Uwaga. Nadchodzi Stochomania!

Tak przynajmniej wieszczą polskie Stowarzyszenie Socjologiczne media. My tymczasem cieszymy się po prostu ze wspaniałego zwycięstwa Kamila.

Wywalczonego w naprawdę ekscytujących warunkach. Czwarte miejsce po pierwszej serii, zepsucie skoku przez Uhrmana i 0,6 punktu przewagi nad drugim Morgensternem - tak, to zdecydowanie były emocje jak za starych dobrych małyszowych czasów. A wszystko zwieńczone wzruszającymi i nieco się przedłużającymi chwilami na podium.

 

Czyżby to, o czym już kilku lat mówią i marzą polscy kibice, miało się wreszcie urzeczywistnić? Czy Adam Małysz będzie mógł spokojnie odejść na emeryturę wiedząc, że ma godnego następcę? Na tego typu spekulacje jest chyba jeszcze trochę za wcześnie, sam Adaś zresztą nigdzie się jeszcze nie wybiera, na pewno nie z pierwszej dziesiątki. Już teraz możemy jednak powiedzieć, że pod względem filozofii skoków Kamil okazał się uczniem idealnym.

- Nie koncentrowałem się na rywalach, czy na szansach na wyprzedzenie Michaela Uhrmanna. Wiedziałem, że oddałem w pierwszej serii dobry skok i koncentrowałem się na tym, aby to powtórzyć. Wiedziałem, że przy sprzyjających warunkach można skoczyć tutaj bardzo daleko, walczyłem do końca - powiedział po zawodach Kamil.

Tylko czekać na tryumfalny powrót bułki z bananem.

Więcej o: