Sportowy Alfabet Gonzalo Higuaina: od A do Z

Ot, jak niewiele potrzeba, by zostać wyróżnionym w Sportowym Alfabecie. Ładny hat-trick, jeszcze ładniejsze ciało i najładniejsza buźka. A ten odcinek dedykujemy Flo Perezowi z wdzięcznym przesłaniem, że "Nie zawsze te ciacha z największą ilością lukru okazują się tymi najsmaczniejszymi".  Miejmy nadzieję, że facet załapie aluzję.    

A na dobry początek: klata, klata, klata! Pomimo, że okazji do jej pokazywania ma więcej, niż ktokolwiek inny w Realu, on koszulkę zdejmuje tylko wtedy, gdy jest do tego siłą rzeczy zmuszany, jak na przykład podczas obowiązkowych badań po przybyciu na Santiago Bernabeu. Skromniacha.

B ezpretensjonalny sposób bycia. Dlaczego to tak podkreślamy? Ano dlatego, iż w piłkarskim fachu jest to prawdziwa rzadkość, a w szatni "Królewskich" w ogóle zwykł nie występować. Podczas gdy jego koledzy biegają od jednej sesji zdjęciowej do drugiej, kręcą jedną reklamę za drugą, układają włosy dłużej niż trenują, a strój na konferencję prasową wybierają z namaszczeniem i miesięcznym wyprzedzeniem, on wydaje się stać z boku tego wszystkiego. Nie zależy mu na medialnym wizerunku, nie pcha się, by wyskakiwać z naszych telewizorów i lodówek, a jego romanse nie widnieją na pierwszym stronach gazet, Zamiast tego - udziela wywiadu w pierwszej lepszej bluzie, z lekko speszonym spojrzeniem, założonymi w obronnym geście rękoma i sprawiając wrażenie, że wolałby być teraz w jakimkolwiek innym miejscu na ziemi, niż przed tą nieszczęsną kamerą.

Uroczy dzieciak.

C ristiano Ronaldo. Z każdą kolejną zdobytą przez Gonzalo bramką, dającą mu prowadzenie w rankingu czołowych strzelców Realu, pojawiały się coraz to nowe głosy na temat jego konfliktu z Portugalczykiem. Wszak nie od dziś wiadomo, że pan Ronaldo nie zwykł dzielić się z kimkolwiek splendorem związanym z byciem główną gwiazdą drużyny. Wszystko to zaś osiągnęło apogeum, gdy podczas feralnego rewanżu w 1/8 Ligi Mistrzów z Lyonem, Higuain zamiast podać do lepiej ustawionego Crisa, zdecydował się na samodzielny strzał, który jednak z celnością miał niewiele wspólnego, a kamery nie omieszkały ukazać nie zadowolenia z tego faktu okazanego przez C-Rona, który swoim starym, sprawdzonym zwyczajem zaczął stroić fochy. Główny sprawca jednak nie zabiera głosu w całej sprawie, zrobił to za niego Cris, uroczyście oznajmiając: "Nie mam zamiaru podsycać takich plotek. Nie mam żadnych problemów z kimkolwiek z drużyny, świetnie mi się współpracuje z kolegami " - A myślałyśmy, że to my jesteśmy mistrzyniami dyplomacji.

D avid Trezegeut - do tego francuskiego piłkarza Higuain jest wielokrotnie porównywany. A to ze względu na podobieństwo w drzewie genealogicznym - ojcowie obu panów pochodzili z Argentyny, choć ich synowie przyszli na świat we Francji, My tam widzimy jednak mniej podobieństw, a więcej różnic. Wybacz Davidzie, ale co orzechowe oczy, to orzechowe oczy (patrz O).

E l Pipita, bo jak przystało na gracza rodem z Ameryki Południowej, Higuain szczyci się swoją własną, prywatną, oryginalną ksywką. Pewne jej znaczenia stuprocentowo nie jesteśmy, aczkolwiek nasze ściśle tajne, acz zaufane źródła karzą nam przypuszczać, iż jest to pseudonim, jaki odziedziczył po swoim ojcu, również piłkarzu, z tym, że uroczo zdrobniony. Pan Jorge Higuein wdzięcznie zwany był "El Pipa". Tak, już możecie przestać się śmiać.

F rancja. Tam, w jednej z malutkich miejscowości, Brest, 10 grudnia 1987 roku przyszedł na świat Gonzalo Higuain. I choć początkowo ów miejsce urodzenia nie miało bezpośredniego wpływu na jego życie - już po sześciu miesiącach wraz z rodziną wyemigrował do Argentyny - o tyle w późniejszych latach dało mu możliwość wyboru między grą w barwach "Trójkolorowych" a "Albicelestes". Obie federacje zaproponowały mu grę, on długo się zastanawiał, odrzucał je obie, nie mógł się zdecydować, aż wreszcie wybrał opcję numer 1. Ach, żebyśmy w życiu miały podobne dylemety: Gourcuff czy Aguero?

G arnitur. Jest takie niepisane prawo, że z reguły wszyscy mężczyźni wyglądają w nich świetnie. To fakt. Są jednak i tacy, którzy wyglądają w nich rewelacyjnie, bosko, cudnie, megaciachowo, zapierająco-dech-w-piersiach. Nasz drogi Gonzalo ma szczęście należeć do tej drugiej grupy.

H at-trick. Klasyczny, imponujący, zaliczony przez "El Pipitę" w niecałe 20 minut w niedzielnym meczu Realu z Valladolid. Ale czego nie robi się, by zrobić wrażenie na Ciachach , zostać umieszczonym w rubryce "Zdjęcie dnia" i wmanewrować nas w stworzenie Sportowego Alfabetu. Spryciarz.

I rracjonalnie uroczy.

J ego temperament. Bo bezpretensjonalny sposób bycia, bezpretensjonalnym sposobem bycia, ale kiedy trzeba wziąć sprawy w swoje ręce nie ma czasu na sentymenty. I tak podczas jednego z meczów "Galacticos" przeciwko Atletico, kiedy to zegar wskazywał 96 min., tablica wyników 1:1, a arbiter zarządził rzut karny dla Realu, biada temu kto stanął wtedy na drodze "El Pipity". Nie uprzedzony został jednak van der Vaart, który ośmielił się zrobić krok w kierunku piłki, ośmielił się lekko zasugerować, że może to on by strzelił tą jedenastkę, tak więc usłyszał z ust pana Higuaina: "Rafael, cicho! Tego karnego strzelę ja!". Mrauuuuu. Lubimy zdecydowanych facetów.

K awaler, to ta dobra wiadomość. Jaka jest ta zła? Jest zajęty. Co prawda, to jeszcze nie żona, w drodze nie ma dzieci (a przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo), sprawa nie wygląda zbyt wesoło. Wybranką jego serca jest niejaka Caroline, która zaraz po zakończeniu studiów przeprowadziła się do Madrytu wraz z rodziną Gonzalo i ma długie blond włosy. To tyle, więcej o niej nic nie wiadomo, hiszpańskie brukowce milczą na jej temat, co jeszcze bardziej niepokoi Ciacha, gdyż oznacza to tylko jedno: "nie zależy jej ani na jego pieniądzach, ani na sławie czy rozgłosie, lecz naprawdę go kocha." A tak w ogóle to życie jest okrutne - dodają rozgoryczone Ciacha.

"L ubię wyzwania " - wyznał w jednym z wywiadów francuski Argentyńczyk. O ile my preferujemy jednak te o charakterze piłkarsko-matrymonialnym, o tyle on wybiera te ściślej związane z murawą. I mimo swojego raczej łagodnego usposobienia, nie przestraszyły go fundamentalne zmiany w klubie tego lata, a nawet więcej - dodatkowo zmotywowały, by pokazać, na co naprawdę go stać. No, no, panie Higuain, proszę nas nie kusić takimi deklaracjami, bo a nuż rzucimy panu jakieś nieco mniej przyzwoite wyzwanie .

M oda. Oficjalna strona Realu Madryt głosi, iż nie podąża on za najnowszą modą. Coż, najwidoczniej w przypadku, gdy przyzwyczaić się do torebek, szaliczków i różowych marynarek Sergio Ramosa, niczym nie wyróżniający się ubiór może budzić pewne zdziwienie. Ciacha jednak czepiać się ciuchowych decyzji Higuaina nie ośmielą, a nawet więcej: uważamy, że ów biała polówka to wybór wręcz genialny. Idealna do podkreślenia karmelowej karnacji, ze względu na kolor, i mięśni - ze względu na krój.

N iechciany. Czas powiedzieć sobie to prosto w oczy, taki właśnie był z początkiem sezonu Gonzalo na Santiago Bernabeu. I choć teraz ten pomysł wydaje się niemal szalony, kiedy widzimy, jak ważną rolę w drużynie pełni, o tyle jeszcze kilka miesięcy temu Flo Perez przejąwszy stery klubu chciał czym prędzej pozbyć się piłkarza, sprowadzonego jeszcze za czasów Romana Calderona, by zrobić miejsce w ataku dla swoich nowych gwiazdeczek. Plan ten jednak się nie powiódł, Higuain przeprowadzki do innej drużynie nie zaliczył, za to z murawy na spory okres czasu przeniósł się na ławkę rezerwowych. Długo tam jednak nie zabawił, efektywne wykorzystywanie kilkunastu minut, na jakie wpuszczał go w końcówkach meczów trener, zaowocowało większym zaufaniem i miejscem w pierwszej jedenastce. Bo grunt to przyznać się do błędu i czym prędzej go naprawić, prawda, panie Pellegrini?

O częta. Czy wspominałyśmy już, że mamy obsesję bardzo ściśle związaną z piłkarzami i orzechowym odcieniem ich tęczówek ? Gonzalo wraz ze swoim poetyckimi oczami, z bonusowymi, cudownymi iskierkami w nich, wpasowuje się w nią bezbłędnie. Czy wspominałyśmy się, że "wpatrywaczka w oczy Higuaina" to nasz wymarzony zawód?

P iosenkarz. Uwaga, dziewczyny, właśnie narodziła nam się nowa gwiazda muzyki pop - pseudonim artystyczny "El Pipita". Co prawda, sam skromnie mówi, że ekspertem w tej dziedzinie nie jest, ale my wiemy swoje. Wystarczą nam jego słowa, jakoby uwielbiał śpiewać, zwłaszcza kiedy jest sam i chce się trochę pośmiać (czyżby było aż tak źle?) albo bierze prysznic. Bo owszem, z szerszą publicznością styczności jeszcze nie miał, lecz myśl nawet o tym napawa go niemałym przerażeniem. I choć twierdzi, że z pewnością musi być wspaniale widzieć tysiące ludzi patrzących na ciebie, śpiewających razem z tobą i krzyczących twoje imię na koncercie, to mówi też, że z pewnością bardzo by go to zawstydziło. Gonzalo, w takim razie mamy dla ciebie idealne rozwiązanie - występ w naszej redakcji. Kameralna atmosfera, starannie wyselekcjonowana publiczność, jakże wyrozumiała, a zarazem entuzjastyczna, gotowa na wykrzyczenie twojego imienia, a nawet rzut bielizną. Nie mówiąc o konstruktywnej krytyce, rzecz jasna.

R odzina. Jest najważniejszą rzeczą w jego życiu i nie wyobraża sobie jak potoczyłaby się jego kariera bez niej, To jednak nie koniec słodkości - przyznaje, że gdy spędza z nią czas zapomina o całym bożym świecie, a jeśli nie ma takiej okazji, pozostaje z nimi w stałym kontakcie, czy to telefonicznym, smsowym, czy przez internet. Z ważniejszych informacji: ma brata! Federico, starszy o trzy lata, również piłkarz, obecnie gracz Independiente Buenos Aires, stan cywilny: nieznany, prawie równie ciachowy co brat.

S zatnia. Koledzy mówią o nim, że raczej twardo stąpa po ziemi, jest zwykłym, miłym chłopakiem z sąsiedztwa, choć nieco spokojnym i małomównym. Nie omieszka jednak postroić sobie żartów z Brazylijskimi kumplami, z którymi wspólnie bardzo dobrze się bawi. Czy powinnyśmy już zacząć się martwić?

T enis, bo gdyby nie piłka nożna, z pewnością byłby teraz jednym z najlepszych tenisistów na świecie. Uwielbia grać w tenisa, od lat robi to regularnie i sprawia mu to nie mniejszą radość niż futbol. Jeśli zaś chcecie, by był Wam wdzięczny już do końca życia i co ranek serwował śniadanie do łóżka, szepnijcie słówko Nadalowi, Federerowi lub Del Potro, czy by nie byli tak mili i nie zagrali chociaż jednego gemu z Gonzalo. My ze swojej strony już ślemy do nich stosowne smsy.

U miejętności. Jedna z tych posiadanych przez Gonzalo może okazać się niezwykle przydatna dla niego i jego reprezentacji podczas zbliżających się Mistrzostw Świata w RPA. Nie czekając wiele i nie chcąc dopuścić do tragedii jaka może spotkać jego drużynę ze strony tamtejszych kibiców piłkarskich, sam postanowił ich pokonać ich własną bronią - nauczyć się niezwykle trudnej, acz przydatnej sztuki, jaką jest gra na wuwuzeli. Efekty póki co są raczej średnie, ale chcemy wierzyć, że i w tym przypadku trening czyni mistrza.

Włosy. Ktoś naprawdę powinien mu powiedzieć, że to nie wygląda dobrze. Ktoś naprawdę powinien mu powiedzieć, że to nie wygląda korzystnie dla jego aparycji. Ktoś naprawdę musi mu powiedzieć, że powinien natychmiast przestać zaczesywać za pomocą żelu swoje włosy w TEN sposób, bo przynajmniej 1/4 naszej redakcji popadnie w obłęd:

Jakieś ochotniczki?

Z abawne wynagrodzenie. Jak widać szefowie Realu niezbyt cenią sobie piłkarzy nałogowo zdobywających hat-tricki, zdecydowanie bardziej płacić wolą za medialne nazwisko. Skąd Ciach wyciągają takie wnioski Ano z tego, iż strzelec 19 goli w tym sezonie jeszcze do niedawna zarabiał około miliona euro. Mniej więcej tyle, ile nasz Jerzy Dudek, zajmujący się od kilku dobrych sezonów głównie zbijaniem bąków na ławce rezerwowych. Mniej więcej trzynaście razy mniej niż wielkie gwiazdy, których to przyćmiewaniem zajmuje się na murawie. Phi, Ciacha zapłaciłyby mu kilka razy więcej nawet jeśli miałyby tylko stać (i je byłoby stać) w naszej redakcji bez koszulki i ładnie wyglądać.

Marina

Więcej o: