Victoria Beckham z powyłamywanymi nogami

Czyli łamaniec językowy i smutna prawda o fatalnym stanie stóp małżonki Davida Beckhama w jednym.  

Lata najwymyślniejszych tortur z udziałem obcasa i bez niego, jakim Victoria poddaje swoje Bogu ducha winne dolne partie nóg, wreszcie przyniosły bolesny rezultaty. Najsłynniejsza z wszystkich WAGs ledwo już chodzi, a z każdym krokiem odczuwa koszmarne męki. Sprawcami tego stanu, prócz ultraniewygodnych trzewiczków, są halluksy oraz ich poważne zapalenie.

Lekarze zalecili byłej Posh Spice tymczasową (radykalne wersje mówią nawet o kilku miesiącach) rezygnację z wysokich obcasów, ale Vicky prędzej chyba skona z bólu niż przerzuci się na płaskie buty.

- Ponad wszystko nienawidzę balerinek. Nie potrafię w nich chodzić. W ogóle mi się nie podobają - chyba że noszone przez baletnice tańczące balet. Ja kocham obcasy - skarżyła się pani Beckham.

Victoria, co gorsza, zdaje sobie sprawę, że w bezlitosnym światku mody może funkcjonować w roli ikony jedynie dalej promując swój własny styl - a do niego należą nieodłącznie szpilki na kilkunastocentymetrowych zwykle obcasach.

Nie dziwimy się żonie Becksa - same kochamy piękne obuwie bardziej niż słońce, jedzenie i Torresa (no, może bez przesady z tym Torresem), niemniej - może nareszcie nadeszła pora, by odpowiednio zareagować na sygnały alarmowe? Choć trudno to napisać i w to uwierzyć - szpilki to nie wszystko! Ważne jest zdrowie!

Oczekującej na operację Victorii życzymy przy okazji wszystkiego najlepszego i udanej rekonwalescencji. I pokochania swoich stóp (cytat z VB: - Nienawidzę swoich stóp. Są najobrzydliwszymi częściami mojego ciała. ). Tak jak kochała swoje buciki.

R.I.P.

W razie czego - chętnie się zaopiekujemy porzuconymi maleństwami.