Sportowy Alfabet Fernando Llorente od A do Z

Czyli Ciacha prześwietlają swoim różowym rentgenem kolejnego z Hiszpanów, bardziej znanego i zapamiętanego jako "człowiek w rozdartej koszulce" bądź "człowiek, który sprawił, że zmiana Torresa wcale nie była tak straszna". Enjoy!

A na dobry początek, pozwólmy się naszemu dzisiejszemu bohaterowi odpowiednio przedstawić - wiadomo, pierwsze wrażenie jest najważniejsze.

Cześć Ciachoczytelniczki!

B lond loki, czyli coś bez czego Fernando Llorente nie byłby Fernando Llorente, a Ciacha nie przekonywałyby wszystkich wokoło, że te fikuśne loczki, każdy w inną stronę to tzw."artystyczny nieład". Już zawsze będziemy upierać się przy twierdzeniu, że najpierw wchodzi jego zakręcona czupryna, potem dopiero pojawia się reszta Hiszpana. Pamiętajcie jednak, że nikt nie powiedział, że to źle, wszak każde wielkie ciacho musi mieć swój znak rozpoznawczy. To ma.

C iężkie dzieciństwo. No tak, dziewczęta, Llorente wcale nie było łatwo w młodzieńczych latach - jak wyznał nam leżąc na różowej kozetce zamiast oglądać Pippi, jak wszystkie hiszpańskie dzieci, codziennie spoglądał na biegającą po plaży w zwolnionym tempie Pamelę Anderson w czerwonym stroju kąpielowym i z czerwoną deską ratunkową. Bądźcie wyrozumiałe, my jak nikt inny wiemy, że "Słoneczny Patrol" może odcisnąć trwałe piętno na psychice.

D ziewczyna. Jakaś jest. Niestety. Choć nikt nie widział, tylko niektórzy słyszeli, a wszyscy na ten temat taktownie milczą to jej obecność jest faktem. Tytułowana tajemniczym "moja dziewczyna" pojawia się w wywiadach Fernando, choć prawie zawsze w stwierdzeniach "moja dziewczyna nie mogła się pojawić", czy "chciałbym, aby moja dziewczyna pojechała ze mną do RPA". Ciacha lubią to.

E dukacja. Bo Fernando to błyskotliwy i mądry chłopak, który zawsze stawiał szkołę na pierwszym miejscu, przed piłką, biczfejsami i klatą. Nieśmiało się chwali, że zawsze był dobrym uczniem, nauka nie sprawiała mu problemu, a egzaminy zdawał z wyróżnieniem. I to wszystko bynajmniej nie pójdzie na marne, gdyż jak sam mawia: "nauka pozwala kształtować osobowość i daje ci doświadczenie na całe życie". Hmmm...ekhm.... chyba jesteśmy w szoku. Chyba czas rzucić wszystko i iść uczyć się matmy.

F ilmy. Choć jak twierdzi, od ich oglądania woli grę w pochę lub pokera, to z ręką na sercu poleca nam swój ulubiony film "Prawo Zemsty" (Ta, też lubimy Gerarda Butlera, Nando), a jako swoich faworytów w kunszcie aktorskim wymienia Denzela Washington i Sandrę Bullock.

Gotowanie. Jeśli chcecie podbić jego serce, koniecznie musicie ugotować mu coś z włoskiej kuchni, najlepiej jakiś makaron, który uwielbia pod każdą postacią. Ewentualnie możecie skusić się na wykonanie "Arroz a la cubana", danie które jesy ulubionym daniem Llorente i danie, które wygląda dziwnie . Mniejsza jednak o to, sam podczas tej skomplikowanej czynności wygląda tak, że zaostrza nam się apetyt i mamy ochotę gu schrupać. W całości, bez przegryzania.

Ewentualnie zlizać tą czekoladę z jego twarzy. Mniam.

H onorowa klata. Jest Sportowy Alfabet, jest klata, jest impreza!

I nstynktowny biczfejs. Wybaczcie, dziewczęta, ale obecność w kadrze Hiszpanii to czegoś z obowiązuje. A mówiąc "czegoś" mamy na myśli "strzelanie biczfejsa zawsze i wszędzie".

J avi Martinez, czyli jego najlepszy przyjaciel w życiu, w reprezentacji, w klubie. Razem są nierozłączni: wspólnie dzielą pokój na zgrupowaniach, razem siedzą w autokarze, nawet grając na PlayStation występują w jednej drużynie. Już raz wspominałyśmy , że "nie możemy oprzeć się wrażeniu, że oczy Llorente i usta Martineza to prawdziwie zabójczy duet" i tak, przyznajemy się, to działa na naszą wyobraźnię.

K olekcjonowanie koszulek, czyli uzależnienie/słabość/hobyy (niepotrzebne skreślić) Fernando L. Piłkarskie odzienia zbiera regularnie już od kilku lat, a jego kolekcja jest ponoć niezwykle okazała. Już wkrótce może być jeszcze bardziej, bowiem obecnie (podobnie jak my) jest w trakcie polowania na barceloński trykot kolegi Villi.

L ekcje śpiewu. Jeszcze przed przeprowadzką do Bilbao i zajęciem się futbolem "na poważnie" regularnie na nie uczęszczał i szkolił "swój wokal". Być może już wtedy wiedział, że wyląduje w kadrze Hiszpanii i śpiew przyda mu się jak nigdy. Hmm, Sergio, czy ty myślisz o tym co my?

M uzyka. Trzymajcie się mocno krzeseł i odstawcie gorące napoje, bo mamy dla Was coś, po czym pospadały nam różowe kapcie: Fernando Llorente chodził do szkoły muzycznej! Taaak, szkoły muzycznej. Pilnie uczył się teorii muzyki i uwaga...grał na klarnecie,

Tak, klarnecie. I wiemy, że się powtarzamy, ale Fernando naprawdę? NAPRAWDĘ?

embed

Niesamowite oczy. Nie jest to co prawda poziom Navasa, ale ciarki mamy. Oj, mamy.

O bietnica. Jeszcze przed wyjazdem do RPA, złożył oficjalne przyrzeczenie, że w razie zdobycie MŚ skoczy ze spadochronem. I w przeciwieństwie do swoich innych seksownych kolegów, wcale nie ma zamiaru teraz się z tej obietnicy wykręcać, a wcielić ten szalony pomysł w życie zamierza już przyszłego lata. Fer, weź różowy spadochron i obierz kurs na naszą redakcję!

P ortugalia. To był przełomowy moment w karierze Fernando, moment, który ukształtował go jako piłkarza i który już na zawsze przejdzie do historii piłki nożnej i MŚ. 29 czerwca, mecz Hiszpania-Portugalia, nie mija kilka minut od jego wejścia na boisko, a jeden z przeciwników rozrywa jego koszulkę, Llorente z wiatrem we włosach i namiętnie powiewającymi połami koszulki podbiega do linii bocznej, ściąga ją, ukazuje swój tors milionom zgromadzonym przed telewizorami, miliony mdleją, zakłada nową koszulkę, wbiega z powrotem na boisko. Nic już nie jest takie samo.

Fernando LlorenteFernando Llorente Int

R ozciąganie. Chcecie wykonać steching razem z Llorente?

embed

S traż pożarna. Aby wspomóc jej baskijski oddział wziął udział w sesji do kalendarza, o czym wspominałyśmy tutaj . Ale nie możemy pozbawić siebie tej przyjemności i jeszcze raz wspomnieć, o nim w mokrej koszulce i kropelkach wody lśniących na skórze.

Fernando Llorente

Epicko.

"T he Reds". Jak wyznał w jednym z wywiadów, jego ulubionym niehiszpańskim klubem, do którego najchętniej by się udał w razie ewentualnej przeprowadzki za granicę kraju jest Liverpool FC. A to dlatego, iż podczas zgrupowania na MŚ Torres i Reina mieli mu opowiedzieć pochodzące z tamtejszej szatni, cytujemy "niesamowite historie", które tak zafascynowały Llorente. Ah, nasza sława nas prześciga, jedna wizyta w Anglii i już krążą o nas legendy.

U rlop. Tegoroczne, jakże zasłużone wakacje spędził na Ibizie w doborowym towarzystwie Villusia i Pepe Reiny oraz nieco mniej doborowym ich żon i córek. Może i miał mało zadowoloną minę, ale nie miał ani dziewczyny, ani koszulki, co wystarczy by nam się podobało.

Fernando Llorente

Fernando Llorente

Ach. też chcemy pobawić się z nim w piasku!

W ielki. Mówcie co chcecie, ale sto dziewięćdziesiąt pięć centymetrów ciacha nie spotyka się codziennie, a w kadrze Hiszpanii nie spotyka się w ogóle. Może i Llorente wśród swoich kolegów wygląda jak seksowniejsza wersja Guliwera w krainie liliputów, ale molestowanie Hiszpanów przy tej różnicy wzrostu jeszcze nigdy nie wyglądało tak rozczulająco.

Fernando Llorente

Fernando Llorente

Jak bardzo fajny jest fakt, że jego klata najprawdopodobniej znajduje się idealnie na wysokości naszych oczu?

Z akończenie - nie może być wcale gorsze od początku, bo jeśli ten miał wzbudzić wasze zainteresowanie, to "happyend" musi je podtrzymać. Fernando, jak myślisz, masz coś odpowiedniego na tą okazję!

Fernando Llorente

Oh yeah!

Marina

Więcej o: