Dzień Gniewu czyli Arsenal - Barca i emocje ciachoczytelniczek

Z ilości listów jakie do nas przychodzą, jasno wynika, że same konfronatcje nie załatwią całej sprawy.

Wygląda na to, że dzisiejsze spotkanie jest nie tylko - nawet nam się nie chce powtarzać tych wszystkich okrągłych zdań o ofensywnym stylu gry, młodości, urodzie, strzeleckim potencjale i walce z głodem w Afryce - ale także starciem Waszych ulubionych drużyn, i zdaje się, że wiele z Was, ma dziś poważny dylemat komu kibicować.

Zacznijmy więc wspólną napinkę, najlpiej, od nadesanego przez blackqueen trailera:

MENTHE z kolei propnuje:

Na osłodzenie jutrzejszych emocji przed meczem przesyłam sklejkę goracych, katalońskich klat w kąpielówkach. Miejmy nadzieję, że to skromne wsparcie doda im sił.

Malffa próbuje zrównoważyć katralońskie klaty słodkością snu Kanonierów - oby nie była to dla nich zła wróżba przed dzisiejszym spotkaniem.

Janek zaś w kwiecistych słowach dzieli się z nami swoimi przemyśleniami na temat meczu.

Przed nami kolejny dzień, który powinien zostać podniesiony do rangi święta. Nie jest to może El Clasico, Święta Wojna, święta krowa czy inna Carbonero, niemniej jednak, jest to dzień na który się CZEKA. W boleściach, niecierpliwości, ogromnej nadziei i wierze. Z myślami desperacji, czy nie dopuścić się zamachu stanu i nie obciąć Pique jego sznureczków by rozproszyć i zdekoncentrować przeciwnika. Ale nie. Co najwyżej można porwać Shakirę i upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. A ognia tego dnia na pewno nie zabraknie. Kiedy, po raz kolejny, spotykają się dwie drużyny, prezentujące najbardziej ofensywny, najpiękniejszy futbol w Europie, płonąć mogą wszystkie lasy i wsie, nic mnie tego dnia nie odciągnie od telewizora. A gdy do najpiękniejszego futbolu, dodamy jeszcze najpiękniejszych piłkarzy, to może się walić, palić, pandy mogą płakać, lodowce mogą się roztapiać, nic nie przeszkodzi mi w obejrzeniu tego meczu. No może, przerwa w dostawie prądu.

Jest takie powiedzenie, że historia lubi się powtarzać. Kibice Katalońskich rycerzy pewni są, że i w tym roku uda im się wyeliminować Kanonierskich giermków. I to w sposób boleśniejszy, bo na niższym szczeblu zawodów. Jednak jak głoszą arturiańskie legendy, bywają giermkowie, którzy swą walecznością i oddaniem potrafią wygrać niejedną bitwę, a nawet i wojnę. A owy dwumecz, jest właśnie niczym innym jak wojną. I choć historia przynosi nieprzyjemne scenariusze, to Kanonierzy jeszcze nie składają swoich armat (jakkolwiek dwuznacznie by to nie brzmiało). W wyniku czego śmiem twierdzić, że czeka nas spotkanie pasjonujące jak Bitwa pod Grunwaldem, jednak czekanie na owy mecz jest niczym średniowieczne tortury. Z nudów ciągnącego się dnia, proponuje spalić jakieś wiedźmy na stosie,a wybór mamy niemały, niech sprawiedliwości stanie się zadość. Rachunki do wyrównania mają również oba zespoły. Arsenal, tym razem nie osłabiony większością graczy, jest niesiony wiarą, że owy rok należał będzie do nich. Choć w obecnym sezonie Barcelona niszczy system, a zespoły, którym udało się skraść punkt Dumie Katalonii były klasycznymi murarzami, to nie oznacza pogromu na the Emirates. Otwarta gra Kanonierów, nie oznacza wcale zamknięcia dla nich bram Champions League. No i pytanie ważne, o ile nie najważniejsze - Co dalej z Fabrique?!

Cóż, od siebie możemy chyba jedynie dodać: "niech już będzie 20.45".

Więcej o: