Z cyklu: fatalne fryzury - David Beckham

Z cyklu, który już dawno, dawno nie gościł na naszych łamach. A jeśli teraz się pojawia, to znak, że sprawa jest poważna, dni się wypełniły, komisarz McClane musi wyciągnąć zardzewiały pistolet, Cyncynat porzucić pług, Spiderman odkurzyć pognieciony kostium, a Ciacha wszcząć lament żałobny nad tym, co dzieje się na głowie Davida Beckhama...

Oczywiście zaraz potem jak przestaniemy się krztusić, chrząkać, konsternować i patrzeć z przerażeniem to na siebie, to na fryzjerskie pandemonium na głowie niegdyś najmodniejszego piłkarza świata. Jak tylko uda nam się odnaleźć resztki naszych szczęk gdzieś na redakcyjnej podłodze, przystąpimy do rytualnego i wirtualnego linczu tej włosowej swawoli....

(trzy godziny później)

Uffff... Było ciężko. Ale co on ma na głowie? Zdefiniować potrafimy to tylko poprzez enumeratywną negację: coś gorszego niż opaska Bartmana , coś straszniejszego niż frywolny fryz Schlierenzauera , coś bardziej kontrowersyjnego niż najlepsze zdjęcie Artura Boruca w historii , a nawet, coś szokującego mocniej, niż słynna bułka Małgorzaty Kożuchowskiej ... (Że o kożuchu Beckhama litościwie zmilczymy...)

A jednak, jednak mimo wszystko przedziałek i swobodnie opadające na czoło pukle Davida a la wczesny i nieuczesany Marek Citko nie powodują w nas aż takiego przerażenia jak powinny - w końcu to David, więc wszystko co pojawia się na jego głowie obdarzone jest walorem efemeryczności, kruchości, ulotności i bezwzględnej chwilowości... Bo przecież jeszcze tydzień temu było tak...

AFP/GETTY IMAGES/SEBASTIAN DERUNGS

Więc może epizod z meczu Manchesteru z Arsenalem był tylko wypadkiem przy prostownicy i grzebieniu? Co nie znaczy, że nie możecie powyżywać się w komentarzach. Albo wręcz przeciwnie. (Przeciwnie do ''powyżywać'', nie przeciwnie do ''możecie'' ;))

PS. Zdjęcie pochodzi oczywiście od nie mniej (w właściwie nawet bardziej) zaalarmowanych całą sprawą Kickette.

Więcej o: