Barca i Inter jednak dają radę czyli środa z Ligą Mistrzów

Mogło być sensacyjnie, rewolucyjnie i wywrotowo. Świat mógł zadrżeć w posadach i przewrócić się do góry nogami, skończyło się jednak grzecznie, miło i poprawnie. Czyli z grupy F wyszły Barcelona i Inter i biedny Liverpool nie miał się nawet kim pocieszyć, więc na zakończenie przegrał z Fiorentiną, przepełniając czarę goryczy.    

Dynamo Barcelona 1:2

A jeszcze przez pierwsze pół godziny meczu Dynama z Barceloną pachniało sensacją. W 2. minucie gracze Blaugrany, zanim jeszcze zdążyli powiedzieć "mamusiu, jak to zimno", przegrywali już 0:1, za sprawą niejakiego Artema Milewskiego...

Po zaledwie trzydziestu minutach wszystko jednak wróciło do normy. Xavi wyrównał, a zwycięskiego gola strzelił nie kto inny, jak nasz Złociutki Krasnoludek.

Niestety, ten sam boski Leo Messi schodził z meczu groźnie utykając, po brutalnym faulu Almeidy. Prawdopodobnie doznał zwichnięcia kostki w prawej nodze. Aua... Messi, trzymaj się!

Inter Rubin 2:0

Nie było sensacji w Kijowie, nie było też niespodzianki w Mediolanie, a co za tym idzie - nie było spektakularnego zwolnienia De Speszialłana, a szkoda, bo po cihu już szykowałyśmy mu ciepłą posadkę naszego rzecznika prasowego, zaczęłyśmy już nawet negocjacje z władzami RKS Okęcie, co by zapewnić Jose jakąś sportową rozrywkę...

....jednak nic z tego. Inter wygrał, Jose nie zostaje Bezrobotnym Ciachem Dnia, Rubin odpada z Ligi Mistrzów i w grupie F wszystko jest okropnie nudne , mimo rozmaitych perypetii wszystko idzie zgodnie z odwiecznym planem. Liverpool Fiorentina 1:2 Całkowicie niezgodnie z harmonią Wszechświata układają się natomiast sprawy w grupie E, o czym wiedziałyśmy już od kilku tygodni. Co prawda wciąż nie możemy uwierzyć w zdanie "Liverpool odpadł z Ligi Mistrzów" i kiedy ktoś w naszej obecności łączy słowa "Liverpool" "Liga Europejska" to cały czas wydaje nam się, że ma na myśli Everton. A żeby było jeszcze gorzej The Reds przegrali swój ostatni mecz w tegorocznej edycji elitarnych rozgrywek, czyli zasadniczo wypadli gorzej niż Polacy na Mundialu. Tak, wiemy, okrutna to obelga. Ale nasze ulubione drużyny też nas nie rozpieszczają. i Czy zamiast jednak płakać nad odpadniętym Liverpoolem nie powinnyśmy zachwycać się nową jakością Fiorentiny? No bo na przykład taki strzelec zwycięskiej bramki w 92. minucie, nasz stary - nowy znajomy Alberto Gilardino Bohater ostatniej akcji Na takie literalne miano zasłużył sobie bramkarz Standardu Liege Sinan Bolat . W ostatniej minucie doliczonego czasu gry (czyli w 95.) zdobył on dla swojej drużyny wyrównującą bramkę, bramkę na miarę udziału Standardu w wiosennych rozgrywkach Ligi Europejskiej. I to zdobył ją nie - jak to się czasem bramkarzom zdarza - z rzutu karnego, ale strzałem głową po rzucie rożnym. Bohaterem jest na pewno, a czy zasługuje na miano Ciacha?

rybka