Zagadka dnia: którego siatkarza pięciokrotnie wyrzucano z uczelni?

Ktoś się ewidentnie nie przykłada do nauki.  

A Ciacha są ostatnimi do osądzania, tak jakby żadna z nas przynajmniej raz w życiu nie była o krok od przedterminowego zakończenia edukacji. Z tymże my akurat nie mamy alibi w postaci nieustających treningów, długich wyjazdów i weekendów spędzonych na boisku. I jeszcze gdzieś pomiędzy tym wszystkim opieki nad małym synkiem Arkiem. Upss, chyba się wydało o kogo chodzi. A więc tak, siatkarzem, któremu nie za bardzo po drodze jest z polskim szkolnictwem wyższym jest (fanfary)...Mariusz Wlazły.

- Studiowałem na wychowaniu fizycznym w Poznaniu, ale pojechałem na uczelnię tylko dwa razy. Pogodziłem się, że przy moim trybie życia uczelni teraz nie skończę. Ani studia dzienne, ani zaoczne nie wchodzą w grę, bo przecież w każdy weekend gramy. W sumie wyrzucono mnie z pięciu uczelni. Ale jeszcze kiedyś skończę studia - mówi z nadzieją w głosie zawodnik Skry Bełchatów w wywiadzie dla Polska - The Times .

A znając system automotywacji, o którym opowiada w tej samej rozmowie, pewnie mu się to uda. O co chodzi? Otóż motywatorem Mariusza wiszącym na jego szafce w szatni jest przedruk statystyk z meczu z Radnickim Kragujevac. Tego, w którym siatkarz został wybrany najlepszym graczem spotkania, zdobył 40 punktów, miał 90% skuteczność w ataku i potwierdził swój nieśmiertelny status gwiazdy polskiej siatkówki? Nie, ten w którym zdobył dwa punkty i miał 7% skuteczności w ataku.

Cóż, nam tam jakoś celowe kładzenie indeksu w widocznym miejscu nigdy nie pomagało, ale co człowiek, to metoda. A za Mariusza, jego studia i motywacje trzymamy kciuki.

Chrup Ciacha też na Facebooku - zostań fanką!

ruby blue

Więcej o: