Mission Impossible a la Chelsea

Choć to i tak znacząco łagodne określenie, po pobieżnym zapoznaniu się z ich wakacyjnymi planami.  

Niech was nie zmyli chwilowy brak aktywności Romana Abramowicz na rynku transferowym. Chelsea nie dotknął (a przynajmniej nie tak dotkliwie, jak konkurencję) kryzys finansowy i owszem, Rosjanin zamierza pozyskać kilku całkiem niezłych piłkarzy, a wszystko to, jak mniemamy, jest doskonale uknutą strategią - przez pierwsze tygodnie pozostał w cieniu, by uśpić czujność konkurencji, czekając aż Florentino wyda większość funduszy, aby wreszcie zniecierpliwić oczekujących transferów piłkarzy. Dziś, kiedy już plan został wykonany w stu procentach, Romek ostrożnie, acz spektakularnie wkracza do akcji ze swoimi lukratywnymi kontraktami i górą pieniędzy.  

Zatem zgodnie z poradnikiem "Jak stworzyć najbardziej ciachową drużynę we wszechświecie" Roman A. zażyczył sobie sprowadzić na Stamford Bridge (a przynajmniej będzie starał się to zrobić) kilku przystojnych panów hiszpańskiego pochodzenia. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie postanowił sięgnąć po ciacho największego kalibru i nie wyłożył 50 mln euro za Fernando Jose Torresa Sanz, na informację o czym różowe kapcie z miejsca nam pospadały. Tak, dobrze słyszycie. Ale zaraz, chwila, czy szef Chelsea aby nie widział tego bezgranicznego oddania i nieskończonej miłości w szczenięcych oczach boskiego Nando za każdym razem, gdy ten wspomina o Liverpoolu i o swoim kapitanie? Być może, za to na pewno dokładnie zapoznał się z informacją w mediach o pogłębiającym się kryzysie finansowym "The Reds", z czego Rosjanin zapewne nie omieszka wkrótce skorzystać.  

Żeby jeszcze jednak tego było mało, a Torresik nie był wystarczającym powodem, by doprowadzić fanki "The Blues" do ekstazy, klub pragnie, by od nowego sezonu w jego szeregach stanął piłkarz, o którego bije się pół piłkarskiej Europy i wszystkie kobiety świata, czyli niejaki David Villa. Czyż to nie idealny plan? Obaj pożądani panowie dobrze się rozumieją, ładnie razem prezentują i, jak widać po meczach reprezentacji, współpraca w ataku układa im się śpiewająco.

Ale jak już jesteśmy przy tych największych przystojniakach, to warto wspomnieć o Sergio Aguero, którego - niespodzianka! - Carlo Ancelotti oczami wyobraźni już widzi w swojej drużynie i wystarczy "zaledwie" 52 mln euro i 115 tys. cotygodniowej pensji dla Argentyńczyka, by te marzenia urzeczywistnić. A tu już zdecydowanie o krok od raju Ciach.

Jak zatem widzicie, działaczy Chelsea czeka wyjątkowo pracowite lato. Sprowadzenie pięnych, młodych, utalentowanych i, co gorsza, rozchwytywanych ciach nigdy nie należało do rzeczy łatwiejszych, a jeżeli na dodatek mowa jest o panach Torres, Villa, Aguero i dziesiątkach milionów euro, to mamy do czynienia z najprawdziwszą misją niemożliwą. Lecz mimo to Romek nic sobie z tego nie robi, on kieruje się innym hasłem, które przyświeca jego działalności i którego prawdziwość zamierza nam wkrótce dobitnie udowodnić: "Impossible is nothing".

Marina

Więcej o: