Dlaczego Mariusz Wlazły nie lubi Ivana Miljkovicia?

I vice versa. Czyli o małej wymianie nieuprzejmości między panami, z której nie ma co robić wideł, ale sama igła jest już warta wspomnienia.  

Wszystko zaczęło się jeszcze przed niedawnymi Mistrzostwami Europy, kiedy już wiadomo było, że z powodu kontuzji nie zagra na nich nasz reprezentacyjny as, Mariusz Wlazły. Na wznoszące wówczas larum głosy, że bez niego Polska nic w tureckim czempionacie nie zwojuje, odpowiedział Miljković właśnie, w słowach, które nie wszystkim przypadły do gustu. Przypomnijmy, że poszło o tę wypowiedź: ''Powinniście znaleźć sobie drugiego Wlazłego. Jeśli tylko od jego występu w reprezentacji zależy powodzenie na ważnej imprezie, to powinniście poszukać innego zawodnika, który godnie go zastąpi, a nie zawracać sobie nim głowę. Polska liczy prawie czterdzieści milionów ludzi, prawda? W tak dużym kraju musi znaleźć się jeszcze kilku Wlazłych ." Właściwie nic takiego - poza delikatnym zdeprecjonowaniem umiejętności Mariusza i jego znaczenia dla reprezentacji.

W sprawie postanowił wreszcie zabrać głos sam zainteresowany, który w wywiadzie dla portalu supervolley.pl zapewnił, że słowa serbskiego siatkarza nieszczególnie go obeszły. Odnosimy jednak wrażenie, że to nie do końca prawda.

- Nie czuję się urażony, ale kiedy staniemy po obu stronach siatki zrobię wszystko żeby udowodnić mu, że potrafię dobrze grać w siatkówkę. Zmobilizował mnie do dobrej gry. Zawodników nie rozlicza się z tego, co i jak mówią, ale jak prezentują się na boisku. Nie chcę więc wdawać się z nim w polemikę, choć też mógłbym coś przykrego powiedzieć - skomentował Mariusz. Słusznie, chociaż na delikatne rzucenie chudym mięsem wcale byśmy się nie obruszyły. Taka już nasza plotkarska natura.

A jeśli interesuje Was, jak przebiega rehabilitacja Mariusza, spieszymy donieść, że już 11 października wznowi on treningi z zespołem Skry, ale, jak sam przyznaje, realny termin powrotu do gry to listopad, a w najgorszym przypadku grudzień. Trzymamy kciuki.

P.S. Napisałyśmy na początku, że o Igle warto wspomnieć. Tutaj zobaczycie co miałyśmy na myśli i dlaczego warto.

ruby blue

Więcej o: