Mimo że krykiet to gra w naszej nadwiślańskiej krainie raczej słabo znana i nieentuzjastycznie przyjmowana, to pod wpływem tego pochodzącego z rozkładówki Cosmo zdjęcia od dziś stajemy się gorącymi orędowniczkami wyczynów panów z płaskimi kijami i ciężkimi, skórzanymi piłeczkami w roli głównych rekwizytów.
Co nie znaczy, że od dziś nagle zaczniemy o krykiecie w ogóle na Ciachach pisać. Bo nie zaczniemy.
No chyba że z okazji ekscesów namiętnych boiskowych ekshibicjonistów-wolontariuszy , pojawiających się w centrum uwagi znienacka, którzy, mimo raczej letniej temperatury wokół dyscypliny (przynajmniej z naszego punktu widzenia, choć obywatele krajów krykietowi bardziej przyjaznych z natchnieniem przekonują, że trwający nawet tydzień mecz może być ekscytujący niczym całe Euro), co i rusz przesłaniają pole widzenia graczom swoimi roznegliżowanymi sylwetkami.
Doprawdy, świat to teatr absurdu.