej galaktyce, za górami, za lasami, na samym czubku włoskiego buta Inter Mediolan, miłościwie nam (jeszcze) panujący triumfator rozgrywek podejmować będzie germańską nawałnicę, to znaczy uważane powszechnie za Kopciuszka rozgrywek - Schalke 04. Tu również wietrzymy zapach kriwi i sensacji, bowiem Schalke było wysyłane na ścięcie i pożarcie już gdy jechało do Valencii, tymczasem to Valencia musiała uznać wyższość niebieskich z Niemiec, nie jest więc wcale takie oczywiste, że Mediolańczycy zjedzą - ha, chyba wpadłyśmy we własne sidła - Gelsenkirczczyk... Gelsenkirchow..., eee, noo... chłopców z Gelsenkirchen na śniadanie.

Nie bijcie i nie krzyczcie, ale przyznamy się do kibicowania Schalke - po pierwsze są skazywani na porażkę, po drugie Raul, po trzecie - co już chyba kiedyś tłumaczyłyśmy Manuel Neuer...

...a po czwarte - Inter miał już swoje chwile chwały. Ale oczywiście jak zwykle - wszystko zweryfikuje boisko...

Więcej o: