A tymczasem na Bliskim Wschodzie...

Skra Bełchatów bez najmniejszych problemów wygrywa swój pierwszy mecz w Klubowych Mistrzostwach Świata.  

Może nie tak znowuż bez najmniejszych, bo gospodarze turnieju, katarski Al Arabi w pierwszym secie skutecznie udawał jeszcze, że potrafi grać w siatkówkę, co ostatecznie zakończyło się rezultatem 25:22 dla Bełchatowian. Kolejne dwa sety to już prawdziwe dożynki - zwycięstwa do 11 (!) i 20. Z czym do ludzi, Al Arabi, z czym.

Rzucając trochę statystyki dodamy, że najwięcej punktów w polskich zespole (14) zdobył Bartek Kurek. Na boisku znów pojawił się rekonwalescent z przywróconym mianem kapitana Mariusz Wlazły, który punktował trzykrotnie, co ciekawe, były to punktowe ataki kończące wszystkie z trzech rozegranych setów.

- Na początku nie mogliśmy przystosować się, a nasi przeciwnicy, którzy już znają złotą formułę, zaczęli spotkanie lepiej, jednak udało nam się kontrolować grę i zwyciężyć w pierwszym secie. W drugiej partii, od początku prowadziliśmy i wywieraliśmy dużą presję na rywalach. Trzeci set od początku był wyrównany, aż do stanu 15:15, gdy zaczęliśmy dominować na boisku. To był trudny mecz, głównie z powodu nowej zasady, ale jesteśmy gotowi do improwizacji, przystosowania się do nowej formuły i dobrej gry w siatkówk ę - skomentował spotkanie Mariusz.

No właśnie, nowa zasada, o której wspomina Wlazły, to debiutująca w siatkarskich przepisach tzw. ''złota reguła''. Przypomnijmy, iż chodzi o to, że pierwszy atak po przyjęciu zagrywki drużyny przeciwnej nie może być wykonany z pierwszej linii. W zamyśle pomysłodawców, ma to wydłużyć akcję i przez to zwiększyć atrakcyjność widowiska.

Ale kombinują, a wystarczyła by zwykła pomeczowa wymiana koszulek, czyż nie? Co sądzicie o tym nowym, cokolwiek dziwnym przepisie?

ruby blue