Na (dobry?) początek dnia: Steven Gerrard głęboko wzdychający

I cały naprężony - niczym Ciacha targane najbardziej skrajnymi uczuciami w reakcji na przeciwne bodźce. To jak oglądać piękno poranka na polu bitwy pełnym trupów.    

Podobnie jak Stevie G nabieramy wody w usta (i, sądząc po stopniu nadęcia, również w płuca). Nie każcie nam tej klęski komentować, bo serce nam się kraje.