Marcin Gortat w Phoenix Suns!

Pora przypomnieć sobie o naszym nieco zapomnianym znajomym, którego profil zrobił się tym czasem jeszcze bardziej drapieżny, jeszcze bardziej niepokojąco pociągający...

Zanim jednak zajmiemy się zachwytami nad jego orlim nosem i muskularnymi ramionami, wypada mu chyba pogratulować transferu. Pogratulować? Raczej tak, bowiem zdaniem naczelnego eksperta od koszykówki w Polsce przeprowadzka do Phoenix to dla Marcina krok naprzód. Pozycji Dwighta Howarda nawet Złota Orda i Trójka Drombo nie byłyby w stanie podważyć, i choć nie potrafimy rozstrzygnąć dylematu, czy lepiej być rezerwowym bramkarzem w Realu czy podstawowym w Deportivo (Magic walczą - choć jest to walka nierówna - o cele najwyższe, Suns o play-offy), to cieszymy się z samego faktu, że będzie można częściej widywać naszego Młota na parkiecie - to znaczy jeśli ktoś ma Canal + i cierpi na bezsenność...

Poza tym, nie możemy się nie cieszyć, jeśli naszym pierwszym skojarzeniem ze Słoneczkami jest Steve Nash, a pierwszym skojarzeniem ze Stevem Nashem jest ta przefenomenalna reklama...

...drugim zaś jego urocze korespondencje z RPA, które przywołują na myśl... no, same wiecie dobrze co przywołują, jakiś amalgamat klaty Forlana, sznurków Pique i wytrzeszczu Mesuciątka...

Zatem zanim się zupełnie rozkleimy, pożyczmy niniejszym Marcinowi wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, a zwłaszcza w czwartkowym debiucie, z numerem 4 na koszulce , no i oczywiście musimy zapytać Was - co o tym wszystkim sądzicie? Hmmm....?

Więcej o: