Zdjęcie dnia: Fernando Alonso idzie do sądu

I wygląda ładnie, owszem, ale poza tym na podejrzanie zadowolonego z siebie.  

W zasadzie nie ma się czemu dziwić bo Światowa Rada Sportów Motorowych FIA, przed którą wczoraj zeznawał, a którą my szumnie nazwałyśmy w tytule sądem, nie doszukała się jego winy w słynnej już crashgate . Co nie oznacza, że całej sprawy nie było, bo wszelkie dowody wskazują na to, że Flavio Briatore faktycznie nakazał celowe rozbicie się Nelsonowi Piquet, by ustawić wyścig swojemu drugiemu kierowcy, ale zespół Renault praktycznie nie został ukarany. Uznano, że za sprawą stoją konkretne osoby, a nie cały team. W rezultacie Briatore ukarany został dożywotnim wykluczeniem ze sportów motorowych. Będziecie tęsknić?

A tymczasem Nelsinho, który także przybył wczoraj wystrojony jeszcze bardziej niż Fernando na przesłuchanie (prezentując się również całkiem powabni, mimo że wyglądał, jakby się miał zaraz przewrócić) odgraża się, że to jeszcze nie koniec jego kariery w Formule Jeden. Optymista.

- Odbyłem bardzo trudną lekcję w czasie ostatnich 12 miesięcy i musiałem ponownie przemyśleć co jest ważne w życiu. Jednak moja miłość do Formuły 1 się nie zmieniła, podobnie jak chęć powrotu do wyścigów. Zrozumiałem, że muszę rozpocząć swoją karierę od początku - stwierdza Nelsonek.

I dodaje jeszcze coś, przez co naszej twarde serca nieco się kruszą.

- Bardzo żałuję tego, że wykonałem polecenia, które mi wydano. Codziennie marzę, jak wspaniale by było, gdyby to się nigdy nie stało. Nie wiem jak bardzo ludzie są w stanie zrozumieć moje wyjaśnienia, ponieważ dla wielu bycie kierowcą wyścigowym jest niesamowitym przywilejem, tak samo jak było to dla mnie. Wszystko co mogę powiedzieć, to że moja sytuacja w Renault zmieniła się w koszmar - wyznaje.

To co z nim teraz zrobimy? Wybaczamy?

ruby blue

Więcej o: