Wszyscy kochają Fabregasa

Czyli pozaciachowy świat przekonał się o tym, co dobre.      

I co dla nas było oczywiste od zawsze, ale już dla jego kolegów z drużyny - niekoniecznie. Kilka miesięcy temu pisałyśmy o tym, iż Cesc jest nielubiany przez kolegów , oskarżany o arogancję, bufonowatość i zjadanie im drugiego śniadania. Nie wiemy, czy Fabregas posypał głowę popiołem przeczytał poradnik "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi", a wejście do szatni rozpoczyna od słów: "Hej Manuel, jak się ma Twój pies ?", wiemy natomiast, że pod względem sportowym, jest ona obecnie absolutnie pierwszoplanową postacią w Arsenalu, i to głównie temu należy przypisać wzrost jego notowań w okołokanonierskim środowisku.

Arsenal jest ostatnio na fali wznoszącej i dzielnie szturmuje okopaną na pierwszej pozycji w tabeli Chelsea, wygrywając mecz za meczem. Pierwsze skrzypce kanonierskiego koncertu gra właśnie nasz ciachowy piłkarz. Chwali go trener...

"Wygląda jak prawdziwy generał w środku pola" - powiada Arsene Wenger... chwalą dziennikarze, uwielbiają kibice, a redaktorki serwisu Ciacha.net pożerają wzrokiem.

W niedzielę strzelił cudowną bramkę w meczu z Boltonem:

I jeżeli dziś wieczorem Londyńczykom znowu uda się pokonać Wędrowniczków różnicą dwóch bramek, oznaczać to będzie - ni mniej ni więcej, tylko pierwszą pozycję Arsenalu w tabeli Premier League. Fabregas jednak - w przeciwieństwie do nas - zachowuje spokój.

"Nie dajmy się ponieść emocjom. Jest wiele, wiele meczów, w których można zyskać, lub stracić punkty" . Ale Cesc bardzo mocno wierzy w to, iż tych wygranych będzie na tyle dużo, by pozwolić Arsenalowi cieszyć się z Mistrzostwa Anglii. "Jestem pewien, że inne druzyny myślą tak samo jak my, że mogą wygrać ligę, ale na pewno nie ma takiej drużyny, która pragnęłaby tego bardziej od nas". Zgadzacie się?

Więcej o: