Liverpool i Londyn wyrównują rachunki

Nie wiemy właściwie za co, ale po weekendowej porcji potyczek londyńsko - londyńskich i liverpoolsko - liverpoolskich przyszła pora na potyczki liverpoolsko - londyńskie i na odwrót, a w roli Anioła Pomsty wystąpił... Everton.

Tak nam przynajmniej wyszło z naszej pokręconej analogii. No bo skoro o statnio Chelsea pokonała Arsenal, a Liverpool Everton , to jeżeli teraz Everton pokonał Chelsea, znaczy to, że mścił się za Arsenal, czyż nie? I czyż Premiership to nie cudowny materiał na brazylijską telenowelę? No bo skoro Arsenal pokonał Liverpool, to znaczy to nic innego, jak to, iż chciał pomścić Everton. I tak, z pozoru niewinnych wyników wyłania nam się tajne przymierze evertońsko - kanonierskie, znane również jako "armatka z tofee". Fascynujące.

A w szczegółach wyglądało to tak:

Arsenal - Liverpool 1:0

Everton - Chelsea 2:1

Oj, bo to wszystko dlatego, że moc drzemie w niebeiskich koszulkach, i pozbawiona ich Chelsea jest jak Samson bez włosów, Asterix bez magicznego napoju, albo Gumisie bez soku z gumijagód.

I tak na zakończenie 469. odcinka wspomnianej wyżej telenoweli, zwanej dla niepoznaki "26. kolejką Premier League" Chelsea nadal prowadzi, dysponując jednak już tylko jednym punktem przewagi nad Manchesterem United, na trzecim miejscu jest Arsenal, który traci pięć punktów do MU, a sześć do Chelsea, potem długo, długo nic i Liverpool na zaszczytnej czwartej pozycji, ale z czternastoma punktami straty do lidera. Następny odcinek już wkrótce, zostańcie z nami!

Więcej o: